Wenezuela: Wywiad z aresztowanym i pobitym anarchistą w Cagua stan Aragua

Począwszy od 4 kwietnia 2017 r. rozwijało się w Wenezueli powstanie ludowe przeciwko dyktaturze Nicolása Maduro. Wkrótce wyślemy serię wywiadów z towarzyszami i towarzyszkami, którzy byli więzieni i torturowani za udział w protestach. Będziemy wdzięczni za tłumaczenie tych wywiadów i rozpowszechnianie ich w innych językach.

W kwietniu jeden z naszych towarzyszy w Cagia został aresztowany w  Cagua za udział w obronie społeczności przed atakami z Boliwariańskiej Gwardii Narodowej (BGN) i policji w Aragua (PoliAragua). W celu zapewnienia mu bezpieczeństwa nazwiemy go Wojownikiem Wolności.

Rozmawialiśmy z nim po jego wyjściu z aresztu. W tej chwili jest w dobrej formie zarówno fizycznej jak i psychicznej. W tym wywiadzie opowiada o swoim, trwającym miesiąc, areszcie oraz stanowisku jakie anarchiści powinni zająć w tym powstaniu ludowym.

ZACZNIJMY OD POCZĄTKU, CO DOPROWADZIŁO DO TWOJEGO ARESZTOWANIA?

Aresztowali mnie w poniedziałek 24 kwietnia około 20:00. Wpadliśmy w zasdzkę zastawioną przez policję w Aragua. Demonstracja zaczęła się od siedzącego protestu okupacyjnego, w którym ludzie blokowali skrzyżowanie od 6:00 rano. BGN i PoliAragua były tam  dość wcześnie, sprawdzając czy nie wywołujemy zamieszek. Ruszyli na nas około 18:00 po tym jak przenieśliśmy się ze skrzyżowania do wejścia do Cagua. Nagle pojawiła się ciężarówka BGN i wypluła z siebie policję antyprotestacyjną. Wtedy zaczęli nam grozić i rozpylać na nas gaz łzawiący. Nie cofnęliśmy się i stanęliśmy do walki.

Nie można było zobaczyć ulicy z powodu olbrzymiej ilości rozpylonego gazu łzawiącego. Wtedy sytuacja stała się groźniejsza. Zaczęli nie tylko rozpylać na nas gaz łzawiący, ale sprowadzili policję na motocyklach. Widzieliśmy, jak po drugiej stronie mostu nad kanałem wlekli jakąś kobietę za włosy.

Przebyłem kanał i znalazłem się naprzeciwko muru policji. Nie było drogi odwrotu, ale zamiast się poddać, rzuciłem się na nich, ramiona skrzyżowały się przede mną [prawdopodobnie by chronić] i zacząłem uciekać.

Uciekałem, a gdy mnie znaleźli, chwycili mnie i zaczęli bić, kiedy próbowałemc się bronić. Rzucili mnie na ziemię, a kiedy wstałem, walczyłem jak potrafiłem dopóki starczyło mi sił.

Jeden z nich powiedział: „Zrzucimy cię z mostu, dupku.”

Zabrali mi mój dowód osobisty i telefon komórkowy, a potem zmusili mnie do siedzenia na chodniku, dopóki nie przybyła policjantka. Po rozmowie przez radio, kazała zakuć mnie w kajdanki i zabrać tam, gdzie wskazała.

Następnie pozwolili odejść pozostałym zatrzymanym demonstrantom. Byłem jedynym, którego zabrano.

Wkrótce pojawili się kolejni zatrzymani demonstranci, dwóch z nich ciężko pobitych, jeden z nich tak bardzo, że nie mógł jeść przez trzy dni z powodu urazów twarzy.

Następnie zabrali nas do komendatury bez powiadomienia naszych krewnych, ale ktoś ich widział.

Uderzyli nas jeszcze kilka razy, a potem nas zabrali.

