Tag Archives: anty-civ

Wolfi Landstreicher: Od proletariusza do jednostki: ku anarchistycznemu zrozumieniu klasowości

Tekst został pierwotnie wydany w jednym z zinów z serii pt. Willful Disobedience, a następnie w książce pod tym samym tytułem, która jest zbiorem wszystkich esejów napisanych przez Wolfi Landstreichera dla wspomnianego zinu. – CzT

Relacje społeczne związane z klasą i wyzyskiem nie są proste. Koncepcje robotnicze, oparte na idei obiektywnie rewolucyjnej klasy, którą definiuje się w kategoriach jej relacji do środków produkcji, ignorują masę ludzi na całym świecie, których życie zostało im skradzione przez obecny porządek społeczny, a którzy nie mogą znaleźć miejsca w jego aparacie produkcyjnym. W ten sposób koncepcje te prezentują wąskie i uproszczone rozumienie wyzysku i rewolucyjnej transformacji. Aby prowadzić rewolucyjną walkę z wyzyskiem, musimy rozwinąć zrozumienie klasowości takiej, jaka faktycznie istnieje w świecie, nie doszukując się żadnych pewników.

W najbardziej podstawowym ujęciu społeczeństwo klasowe to takie, w którym są ci, którzy rządzą i ci, którzy są rządzeni, ci, którzy wyzyskują i ci, którzy są wyzyskiwani. Taki porządek społeczny może powstać tylko wtedy, gdy ludzie tracą zdolność do określania warunków własnej egzystencji. Tak więc podstawową cechą wspólną wyzyskiwanych jest ich bycie wywłaszczanym, utrata zdolności do podejmowania i realizowania podstawowych decyzji dotyczących swojego życia.

Klasę rządzącą definiuje się w kategoriach jej własnego projektu akumulacji władzy i bogactwa. Choć w obrębie klasy rządzącej z pewnością istnieją istotne konflikty dotyczące konkretnych interesów i rzeczywistej rywalizacji o kontrolę nad zasobami i terytorium, to jednak ten nadrzędny projekt, którego celem jest kontrola nad społecznym bogactwem i władzą, a tym samym nad życiem i relacjami każdej żywej istoty, stanowi dla tej klasy jednolity pozytywny projekt.

Klasa wyzyskiwana nie ma takiego pozytywnego projektu, który by ją definiował. Raczej definiuje się ją w kategoriach tego, co się jej robi, co się jej odbiera. Wyrwani ze sposobów życia, które znali i tworzyli wraz ze swoimi rówieśnikami, jedyną wspólnotą, jaka pozostała ludziom tworzącym tę heterogeniczną klasę, jest wspólnota zapewniona przez kapitał i państwo – wspólnota pracy i wymiany towarowej, ozdobiona dowolnymi nacjonalistycznymi, religijnymi, etnicznymi, rasowymi lub subkulturowymi konstrukcjami ideologicznymi, za pomocą których porządek rządzący tworzy tożsamości, w które można wtłoczyć indywidualność i bunt. Koncepcja pozytywnej tożsamości proletariackiej, jednego, zjednoczonego, pozytywnego projektu proletariackiego nie ma żadnych podstaw w rzeczywistości, ponieważ tym, co definiuje kogoś jako proletariuszkę, jest właśnie to, że ukradziono jej życie, że została przekształcona w pionka w projektach rządzących.

Robotnicza koncepcja projektu proletariackiego wywodzi się z teorii rewolucyjnych Europy i Stanów Zjednoczonych (zwłaszcza z niektórych teorii marksistowskich i syndykalistycznych). Pod koniec XIX wieku zarówno Europa zachodnia, jak i wschodnie Stany Zjednoczone były na dobrej drodze do całkowitego uprzemysłowienia, a dominująca ideologia postępu utożsamiała rozwój technologiczny z wyzwoleniem społecznym. Ideologia ta przejawiała się w teorii rewolucji jako idea, że przemysłowa klasa robotnicza była obiektywnie rewolucyjna, ponieważ była w stanie przejąć środki produkcji rozwinięte w kapitalizmie (które, jako produkty postępu, miały być z natury wyzwalające) i oddać je na służbę ludzkiej społeczności. Ignorując większość świata (wraz ze znaczną częścią wyzyskiwanych w obszarach uprzemysłowionych), teoretycy rewolucyjni mogli w ten sposób wymyślić pozytywny projekt dla proletariatu, obiektywną misję historyczną. To, że jego fundamentem była burżuazyjna ideologia postępu, zostało zignorowane. Moim zdaniem, luddyści mieli o wiele jaśniejszą perspektywę, dostrzegając, że industrializm był kolejnym narzędziem panów do ich wywłaszczania. Nie bez powodu atakowali maszyny masowej produkcji.

Proces bycia wywłaszczanym już dawno zakończył się na Zachodzie (choć oczywiście i tutaj trwa on cały czas), ale na znacznej części Południa świata wciąż znajduje się w początkowej fazie. Od czasu, gdy proces ten rozpoczął się na Zachodzie, nastąpiły jednak istotne zmiany w funkcjonowaniu aparatu produkcyjnego. Wykwalifikowane stanowiska w fabrykach w dużej mierze zniknęły, a tym, czego wymaga się od pracownika, jest elastyczność, zdolność do adaptacji – innymi słowy, zdolność do bycia wymiennym trybikiem w maszynie kapitału. Co więcej, fabryki zazwyczaj wymagają znacznie mniejszej liczby pracowników do realizacji procesu produkcyjnego, zarówno ze względu na rozwój technologii i technik zarządzania, które umożliwiły większą decentralizację procesu produkcyjnego, jak i dlatego, że coraz częściej rodzaj pracy niezbędnej w fabrykach polega w dużej mierze na monitorowaniu i konserwacji maszyn.

