Warszawa: Relacja z 1 rozprawy warszawskiej Trójki

“Chciałem wam podziękować za to, że mimo podziałów jakie wywołała nasza sprawa, jesteście tu dzisiaj razem z nami” – powiedział do zgromadzonych przed sądem jeden z trzech anarchistów, oskarżonych o próbę podpalenia policyjnych radiowozów, których proces polityczny rozpoczął się 31 maja w gmachu sądu przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie.

Przed budynkiem, który został obstawiony policją, zebrało się kilkadziesiąt osób solidarnych z warszawską Trójką.
Były przemówienia, wyrazy poparcia, grała samba. Przypominano o ustawie inwigilacyjnej, policyjnych torturach i sprawie Ameera. W demonstracji brali również udział Oskar, Michał i Tadek, wspierani przez swoich bliskich, przyjaciół i towarzyszy. Niemal nikt nie chciał rozmawiać z przedstawicielami mediów systemowych na co poskarżył się w swojej relacji dziennikarz radia Eska. Jedyny komentarz jaki udało mu się uzyskać okazał się niestety niedorzeczny. Udzielająca go osoba stwierdziła, że protestuje przeciwko ustawie “która pozwala na uwięzienie ludzi bez żadnego sensownego i uzasadnionego wyroku”. Przykre jest, że wśród nas wciąż pojawiają się głosy, które uznają władze państwa i sądów pod warunkiem jej “zasadności”. Na szczęście był to głos odosobniony, a zebrani anarchiści w zdecydowany sposób artykułowali swój sprzeciw wobec “zasadnego” prześladowania trójki anarchistycznych sabotażystów i całego systemu więziennego. “Popieramy towarzyszy, którzy wybrali własną drogę działania i których proces jest procesem politycznym” – mówił przez mikrofon zamaskowany anarchista. Inna towarzyszka przypomniała fragment oświadczenia Michała: “Nie uważam, że to co zrobiliśmy było głupie; popełniliśmy błędy, jednak nasze działanie było symboliczną odpowiedzią na morze brutalności i bezkarności polskiej policji.” 

Tuż przed godz. 13 Oskar, Michał i Tadek weszli do budynku sądu, wśród rozlegających się za ich plecami okrzyków “Jesteśmy z wami!”. Bębny samby tłukły z jeszcze większą intensywnością. Po przejściu bramek kontrolnych anarchiści udali się na pierwsze piętro, gdzie pod salą 117 czekali już na nich prawnicy, którzy odmówili mediom jakichkolwiek komentarzy. Pięć minut później sztywna atmosfera oczekiwania na cichym, sądowym korytarzu i ostatnich konsultacji z prawnikami uległa rozluźnieniu gdy pod salą pojawiła się część anarchistów i anarchistek z demonstracji.

Rozprawa zaczęła się o godz. 13 w niewielkiej sali sądowej. Miejsca dla publiczności zdolne pomieścić 20-30 osób zostały niemal całkowicie zajęte. Gdy prowadzący sprawę sędzia zabronił rejestrowania przebiegu rozprawy, salę opuścił kamerzysta jednej z prywatnych telewizji i fotograf. Pozostali dziennikarze mogli jedynie notować. Po prawej stronie pod ścianą siedzieli oskarżeni anarchiści (jeden z towarzyszy miał na sobie koszulkę z napisem “nie ma nic piękniejszego od płonących więzień”), przed nimi w ławie ich obrońcy. Pod ścianą naprzeciwko nich w czerwonym żabocie zasiadała prokurator. Na sali nie było zainstalowanych kamer ani żadnego policjanta. Sędziemu towarzyszyła tylko stenotypistka notująca przebieg rozprawy. Nikt z wchodzących do sądu nie musiał okazywać żadnych dokumentów.

Dobrą wiadomością okazało się, że prawniczka, która dopuściła się kłamstw i manipulacji wobec Tadka, nakłaniając go w areszcie do złożenia zeznań (używając kłamliwego argumentu, że “ruch” odciął się i potępił atak na komisariat) nie jest już dłużej jego prawnym reprezentantem. W tej chwili każdy z trzech anarchistów ma swojego adwokata, a uzgodniona z nimi linia obrony została przedstawiona w dalszym toku rozprawy.