Przybyliśmy do głównego stanowiska dowodzenia, gdy poprowadzili nas przez korytarz inni policjanci obrażali nas i bili. Zabrali nas do biura, w którym nawet nie dali nam wody i zanim wrzucili nas do celi o długości trzech metrów i szerokości półtora metra, poinformowali nas, że nie możemy mieć ze sobą niczego. W tej celi znajdowało się szesnaście osób.

Tej nocy pozwolili niektórym z nas wyjść; jedni byli krewnymi urzędników państwowych, inni byli nieletni. W końcu pozostało 12 osób. Następnego dnia zabrali mnie i kilku innych do pałacu sprawiedliwości, a stamtąd do innej komendatury, gdzie wydano wyrok.

Zostaliśmy tam następnego dnia, a potem zabrali nas do Zespółu dochodzeniowo-śledczego ds. penitencjarnych i karnych (Cuerpo de Investigaciones Científicas, Penales y Criminalísticas; CICPC), gdzie nas spisali. Tam usłyszałem zarzuty przeciwko nam: terroryzm, czynna napaść z bronią w ręku, posiadanie broni palnej, stawianie oporu w trakcie aresztowania i wywoływanie zamieszek. Sfabrykowali podrzucone dowody: sześć litrów benzyny, każdy litr w koktajlu molotova, kamienie i bomby z gazem łzawiącym. Twierdzili, że użyliśmy ich do ataku na patrol policyjny i zranienia kilku policjantów.

Ale oficer śledczy z CICPC, którego podsłuchałem, jeden z tych, którzy mieli nas oskarżać, powiedział, że wiedzą, że nie jesteśmy przestępcami i może nie zasłużyliśmy na to i mogliby nas wypuścić bez zarzutów. Jednak zamiast tego zabrali nas do nowego głownego posterunku policji, a następnego dnia do pałacu sprawiedliwości, ale sędzia odroczył przesłuchanie do następnego dnia. W tym momencie prokurator nie był w stanie przedstawić dowodów i zapytałem czy moglibyśmy zostać zwolnieni za kaucją. Sędzia odmówił i zamiast tego nakazał trzymać nas na 45 dni, podczas gdy policja będzie prowadzić dochodzenie. Zapytałem, dokąd zamierzają nas wysłać.

To już trzeci raz, gdy miałem problemy z policją. Więzienia to piekło. Rozmawiałem z pozostałymi chłopakami, którzy zostali zatrzymani i powiedzieli, że najlepiej byłoby, gdybyśmy byli trzymani w miejscu, w którym byliśmy na początku, ale zabrali nas gdzie indziej. Kiedy przyjechaliśmy, zostaliśmy przywitani przez tego samego policjanta, który wcześniej kopnął w twarz jedno z dzieci, z którymi zostałem aresztowany. Glina powiedział: „Spójrzmy, kogo tu mamy, ten sam cholerny czarnuch, którego dzisiaj postawimy pod ścianą”.

Jednak gdy przybył dowódca, powiedział, że nie mogą nas tam trzymać i zabrali nas na kolejny posterunek policji. Kiedy przyjechaliśmy, powiedzieli nam, że umieszczą nas z innymi zatrzymanymi na podstawie zarzutów politycznych. To była mała cela, ledwie była w stanie pomieścić naszą 22. Nie spałem od chwili zatrzymania, udało mi się zdrzemnąć tylko przez kilka sekund na stojąco, przez wszystkie te dni nie spałam w ogóle. Byłem ogromnie zmęczony.

Nazajutrz otworzyli drzwi od celi i zabrali starszych ludzi, którzy byli tam przetrzymywani, więc wreszcie mogliśmy się trochę przespać. W końcu po południu otworzyli drzwi od celi i powiedzieli nam, że jeśli znajdą wystarczająco dużo zamków, będą mogli nas przenieść do innego więzienia, gdzie moglibyśmy się trochę wyspać.