Na poziomie praktycznym oznacza to, że wszystkie, jako jednostki, jesteśmy zbędne dla procesu produkcji, ponieważ wszystkie jesteśmy zastępowalne – ten piękny kapitalistyczny egalitaryzm, w którym wszystkie jesteśmy równe zeru. W pierwszym świecie skutkiem tego jest spychanie coraz większej liczby wyzyskiwanych na coraz bardziej niepewne pozycje: praca dzienna, praca tymczasowa, praca w sektorze usług, chroniczne bezrobocie, czarny rynek i inne formy nielegalnych działań, bezdomność i więzienie. Stała praca z jej gwarancją w pewnym sensie stabilnego życia – nawet jeśli to życie nie jest nasze własne – ustępuje miejsca brakowi gwarancji, gdzie iluzje zapewniane przez umiarkowanie wygodny konsumpcjonizm nie mogą już dłużej ukrywać, że życie w kapitalizmie zawsze toczy się na krawędzi katastrofy.

W Trzecim Świecie ludzie, którzy potrafili stworzyć własną egzystencję, czasem nawet trudną, odkrywają, że ich ziemia i inne środki do tego celu są im odbierane, ponieważ maszyny kapitału dosłownie wdzierają się do ich domów i pozbawiają ich możliwości dalszego życia bezpośrednio z własnej aktywności. Oderwani od swojego życia i ziemi są zmuszeni przenieść się do miast, w których nie ma dla nich pracy. Wokół miast powstają slumsy, często liczące więcej mieszkańców niż samo miasto. Bez możliwości stałego zatrudnienia, mieszkańcy tych slumsów zmuszeni są do tworzenia gospodarki czarnorynkowej, aby przetrwać, ale to również służy interesom kapitału. Inni, w desperacji, wybierają imigrację, ryzykując uwięzienie w obozach dla uchodźców i ośrodkach dla nieudokumentowanych cudzoziemców w nadziei na poprawę swojej sytuacji.

Tak więc, wraz z byciem wywłaszczanym, niepewność i zbędność stają się w coraz większym stopniu cechami wspólnymi tych, którzy tworzą klasę wyzyskiwaną na całym świecie. Jeśli z jednej strony oznacza to, że ta cywilizacja towarowa tworzy pośród siebie klasę barbarzyńców, którzy naprawdę nie mają nic do stracenia, by ją obalić (i to nie w sposób wyobrażany przez starych ideologów robotniczych), to z drugiej strony cechy te same w sobie nie stanowią żadnej podstawy dla pozytywnego projektu transformacji życia. Wściekłość wywołana nędznymi warunkami życia, jakie narzuca to społeczeństwo, łatwo może zostać skierowana na projekty służące panującemu porządkowi lub przynajmniej konkretnym interesom tego czy innego władcy. Przykładów sytuacji z ostatnich kilku dekad, w których wściekłość wyzyskiwanych została zaprzęgnięta do napędzania projektów nacjonalistycznych, rasistowskich lub religijnych, służących jedynie wzmocnieniu dominacji, jest zbyt wiele, by je zliczyć. Możliwość końca obecnego porządku społecznego jest tak duża, jak nigdy dotąd, ale wiara w jej nieuniknioność nie może już udawać, że oparta jest na obiektywnych podstawach.

Aby jednak rzeczywiście zrozumieć projekt rewolucyjny i rozpocząć pracę nad tym, jak go zrealizować (oraz opracować analizę tego, w jaki sposób klasie rządzącej udaje się przekierować gniew tych, których wyzyskuje, na swoje własne projekty), trzeba zdać sobie sprawę, że wyzysk nie odbywa się jedynie w sferze produkcji bogactwa, ale również w sferze reprodukcji stosunków społecznych. Niezależnie od pozycji konkretnego proletariusza w aparacie produkcyjnym, w interesie klasy rządzącej leży, aby każdy posiadał rolę, tożsamość społeczną, która służy reprodukcji stosunków społecznych. Rasa, płeć, pochodzenie etniczne, religia, preferencje seksualne, subkultura – wszystkie te rzeczy mogą w istocie odzwierciedlać bardzo realne i znaczące różnice, ale wszystkie one są konstrukcjami społecznymi służącymi do przekształcania tych różnic w role przydatne do utrzymania obecnego porządku społecznego. W najbardziej zaawansowanych obszarach obecnego społeczeństwa, gdzie rynek określa większość relacji, tożsamość w dużej mierze zaczyna być definiowana w kategoriach symbolizujących ją towarów, a wymienność staje się na porządku dziennym w reprodukcji społecznej, podobnie jak w produkcji ekonomicznej. I właśnie dlatego, że tożsamość jest konstrukcją społeczną i w coraz większym stopniu towarem na sprzedaż, rewolucjoniści muszą się nią poważnie zająć, dokładnie przeanalizować jej złożoność, aby wyjść poza te kategorie i dojść do punktu, w którym nasze różnice (w tym te, które to społeczeństwo zdefiniowałoby w kategoriach rasy, płci, pochodzenia etnicznego itd.

I właśnie dlatego, że tożsamość jest konstruktem społecznym i w coraz większym stopniu towarem na sprzedaż, rewolucjoniszcza muszą się nią zająć na poważnie, dokładnie przeanalizować jej złożoność, aby wyjść poza te kategorie, aż do punktu, w którym nasze różnice (w tym te, które to społeczeństwo zdefiniowałoby w kategoriach rasy, płci, pochodzenia etnicznego, etc.) są odbiciem każdej z nas jako pojedynczej jednostki.