Sędzia rozpoczął rozprawę od ustalenia tożsamości oskarżonych na podstawie dowodów osobistych i zadawanych pytań. Chciał wiedzieć czy leczą się psychiatrycznie, a następnie odczytał krótki “akt oskarżenia”, zadając pytanie “czy przyznają się do popełnienia zarzucanych im czynów”. Cała Trójka potwierdziła swój udział w próbie podpalenia. Potem towarzysze kolejno składali zeznania, odtwarzając przebieg wydarzeń jakie rozegrały się w nocy ich ataku i schwytania. Jako pierwszy zeznawał Michał, któremu sędzia w pewnym momencie zwrócił uwagę by nie posiłkował się notatkami, gdyż zeznania “powinny być odtwarzane z pamięci”.

Przez pierwsze pół godziny słowa sędziego z trudem przebijały się przez dobiegający zza okien łomot bębnów samby, niestrudzenie wybijany przez grupę dziewczyn. Słychać było skandowane okrzyki. Żeby usłyszeć co mówi pierwszy zeznający z warszawskiej Trójki trzeba było nadstawiać uszu. Jak opisał to później Michał: “tworzyło to niesamowitą atmosferę, która rozpuszczała to miejsce i rozpraszała cel w jakim je zaprojektowano”. “Niestety takie mamy warunki” – skomentował to sędzia Maciej Jabłoński, widząc, że mało kto go słyszy.

(Pikieta widoczna z okna sali rozpraw)

Złożone przez Trójkę zeznania zostały zawężone do okoliczności w jakich poznali się Michał, Tadek i Oskar, do opisania przebiegu samej akcji i zatrzymania, a następnie tortur jakim poddali ich policjanci i antyterroryści. Najobszerniejszą częścią zeznań był długi opis tortur (którego większość przytoczymy w odrębny tekście) w trakcie, których policjanci używali pięści, kopniaków, gazu, pałek teleskopowych, psa, kajdanek i paralizatorów, którymi razili anarchistów między innymi w serce, krocze i odbyt. W wyniku tortur Michał stracił czucie w jednej z dłoni, które odzyskał dopiero dwa miesiące później. Igły tasera wbijane wielokrotnie w jego ciało pozostawiły trwałe blizny pod żebrami i w okolicach krocza. Tadek do tej pory nie ma czucia w części kciuka lewej dłoni. Sędzia skomentował to słowami: “Przedmiotem procesu jest przede wszystkim czyn oskarżonych, dlatego tylko w niewielkim zakresie uwzględni kwestię zachowania policji, która jest przedmiotem odrębnego postępowania”.

Anarchiści oświadczyli, że nie podtrzymują wcześniejszych zeznań, które zostały odczytane przez sędziego i zawierały informacje o obecności osób trzecich pomagających w przygotowaniu ataku, nie biorących jednak bezpośredniego udziału w jego przeprowadzeniu. Podkreślili także, że będą odpowiadać jedynie na pytania adwokatów, ci jednak nie mieli żadnych pytań. Z porównania poprzednich wersji zeznań widać było, że jeszcze przed procesem Trójka zaczęła wycofywać się z ich pierwszej wersji, którą policyjni kaci wymusili biciem.

Po przedstawionym opisie tortur Michał powiedział:

“Nie mowie o tym, by wzbudzić czyjąkolwiek litość. To, co policjanci zrobili w trakcie i po naszym zatrzymaniu, stanowi jedynie kolejne potwierdzenie głęboko patologicznego charakteru tej instytucji.”

“Musze panu przerwać. Tutaj składamy tylko zeznania dotyczącego faktów. Nie ma tu miejsca na wygłaszanie swoich poglądów i opinii. Na to będzie miejsce w mowie końcowej” – wszedł mu w zdanie Jabłoński.