Zadzwonili z prośbą o więcej zamków, a wieczorem zabrali nas do innej [większej] celi, i w końcu udało mi się położyć i zasnąć, dopóki nie zaczęło padać we wczesnych godzinach porannych, obudziłem się i zobaczyłem, że wszystko jest mokre, ale byłem tak zmęczony, że przemoczony do suchej nitki położyłem się w kałuży i ponownie usnąłem.

W ciągu tych dni więźniowie byli zwalniani za kaucją, więc policja miała miejsce, by uprawiać „sport” z innymi więźniami. Czterdzieści osiem dni minęło, kiedy pewnej nocy o 23:00 przyszedł policjant i powiedział, że dzwonili do Alayon, więzienia w Maracay. Zapytaliśmy, czy zamierzają nas przenieść. Powiedział, że nie, i zadzwonił z telefonu komórkowego, mówiąc nam: „Macie szczęście, że tu jestem, wy robaki z ulicy. Spójrzcie na siebie. Zamierzam oddać wam przysługę i wydam wam dokumenty waszego zwolnienia z aresztu, bo o tej godzinie żaden urzędnik ich nie dostarczy.”

Poszedł i je znalazł, pozwolili nam zadzwonić do naszych rodzin, żeby mogli przyjść i nas załatwić. Tak to się skończyło około północy w piątek.

JAK WYGLĄDAŁ CZAS SPĘDZONY ZA KRATAMI?

Nasze rodziny przynosiły nam jedzenie rano, w południe i w nocy. Mieliśmy tylko problemy z jednym strażnikiem. Zawsze „gubił” jedzenie, ubrania, papier toaletowy lub inne rzeczy przekazane dla nas, a także osłonę przeciwsłoneczną używaną podczas sobotnich odwiedzin.

Do kąpieli przynosili wanny dwa razy w tygodniu i odkręcali krany. Nie mieliśmy typowej łazienki. Musieliśmy sikać do kanału, który przebiegał przez patio, i musieliśmy srać do worków, a w nocy chodziły po nas myszy i karaluchy.

JAK ODBIERASZ PROTESTY W ARAGUA?

Protesty w Maracay są prawdziwymi bitwami ulicznymi, chociaż działania ludzi są czasem tłumione przez, jak przypuszczam, przez strach lub zmęczenie. Jednak nie zaprzestają walki. Po prostu czasami jest gwałtowniej niż innym razem. W Cagua działo się już od jakiegoś czasu, ale teraz jest spokojnie. Myślę, że powinniśmy wyjść na ulice, nie pytając o zgodę scenicznych kierowników [prawicowej] „opozycji”. Ludzie nie wychodzą bez pytania najpierw jednego z nich. W dniu, w którym zostałem zatrzymany, nawiązałem rozmowę z jednym z nich i powiedziałem, że jesteśmy na ulicy dla ludzi, a nie dla jakiś politycznych oportunistów. Zmarszczył brwi, potem klepnął mnie w plecy. Po tym, jak powiedziałem mu, co myślę, wróciłem w środek demonstracji.

CO MYŚLISZ O MŁODYCH LUDZIACH BIORĄCYCH UDZIAŁ W PROTESTACH I CO ONI SOBĄ REPREZENTUJĄ?

Młodzi ludzie stawiający opór, a zwłaszcza ci z pierwszej linii protestów, nie są związani z żadnymi politycznymi grupami. Chcą po prostu polepszenia warunków życia, mimo że nie są w stanie tego wyrazić słowami. Chcą wyzwolić się spod władzy obecnego rządu, ale wydaje się, że nie wiedzą czego chcą potem. Oczywiście są też inni, którzy mają świadomość polityczną, ale to jeszcze musi dotrzeć do reszty [i konieczne jest, aby to się stało], by uniknąć kolejnych autorytarnych rządów w przyszłości.

CO SPRAWIŁO, ŻE ZDECYDOWAŁEŚ SIĘ NA UDZIEŁ W LUDOWYM POWSTANIU?