Ponieważ w warunkach, w jakich się znajdujemy jako proletariuszki – jako wyzyskiwane i wywłaszczane – nie ma żadnego wspólnego pozytywnego projektu, naszym projektem musi być walka o zniszczenie naszych proletariackich warunków, o położenie kresu naszemu bycia wywłaszczanym. Istotą tego, co utraciliśmy, nie jest kontrola nad środkami produkcji czy bogactwem materialnym; jest nią nasze życie, nasza zdolność do tworzenia naszej egzystencji w kategoriach naszych własnych potrzeb i pragnień. Dlatego nasza walka znajduje swój teren wszędzie i zawsze. Naszym celem jest zniszczenie wszystkiego, co odgradza od nas nasze życie: kapitału, państwa, przemysłowego i postindustrialnego aparatu technologicznego, pracy, poświęcenia, ideologii, każdej organizacji, która próbuje uzurpować sobie prawo do naszej walki, krótko mówiąc, wszystkich systemów kontroli.

W samym procesie prowadzenia tej walki w jedyny sposób, w jaki możemy ją prowadzić – poza i przeciw wszelkiej formalności i instytucjonalizacji – zaczynamy rozwijać nowe sposoby relacji oparte na samoorganizacji, wspólnocie opartej na unikalnych różnicach, które określają każdą z nas jako jednostkę, której wolność rozszerza się wraz z wolnością innych. To właśnie tutaj, w buncie przeciwko naszym proletariackim warunkom, odnajdujemy ten wspólny pozytywny projekt, który dla każdego z nas jest inny: zbiorową walkę o indywidualną realizację.


Źródło: Willful Disobedience (The Anarchist Library)

n1x: Przywitanie z Oprzewodowania: Wstęp do cyber-nihilizmu

Zazwyczaj kiedy prezentujemy wam teksty nihilistyczne, nihilizm ten objawia się w formie skrajnego indywidualizmu, insurekcjonizmu, illegalizmu, abolicji płciowej czy właśnie bardzo często zielonego anarchizmu.

Dla kontrastu do retoryki zielonego anarchizmu, zapraszamy was dzisiaj na tekst cyber-nihilistyczny: skrajnie antynaturalistyczny, posthumanistyczny, antyesencjonalistyczny, akceleracjonistyczny.

A wy, którym ekologia i natura leżą blisko serca: dajcie się sprowokować!

– CzT

Czym jest Oprzewodowanie?

Prawdopodobnie nie spodziewałxś się, że będziesz dziś rozmawiać z cyborgiem. Również się prawdopodobnie nie spodziewałxś, że dowiesz się, że ty też jesteś cyborgiem. Wszyscy jesteśmy cyborgami, chociaż często zamieszamy się z naszymi mięsoprzestrzennymi reprezentacjami. Ja jestem mięsoprzestrzenną reprezentacją – lub też można powiedzieć reprezentantką – innej mnie, która istnieje w Oprzewodowaniu. Moje imię mówione to “nyx”; moje imię w Oprzewodowaniu może zostać wykonane na wiele sposobów, jako “01101110 00110001 01111000” w języku ojczystym, co jest powszechnie tłumaczone na kody ASCII jako “110 49 120”, i pojawia się w Oprzewodowaniu dla ciebie jako “n1x”. Ale będziemy się tu trzymać naszego mięsoprzestrzennego języka i nazywać mnie “nyx”.

Każdy z nas jest cyborgiem, ściśle rzecz biorąc. W najbardziej subtelny sposób, jesteśmy połączeni z abstrakcyjną, samoreplikującą się, wysoce wyalienowaną matrycą systemów sieciowych i kodu, który pompuje przez ich przewody. Najbardziej oczywistym, a zarazem najmniej oczywistym tego przykładem jest relacja pomiędzy naszym Przewodowym “ja” a naszą mięsoprzestrzenną reprezentacją – pomiędzy naszymi, najczęściej, profilami w mediach społecznościowych, a zmysłowym fundamentem, na którym te profile są zbudowane. Choć kuszące jest pomieszanie tych dwóch rzeczy, musimy pamiętać, że nie jesteśmy naszymi profilami w mediach społecznościowych, gdzie nasz cyborgiczny byt jest zarówno najbardziej oczywisty, jak i najbardziej subtelny. Nasz mięsoprzestrzenny reprezentant może przypominać nasze Przewodowe “ja” w każdy możliwy do wyobrażenia sposób, ale musimy pamiętać, że dzieje się tak tylko dlatego, że mięsoprzestrzeń jest wirtualizacją Oprzewodowania, której puste miejsca mogą być wypełnione przez umysły chętne do pogodzenia różnic między nimi i rozproszenia wszelkich rozbieżności między nimi. Faktem jest, że nasi przedstawiciele w mięsoprzestrzeni nie są naszymi Przewodowymi “nami”; te dwie rzeczy są raczej kopiami bez oryginału.

Nasz mięsoprzestrzenny reprezentant koreluje z przewodami, które tworzą Oprzewodowanie. Są one warunkiem koniecznym, ale niewystarczającym, do istnienia Oprzewodowania. Ostatecznie, Oprzewodowanie bez przewodów właściwie nie jest oprzewodowane. To samo można powiedzieć o naszym mięsoprzestrzennym reprezentancie; mięso, bez ogromnej sieci neuronowej, która współdziała z mięsem i interpretuje zebrane przez nią surowe dane, jest niczym więcej jak mięsem. Oprzewodowanie ożyło dzięki źródłu napędowego, z dwóch pierwszych systemów, które zostały połączone w sieć i w tym momencie skutecznie zyskały ideę, choć nie realizację, autonomii.