“Jedno nie jest odłączne od drugiego” – kontynuował anarchista.

“Odbiorę panu głos. To nie jest miejsce na publicystykę” – naciskał sędzia.

“To wszystko co mam w tej chwili do powiedzenia” – zakończył Michał.

Niezmącone milczenie publiczności, która nie poczuła się stroną w tej wymianie zdań było wyrazem respektu dla sądu panującego wśród obecnych na sali. Również Oskar próbował uzupełnić swoje zeznania kładąc nacisk na dążenie do wyrazistej postawy politycznej: “Składając zeznania byłem zmanipulowany, zastraszony, sugerowałem się pytaniami prokurator. Jest to rzecz której teraz się wstydzę.” Podobnie jak jego koledzy wyjaśnił, że przysłowiową kroplą, która przelała czarę goryczy był atak policji na poznańskich anarchistów, protestujących pod aresztem, gdzie władze przetrzymywały wówczas działacza ruchu lokatorskiego i anarchistę Łukasza Bukowskiego, skazanego na 3 miesiące więzienia. Oburzenie na eksmisje, łamanie praw lokatorów, ochronę czyścicieli kamienic i represje wobec anarchistów oraz, jak określił to Tadek, pragnienie by “zwrócić przez to uwagę na nierówności społeczne” zaważyły na podjęciu decyzji, by udzielić policji “adekwatnej odpowiedzi”.

Z pełniejszego opisu można było również dowiedzieć się, że Trójka miała ze sobą gaśnicę, aby uchronić się przed poparzeniem na wypadek gdyby coś poszło nie tak. Punktem obserwacyjnym, gdzie anarchiści oczekiwali na dogodny moment był spalony dom położony naprzeciwko komisariatu. Początkowo na parkingu stał tylko jeden radiowóz, który zaparkowano przy krawężniku, co uniemożliwiało wsunięcie pod podwozie ładunku zapalającego. Dopiero po jakimś czasie pojawiły się kolejne dwa wozy i to właśnie one miały zostać spalone. Antyterroryści pojawili się w momencie gdy anarchiści wsuwali ładunek pod pierwszy z nich. Gdy pozostający na czatach Oskar próbował uciekać, powstrzymały go strzały oddane przez policjanta.

Po wysłuchaniu zeznań sędzia ogłosił pięciominutową przerwę. Obecny na korytarzu fotograf próbował robić zdjęcia opuszczającym salę anarchistom, co doprowadziło do nieprzyjemnej wymiany zdań, która zniechęciła go do dalszej pracy.

Po przerwie sędzia, prokurator i adwokaci uzgodnili włączenie do materiału dowodowego zeznania złożonego przez jednego ze świadków i oddalenia zeznań drugiej osoby które zostało uznane za “nie mającą znaczenia dla sprawy.” Następnie sędzia zaskoczył wszystkich oświadczeniem, że zamierzał zakończyć proces już na kolejnej rozprawie, ponieważ jednak, jak przewiduje, mogą wystąpić problemy z wezwaniem na świadków 3 policjantów (ze względu na specyfikę jednostki w jakiej pracują, konieczność doręczenia wezwań oraz fakt, że policjanci czasem przychodzą złożyć zeznania a czasem nie) proces może się nieco wydłużyć. Obrona również zamierza wezwać swoich świadków.

Ze względu na plany dwójki adwokatów kolejna rozprawa została wyznaczona dopiero na 19 lipca. Odbędzie się o godz. 10:30 w sali 102 sądu na ul. Marszałkowskiej. Każdy anarchista, który czuje solidarność z warszawską Trójką już dziś powinien zarezerwować sobie ten dzień na wizytę w Warszawie. Zachęcamy was do udziału w kolejnej pikiecie solidarnościowej i do obecności na sali rozpraw.

Wypowiedzi anarchistów i sędziego zostały przytoczone na podstawie notatek, które nie zawsze uwzględniały całość wypowiedzi.

UdostępnijShare on FacebookTweet about this on TwitterEmail this to someone