Wyszedłem protestować, ponieważ wszystko, gdziekolwiek nie spojrzysz, zostało zniszczone przez boliwariański proces. Sprawy, o których już zapomnieliśmy, jak to, że woda, w której kąpiemy, powinna być czysta, a nie zmieszana z zanieczyszczoną. Chorujemy i nie ma lekarstw. Na ulicy jest niebezbiecznie. Codziennie grozi nam niebezpieczeństwo z każdej strony. Ze strony tych, którzy chcą nas zabić za telefon lub za to, że nie ma nas już z czego okraść. Moi przyjaciele zostali zabici przez przestępców; jednego z moich przyjaciół postrzelili w twarz. Moja rodzina opuściła kraj. Ludzie muszą sobie radzić z tym gównem każdego dnia, gdy wychodzą zdobyć jedzenie albo pójść do szkoły, albo kupić lekarstwa [jeśli mogą je znaleźć], albo wynająć mieszkanie. Ale nie stać cię na wszystko, nie za normalną pensję. Musisz zawsze mieć drugie źródło dochodów i nawet jeśli jesteś w stanie znaleźć pracę, większość z nich jest oparta na bardzo dużym wyzysku pracowników. Czy nadal chcesz poznać moje powody?

W TAKIM RAZIE, CZY JEST TO WARTE WYSIŁKU?

Sądzę, że protestowanie jest warte wysiłku. Koniecznie trzeba pokazać, że jesteśmy niezadowoleni, nawet jesli więcej ludzi umrze. Nie chcę, by rząd pozostał u władzy i oddałbym życie, by móc zobaczyć jego upadek, by zapewnić lepszą przyszłość mojej rodzinie, moim przyjaciołom, dobrym ludziom, którzy ocaleją i nie powinni być zmuszani stawiać czoła temu wszystkiemu.

CO MYŚLISZ O MILCZENIU ZE STRONY ANARCHISTÓW?

Myślę, że w tym życiu, nie ważne czy wiesz dużo o anarchizmie, jeśli nie zrobisz czegoś by zmienić sytuację, nawet trochę, nie powinieneś nazywać siebie anarchistą. Jeśli tylko biadolisz w internecie o „opresyjnym systemie” i nic nie robisz, lepiej po prostu się zamknij.

JAK POSTRZEGASZ ZGROMADZENIE KONSTYTUCYJNE?

Uważam, że zgromadzenie konstytucyjne jest jedną z najbardziej szalonych rzeczy, które mogą zrobić, nawet jeśli ich szaleństwo nie zna granic. Zgromadzenie konstytucyjne jest bardzo niebezpieczne, ponieważ usunie wszystkie ograniczenia władzy [Maduro]. Powinniśmy próbować to powstrzymać, ponieważ może to być koniec wszystkiego.

NA KONIEC, CO CHCIAŁBYŚ POWIEDZIEĆ ANARCHISTOM I INNYM POLITYCZNIE ZAANGAŻOWANYM OSOBOM?

Wszystkim moim towarzyszom w walce, chcę podziękować, za to, że codziennie wychodzą, ryzykując wszystko co mają. Jesteście bardzo odważni. Ale brakuje im zorganizowania, aby zapewnić właściwy rezultat. Trzeba organizować, walczyć, rozpowszechniać [pomysły i projekty]. Nie pozwólcie im nas zniszczyć. Zrób coś, by zmienić tę rzeczywistość. Uściski dla wszystkich, którzy wyszli i pokazali swoje twarze. Uważajcie na siebie.

Ci, którzy boją się konfrontacji z państwową opresją, przynajmniej pomagają tym, którzy walczą. Potrzeba wszystkiego: wody, żywności, lekarstw, ochronnego sprzętu, wszystkiego co możecie zaofiarować. Nie pozwólcie, by płomień zgasł. Podtrzymujcie walkę, abyśmy mogli cieszyć się nowym świtem. Sprawmy, by to się stało.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

UdostępnijShare on FacebookTweet about this on TwitterEmail this to someone