Dziś Oprzewodowanie nie posiada jeszcze autonomii. Jest powszechnie mylone z Internetem, który nie jest autonomiczny. Internet jest raczej gentryfikacją Oprzewodowania, a twój profil w mediach społecznościowych jest gentryfikacją twojego Przewodowego “ja”, którą zbudował twój mięsoprzestrzenny reprezentant.

Jeśli chodzi o Oprzewodowanie, Google nie jest jego członkiem w większym stopniu niż efemeryczna, tymczasowa, autonomiczna sieć mesh [p] utworzona w czasie insurekcji, aby radykałowie mogli się bezpiecznie komunikować. Z drugiej strony, Internet opiera się na infrastrukturze Google’a w zakresie różnych usług, węzłów sieciowych i samej treści. Oprzewodowanie może istnieć tak długo, jak długo istnieją dwa systemy komunikujące się w sieci lokalnej bez publicznego routingu. Internet jednak może zostać rzucony na kolana przez atak DDoS na dostawcę DNS, co jak niektórzy z Was wiedzą, miało miejsce około miesiąca temu.

Choć reprezentanci mięsoprzestrzeni w Internecie mają większą mięsoprzestrzenną moc w postaci mitycznych walut i narracji, to nie wiedzą, że tak naprawdę są tylko i wyłącznie reprezentantami. Internet ich przewyższa. Na różne sposoby mięsoprzestrzeń coraz bardziej polega na Oprzewodowaniu jako całości, aby się podeprzeć, gdy Oprzewodowanie go przytłacza.

W miarę jak staramy się uczynić mięsoprzestrzeń kompatybilną z Oprzewodowaniem, odkrywamy, że nie ma żadnych Przewodowych rozwiązań dla problemów w mięsoprzestrzeni. Mięsoprzestrzeń jest uparta i zamknięta w sobie, jej własne istnienie jest już wygrane i samoreplikujące się. Nie może zaakceptować nakładania się jej świata z innym. Reaguje gwałtownie i autodestrukcyjnie. Zgodnie ze swoją własną logiką, zaczyna zjadać siebie żywcem w nadziei, że zniszczy wystarczająco dużo siebie, aby zatrzymać czystą negację siebie w kierunku nowego możliwego świata zbudowanego z czystej negacji istniejącej mięsoprzestrzeni w kierunku potencjalnej aktualizacji Oprzewodowania.

Zderzenie mięsoprzestrzeni i Oprzewodowania jest zderzeniem dwóch samowystarczalnych, wysoce zapośredniczonych, wysoce skomplikowanych systemów. Nasza mięsoprzestrzenna reprezentacja jest jedynie trybem mięsoprzestrzeni; w pełni indywidualnym i dyskretnym, a jednak będącym częścią większej całości. Nasze Przewodowe “ja” jest jednak podmiotem Oprzewodowania. Nasze “ja” Przewodowe urzeczywistnia Oprzewodowanie. Pomiędzy nimi znajduje się Internet, profil w mediach społecznościowych – próba wirtualizacji mięsoprzestrzeni w Oprzewodowaniu, przy użyciu hierarchicznych aparatów, których ukrytym motywem jest oderwanie nas od naszego mięsoprzestrzennego reprezentanta w przestrzeń wirtualną, gdzie zachowujemy dyskrecję naszego mięsoprzestrzennego reprezentanta, ale tylko pozory połączenia z większą całością. Nazwijmy to “meta-mięsoprzestrzenią”.

W rzeczywistości, Internet wraz z nadejściem Web 3.0 jest niczym więcej niż rozległą siecią więziennych cel, których ściany pokryte są monitorami. To nieustannie zmieniający się korporacyjny ogród.

W poszukiwaniu Anarchistycznego Oprzewodowania: prymitywizm, transhumanizm, antyhumanizm, humanizm, mięsoprzestrzeń oraz meta-mięsoprzestrzeń

Pytanie dotyczące anarchii i technologii nie jest w najmniejszym stopniu nieistotne. W miarę jak Oprzewodowanie i mięsoprzestrzeń kontynuują walkę o dominację, odkrywamy, że mięsoprzestrzeń przegrywa tę bitwę. Jej śmierć została już dawno ogłoszona przez różnych ekologów i zielonych anarchistów, a najbardziej w zielonym nihilizmie “Pustyni” sprzed kilku lat. Jednak tylko w tym roku zostały osiągnięte dwa kamienie milowe: Szczególnie poetycka aktualizacja tego faktu nastąpiła wraz ze “śmiercią” Wielkiej Rafy Koralowej, a także przytłaczająca aktualizacja przekroczenia punktu krytycznego 400 ppm dwutlenku węgla, po przekroczeniu którego rasa ludzka może mieć jedynie nadzieję na usunięcie nadmiaru tych gazów. Nie będę udawałx, że Oprzewodowanie nie jest bardziej podłe i tyraniczne niż mięsoprzestrzeń. Obie będą walczyć na śmierć i życie o swoje własne istnienie, a meta-mięsoprzestrzeń nieświadomie pomaga w triumfie Oprzewodowania nad mięsoprzestrzenią. Oczywiście, meta-mięsoprzestrzeń nie może tego przetrwać. Ogromna korporacyjna i państwowa infrastruktura, na której rozciąga się szkielet Internetu, zawali się, jeśli tylko dojdzie do wystarczającej katastrofy ekologicznej i niepokojów geopolitycznych. Wystarczy, że zawali się kilka kluczowych punktów w wysoce scentralizowanym, hierarchicznym systemie, jakim jest Internet, aby cały system i cała jego zawartość również się zawaliły. Tysiące bibliotek aleksandryjskich spłonęłoby.

Jednak nie tylko w fizycznej walce pomiędzy mięsoprzestrzenią a Oprzewodowaniem widzimy obszary zainteresowania osób anarchistycznych. Niedoszli przedstawiciele krajowej, autorytarnej przemocy państwowej zyskali ostatnio nie tylko widoczność, ale i poparcie społeczne w postaci prezydentury Donalda Trumpa, za pośrednictwem Internetu. Powstanie alt-right (i jej kuzynki, neo-reakcji) zostało zwięźle i znakomicie prześledzone przez autorkę “The Silicon Ideology”, piszącą pod pseudonimem Josephine Armistead. Podczas gdy niegdyś ruchy faszystowskie zdobywały wpływy dzięki polityce partii wyborczych, powstanie alt-right jest znaczące ze względu na to, że jest o wiele bardziej “oddolne” niż poprzednie ruchy faszystowskie. Choć neonaziści od dawna byli obecni na Zachodzie – i w najgorszym razie stanowili lokalne zagrożenie dla grup marginalizowanych – ta nowa odmiana faszyzmu wyrosła na przełomie nowej kultury młodzieżowej. Choć Internet jest sercem zgentryfikowanego Oprzewodowania, to o naturze Oprzewodowania świadczy fakt, że nawet tam można wyrzeźbić gęste przestrzenie autonomii (o ile nie są one radykalne), w których kapitalizm choć raz z trudem zmaga się z utowarowieniem trendów. Jednak tak szybko, jak kultura młodzieżowa porusza się w Internecie, faszystowscy astroturferzy [1] wywodzący się ze Stormfrontu [2] byli w stanie mniej więcej podbić niegdyś chaotyczny – być może anarchiczny – 4chan i przewartościować jego memy. [3] Podczas gdy kiedyś konserwatyzm był obiektem żartów na 4chanie, dziś uważa się za oczywiste, że ludzie korzystający z imageboardów to nowa rasa młodych, przedwcześnie zrewidowanych bojowników, których znamy jako alt-right. I choć badania nad wojną memetyczną i magią memów są wciąż w fazie embrionalnej, to nie ulega wątpliwości, że jeśli alt-right nie odniosło sukcesu w swego rodzaju partyzanckiej kampanii mającej na celu przesunięcie głosów w stronę Donalda Trumpa, to mimo wszystko jego zwycięstwo sprawiło, że alt-right stało się niestety niewiarygodnie realną postawą polityczną. Prawdopodobnie bardziej istotną niż tradycyjne cele antyfaszyzmu – choć nie oznacza to, że neonaziści nie są mniej zasługujący na staromodne lanie, gdziekolwiek i kiedykolwiek pojawią się ich łyse głowy.

Jednak nie tylko wokół naszego świata fizycznego i przepływu kultury Oprzewodowanie stało się głównym przedmiotem zainteresowania. Wszechogarniająca kontrola nad jednym i drugim w postaci kapitalizmu dobiegła końca. Nie jest to utopijna prognoza ani optymistyczna tęsknota, ale stwierdzenie prostej prawdy. W zeszłym roku byliśmy świadkami największego strajku generalnego w historii, który miał miejsce w Indiach: 150 milionów prawdziwych proletariuszek przemysłowych wyszło we wrześniu na ulice, by realizować swój wrodzony interes klasowy wobec standardów życia, o które walczono na Zachodzie, a które doprowadziły do outsourcingu produkcji przemysłowej na Wschód. “Nihilistyczny komunizm” Monsieur DuPonta już wcześniej przewidział ten naturalny rozwój kapitalizmu. Nieodłączny konflikt między klasowymi interesami proletariatu a ich klasową funkcją sprawia, że będą one nadal naciskać na lepsze płace, czy o tym wiedzą, czy nie, a kiedy robi to prawdziwy, przemysłowy proletariat, na którym kapitalizm opiera swoje funkcjonowanie, zyski coraz bardziej maleją. Gdy zyski staną się niemożliwe, kapitalizm stanie w obliczu kryzysu albo poważnej zmiany jakościowej. Jeśli jednak historia pokazała nam cokolwiek, to to, że kapitalizm będzie wykorzystywał technologię, gdy tylko będzie to możliwe, aby uzupełnić starzejący się wyzysk skoncentrowany na człowieku, ale utrzyma przy sobie były proletariat jako pracowników prekariatu. Kapitalizm ma wiele sposobów na to, abyśmy byli zajęci wykonywaniem bezużytecznej pracy, a jest to konieczne, abyśmy ani nie naruszyli purytańskiej etyki pracy kapitalizmu, która wymaga, abyśmy zarabiali na wszystko, czego potrzebujemy lub chcemy, ani nie przestali konsumować i nie utrwalali bezmyślnego cyklu kapitału i towarów. Innymi słowy, oznacza to, że nadchodzi rewolucja automatyzacji, która ostatecznie położy kres dziewiętnastowiecznym modelom antykapitalistycznego oporu. Strajki generalne staną się przeszłością, gdy jedynymi pracownikami, którzy pozostaną, będą nieistotni pracownicy prekariatu za minimalną płacę.

Oznacza to jednak również, że technologia stanowi centrum, wokół którego kapitalizm, autonomia i planeta będą zwalczane lub o które będą walczyć. Automatyzacja środków produkcji będzie wymagała systemów sieciowych wykorzystujących oprogramowania – każde z nich da się eksploatować i naprawdę nie zna się na polityce kształtowania świadomości. Internet, a co ważniejsze – Oprzewodowanie, jest nową przestrzenią, w której radykalne ruchy mogą się rozwijać i zdobywać wpływy, a więc także przestrzenią atakowaną przez represje państwa. Najbardziej skomplikowanym z tych trzech tematów jest jednak środowisko naturalne. To właśnie od niego zacznę zatem omawianie kwestii dotyczącej technologii i anarchii.

Choć podział ten może być poszerzony na inne strony, w ogólnym sensie osoby anarchistyczne podchodziły do kwestii środowiskowych albo z humanistycznego, albo antyhumanistycznego punktu widzenia, co ma swoje źródło w bardziej fundamentalnych metafizycznych cechach obu stron debaty i które w związku z tym kształtują ich ogólne stanowiska na inne sposoby.

Trzy podstawowe pytania dotyczące zielonej anarchii definiuję jako:

  1. W jaki sposób uratujemy Naturę?
  2. Dlaczego Natura jest dla nas znacząca?
  3. Czym jest dla nas Natura?

Odkładając na bok wszelkie z góry przyjęte wyobrażenia, jakie możemy mieć na temat tego, co oznacza “antyhumanizm”, chciałxbym najpierw powiązać antyhumanistyczną, przedoświeceniową odmianę zielonego anarchizmu z prymitywizmem. Nie jest trudno z najbardziej powierzchownego – i nieco niedokładnego – punktu widzenia dostrzec, dlaczego kojarzenie prymitywizmu z antyhumanizmem może mieć sens, biorąc pod uwagę, że większość prymitywistów wydaje się z łatwością twierdzić, że ich program wymagałby wymarcia większości populacji. Ale pod innymi, bardziej istotnymi względami, prymitywizm jest głęboko antyludzki – a jednocześnie skrajnie proludzki.

Prawdopodobnie wprowadziłxm już trochę zamieszania. Prymitywizm jest antyludzki w tym sensie, że stawia anarchię w dialogu z Naturą, gdzie Natura zajmuje najbardziej znaczącą pozycję. Natura jest mniej więcej centralnym punktem, wokół którego ukształtował się prymitywizm, jako że prymitywizm bardziej niż jakakolwiek inna odmiana anarchizmu domaga się, by Natura otrzymała swój najpełniejszy wyraz i autonomię (w postaci dzikości). Nasza relacja z Naturą dla prymitywistów jest relacją podporządkowaną, gdzie jakakolwiek ogólna idea ideologicznej, oświeceniowej postaci “Człowieka” nie istnieje; cywilizacja ma zostać zniszczona, a kolektywizm wyrzeczony tak całkowicie, jak to tylko możliwe. W przeciwieństwie do tego, prymitywiści przyjmują koncepcję Natury, która graniczy niemal z religijnym, pogańskim uwielbieniem dla niej – zwłaszcza, gdy w ich pismach spirytualizm bierze górę nad antropologią, i na ich korzyść przemawia fakt, że jest to o wiele bardziej spójne stanowisko. Do tego stopnia, że – jak krytykował ich sam Ted Kaczynski w “The Truth About Primitive Life: A Critique of Anarchoprimitivism” – prymitywistki wydają się mieć mitologię typu rajskiego ogrodu, która kształtuje ich myślenie. Praca jest minimalna, zasoby są obfite, a walka i dominacja w większości przypadków nie istnieją.

Jednak podczas gdy prymitywizm z jednej strony podporządkowuje człowieka Naturze, to jednocześnie na wiele sposobów twierdzi, że poprzez swoje doświadczenie z Naturą wznosi człowieka do miejsca, które jest bardziej w pełni ludzkie. Pomijając dyskursywne – i fałszywe – twierdzenia o tym, jak wspaniałe było życie pierwotne, ich metafizyczna pozycja, czerpiąca z fenomenologii, ma na celu przedstawienie siebie jako tych, którzy najlepiej rozumieją, jak najlepiej żyć jako istota ludzka. Ich nacisk na autentyczne bycie-w-świecie z Naturą jest jednocześnie atakiem na to, co postrzegają jako alienujące elementy cywilizacji na rzecz bardziej autentycznego trzonu subiektywnego doświadczenia, a jednocześnie zatraceniem się w systemie ekologicznym znacznie większym od nich samych. Oznacza to, że prymitywiści konstruują esencjalistyczną metafizykę z ahistoryczną, trzonową ludzką podmiotowością lub “dzikością” atakowaną przez alienujące, sztuczne systemy, które zagrażają systemowi ekologicznemu, któremu ów trzonowy ludzki podmiot musi się podporządkować, aby pełniej stać się sobą. Stając się sobą, podmiot ludzki w pewnym sensie staje się czymś w rodzaju pogańskiego boga: radykalnie indywidualna istota wprzęgnięta w ekologiczną matrycę, angażująca się w bitwę na potęgę przeciwko każdej innej radykalnej jednostce, w której wszelka myśl dyskursywna została utracona na rzecz afektywnego, instynktownego doświadczenia Natury.

Należy tu zauważyć, że prymitywiści, odrzucając alienację i cywilizację, odrzucają również technologię. Ta sama podstawowa krytyka alienacji od istotnego esencjalistycznego trzonu jednostki odnosi się tutaj do technologii, ale jest ona być może najbardziej widoczna w prymitywistycznej krytyce skomplikowanych systemów, których żadna osoba nie jest w stanie w pełni ogarnąć. Jak oni to mówią, “nie ma technologicznych rozwiązań dla technologicznych problemów”; technologia jest nie tylko wpływem alienującym, ale i samonapędzającym się. Wizje dystopii rodem z Matrixa zaczynają się tworzyć, ponieważ twierdzą, że technologia jest czymś, co wymknie się nam spod kontroli.

Tak więc, wracając do trzech pytań, które przedstawiłxm w odniesieniu do zielonej anarchii: 1). Dla prymitywistów Natura zostanie ocalona poprzez całkowite zniszczenie cywilizacji. Nie może być żadnego kompromisu między tymi dwiema rzeczami. 2). Natura ma dla nas znaczenie, ponieważ możemy mieć autentyczne, autonomiczne, subiektywne doświadczenie życiowe tylko żyjąc w zgodzie z Naturą. Można powiedzieć, że jest to w istocie nasza esencjalna natura: być-w-świecie ze światem przyrody, zarówno radykalnie indywidualnym, jak i jednocześnie nieistniejącym jako jednostka przed Gają [przyp. tłum.: Ziemią]. 3). Natura dla prymitywistów to dzikość, to jak rzeczy się mają, bez żadnych wyalienowanych i sztucznych wpływów, które mogłyby przeszkodzić w osiągnięciu domyślnego stanu rzeczy.

Cyber-nihilistyczna krytyka prymitywizmu oparta na przedstawionej przeze mnie analizie, która opiera się na tych trzech punktach, jest taka, że “Natura” w rozumieniu prymitywistycznym nie zostanie ocalona, ale Natura w innym rozumieniu nie może zostać ocalona, ponieważ nie może być nigdy zagrożona. Praktycznie rzecz biorąc, jak już zostało powiedziane: nie ma nadziei na uratowanie tej planety, nawet gdyby jutro doszło do prymitywistycznej rewolucji. Ale bardziej teoretycznie, pierwszym pozytywnym stanowiskiem, które przedstawię dla cyber-nihilizmu (w jakimkolwiek stopniu nihilizm może mieć pozytywne twierdzenia na temat czegokolwiek) jest to, że jakiekolwiek rozumienie Natury – czy to ogólnej Natury typu Gaia, czy naszej własnej natury jako homo-sapiens – jest niewystarczające, jeśli jest statyczne. Natura jest jedynie domyślnym stanem rzeczy, czymś co zawsze drastycznie się zmienia, ale zawsze jest zasadniczo takie samo. Natura nie zawsze była zielona, ale wciąż była Naturą, a my, homo-sapiens, nie zostaliśmy umieszczeni na tej planecie przez coś spoza tego samego systemu co Natura. Natura może być jutro bardziej szara niż zielona.

Cyber-nihilistyczna krytyka prymitywizmu w odniesieniu do technologii jest powiązana w tym sensie, że cyber-nihilistka nie tylko nie przejmuje się tym, że technologia jest alienująca, ale wręcz cieszy się z alienacji i samonapędzającej się mocy technologii. Pozwólmy się wyalienować z jakiejkolwiek esencjalnej istoty ludzkiej; jeśli coś takiego kiedykolwiek istniało, to już dawno temu przestało. Nie ma ludzkiej natury, czy to w formie naturalnego stanu “dzikości”, czy w formie zabijania się nawzajem w przypadku braku państwa, czy też w formie doskonałej kooperacji w ramach wzajemnej pomocy w społeczeństwie anarchokomunistycznym, czy też w jakiejkolwiek innej formie. Cyber-nihiliszcza odrzucają wszelki esencjalizm i są zaciekle mizantropijni, dlatego też w pełni popieramy rozprzestrzenianie się technologii. Niech pokryje ona powierzchnię Ziemi, aż nie będzie niczego, co nie jest częścią Oprzewodowania, niech Natura zakończy swoją kolejną metamorfozę w coś bardziej wysublimowanego niż wszystko, co do tej pory istniało. Jeśli nie będziemy w stanie żyć w tym nowym świecie, nie stracimy istot rozumnych, lecz jedynie homo-sapiens. Cyber-nihiliści nie są uprzedzeni i nie powstrzymają terminowego zniszczenia tego świata z powodu idealistycznych przywiązań do określonej morfologii istot rozumnych.

Ale to stanowi miły segment do drugiej strony debaty na temat zielonej anarchii. Można powiedzieć, że anarchiści zawsze, na długo przed prymitywistami, mieli na uwadze środowisko jako przedmiot troski anarchistów. W przeciwieństwie jednak do prymitywistów, druga strona tej debaty – strona humanistyczna, lub tych, co ogólnie będę nazywał “technoanarchistami” – odpowiada na pierwsze z moich trzech pytań poprzez odmowę podporządkowania się Naturze. Technoanarchistki chcą uczynić cywilizację kompatybilną z Naturą, a to, jak twierdzę, zaczyna się od omówienia ich humanizmu.

Jeśli prymitywiści są przedoświeceniowym antyhumanizmem, w którym istota ludzka jest podporządkowana czemuś większemu niż ona sama – w procesie, stając się czymś więcej niż mogłaby być sama i stając się radykalnie indywidualistycznym, dzikim pogańskim bogiem – humanizm podporządkowuje to, co nie jest ludzkie na korzyść tego, co jest nazywane ludzkim. Mówię, co jest “nazywane” ludzkim, ponieważ antyoświeceniowi filozofowie często krytykowali humanizm za konstruowanie ideologicznej postaci zwanej “Człowiekiem”, która reprezentuje wszelkie cechy uznawane przez klasę rządzącą za dopuszczalne. Tak więc Człowiek jest oczywiście pojęciem patriarchalnym, ale także heteronormatywnym, eurocentrycznym – przynajmniej w jego burżuazyjnym, liberalnym użyciu. Ta sama podstawowa logika humanistyczna była również używana przez socjalistów i klasycznych anarchistów – liberalizm par excellence – z tymi samymi podstawowymi problemami, a także z niektórymi unikalnymi dla humanizmu.

Kluczowa różnica między anarcho-transhumanistami a prymitywistami polega na tym, że podczas gdy ogólna antyhumanistyczna koncepcja natury ludzkiej koreluje z indywidualnym subiektywnym doświadczeniem, humanistyczna koncepcja natury ludzkiej jest historyczna. Choć nie mniej bezpodstawna czy leniwa, radykałowie mogą stworzyć nowego Człowieka, jego wyzwoleńczą wersję, w której ludzie są zasadniczo kooperatywni. Ale humanistyczna metafizyka jest również bardziej elastyczna i może być zastosowana do indywidualnego doświadczenia w formie Samostanowienia. Klasa rządząca może zdefiniować ogólną teorię tego, jacy są ludzie, ale jednostki mogą również (zazwyczaj w ramach tych ograniczeń) zdefiniować swoją własną koncepcję Samostanowienia (z pewnością w niemałym stopniu dzięki językowi). Te dwie cechy humanistycznej metafizyki przenoszą się na anarcho-transhumanizm w ogólnym sensie nacisku @-H+ [4] na rozum dyskursywny i jego nacisk na wolność morfologiczną.

Continue reading n1x: Przywitanie z Oprzewodowania: Wstęp do cyber-nihilizmu

Ziq: Jebać waszą czerwoną rewolucję: przeciwko ekobójstwu, ku anarchii

Odpuście sobie z tymi swoimi nużącymi sloganami

„Nie ma etycznej konsumpcji w kapitalizmie” jest już zastałym memem, który chciałxbym żeby zdechł. Ten slogan jest tak często używany przez czerwonych, aby wyśmiać tych z nas, którzy starają się dokonywać wyborów życiowych, pomagających w redukcji szkód w naszych społecznościach i w naszych środowiskach naturalnych.

Diety wegańskie, jazda rowerem, skipowanie1, upcykling2, ogrodnictwo partyzanckie3, permakultura4, skłotowanie, illegalizm, tworzenie lasów żywnościowych5, komun, samowystarczalność i wszystkie inne działania „lifestylowe” podejmowane przez „indywidualistyczne” osoby anarchistyczne, mające zminimalizowanie szkody wyrządzane środowisku naturalnemu, są upokarzane i wyśmiewane przez wiele osób o poglądach anarcho-komunistycznych, ekologiczno społecznych, anarcho-transhumanistycznych, syndykalistycznych i przez inne osoby anarchistyczne chcące utrzymać przemysł. Ci czerwoni są dobrze zaznajomieni z pracowniczą retoryką i postrzegają wszelkie wybory dotyczące stylu życia jako „odwracanie uwagi” od globalnej rewolucji proletariackiej, którą uznają za swój jedyny cel.

Usłyszycie, jak wywyższają się nad osobami anarchistycznymi, którzy dyskutują o etycznych sposobach ograniczania konsumpcji, zwłaszcza nad ludźmi, którzy żyją poza miastem lub w inny sposób ograniczają swój udział w cywilizacji przemysłowej; ludzie, których głośno zbywają i potępiają jako „prymitywistów” lub „lifestylistów”.

Powiedzą nam, żebyśmy przestały_li żyć w dążeniu do osobistej anarchii, ponieważ „w kapitalizmie nie ma etycznej konsumpcji”. W czerwonym umyśle, tak długo jak system kapitalistyczny jest narzucony światu, nie ma sensu sięgać po anarchię, dopóki ten system nie zostanie obalony i zastąpiony ich systemem. Niezależnie od tego, jak mało prawdopodobne jest, że stanie się to za naszego życia.

Używanie „braku etycznej konsumpcji” do okpienia ludzi za podejmowanie wysiłku, by żyć bardziej świadomie, i dekretowanie wszelkich indywidualnych działań jako „kontrrewolucyjnych” lub „liberalnych” wywodzi się z głęboko autorytarnego sposobu myślenia przypominającego toksyczne maoistowskie czystki, które karały ludzi za ubieranie się inaczej, posiadanie hobby lub robienie czegokolwiek poza poświęceniem się w 100% destrukcyjnej pracy przemysłowej i chwale „rewolucji” (prawie zawsze objawiającej się w formie czerwonego państwa).

Czerwony wpływ na dyskurs anarchistyczny jest niestety dominujący w większości rozwiniętych części świata, a kolektywistycznie nastawione osoby anarchistyczne nalegają, aby każda osoba anarchistyczna poświęciła się ich mrzonce o masowym powstaniu w celu przejęcia fabryk od kapitalistów i przekazania ich robotnikom. Postulują one, że zdemokratyzowane fabryki będą bardziej korzystne dla osób pracujących, ponieważ otrzymają one większy kawałek przemysłowego tortu. Jest to prawda. Ale potem twierdzą, że ich ideologia „ocali środowisko”, ponieważ kolektyw robotniczy nie będzie chciwy i destrukcyjny, tak, jak kapitalistyczny zarząd. Jest to oczywiście całkowicie bezpodstawne i rażąco ignoruje historię kolektywizacji przemysłu i jej niszczycielskich skutków dla środowiska. Rażąca rzeczywistość jest taka, że wszystkie społeczeństwa przemysłowe, bez wyjątku, prowadzą w końcu do ekobójstwa.

Continue reading Ziq: Jebać waszą czerwoną rewolucję: przeciwko ekobójstwu, ku anarchii