Category Archives: Teoria

Dr. Bones: Egoistyczny-komunizm: czym jest a czym nie jest

„Po stokroć lepiej byłoby dla nas, gdybyśmy potrafili przestać się wymądrzać, wręcz odrzucić swoją mądrość. Wyrzekając się swej łaskawości i porzucając prawość, moglibyśmy stać się uczciwi i uprzejmi. Wyrzekając się sztuki podstępu i porzucając działania skierowane na zysk, nie byłoby złodziei i przestępstwa.”

– Tao te Ching, rozdział XIX

Podczas mojej kariery, byłem czymś w pokroju dziwnej bestii, trudno byłoby mnie określić w jakiś konkretny sposób: wielbiciele dziennikarstwa uwielbiają mą prozę, jednak czują się zmieszani zostawianymi przeze mnie ofiarowaniamiº na rozstajach dróg oraz niekończących się odniesieniach do Stirnera; Anarchiści i Insurekcjoniści cenią moje teorie ale są skonsternowani moim handlem duszami i określaniem się jako dziennikarz; Okultyści wielbią me czarnoksięskie skłonności, jednak są zdziwieni moim uzależnieniem od konsumpcji polityki wraz z moim nihilistycznym pragnieniem zniszczenia świata.

Jaki ze mnie czarodziej, który jako osoba, łatwy jest do opisania, jednak którego poglądy polityczne już nie? Byłem jednak przekonany, że tak jak pewny jest sezon na ogniste niebo zalewające krajobraz wielu wiosek na Florydzie, tak pewne będzie również to, że będę musiał w końcu wytłumaczyć moją politykę.

Weźmy pod uwagę mail, który ostatnio otrzymałem:

Tak jak ty, jestem egoistą – identyfikuje się tak właściwie też jako post-lewicowiec. Rzekłbym, że pozostawienie za sobą wartości lewicowych, poskutkowało również odrzuceniem idei komunizmu. Zgadzam się w większości z krytyką lewicowości, Wolfi Landstreichera.

Uważam komunizm za program polityczny, który jest ideologicznym Duchem¹. Istnieją takie pozycje literackie jak „«Prawo» do bycia chciwym” oraz „«Prawo» do bycia leniwym”, jednak osobiście uważam, fakt łączenia „sprzeciwu wobec pracy” z ideą będącą u swych podstaw utylitarną drogą ekonomicznej produkcji, za nieco dziwne. A gdy większość ludzi myśli o „komunizmie”, nie rozumieją „komunizmu” w ten sam sposób co osoby od „«Prawa» do bycia chciwym”; przeważająca część przypisałaby „komunizmowi” szczytne cechy Duchy, takie jak Sprawiedliwość przez duże „S”, Humanitaryzm przez duże „H”, „Poświęcenie dla dobra ogółu!”…

Co o tym sądzisz?

Uważam to za interesujące, że określasz się jako egoistyczny komunista, a nie konkretnie jako anarchista. Po prostu uznałem to za nietypowe, iż sięgasz po określenie „komunista”, gdzie nie kojarzę żebyś jawnie wspominał o tym, że tak właściwie jesteś anarchistą.

Pomiędzy czasem, który poświęcałem na próbę zregenerowania mojej zniszczonej wątroby, za pomocą medytacji oraz Qigong, pisałem moją odpowiedź. Uznałem że wyszła na na tyle dogłębną, iż postanowiłem, że przeobrażę ją w artykuł a przy okazji w definicję poglądu politycznego który wyznaję, gdzie niewiele osób o tym poglądzie słyszało.

Po pierwsze: jestem Egoistą, określam się tak zanim definiuję się jako Anarchista. Jak dla mnie, Egoizm przewyższa Anarchizm, uznaje on Anarchizm jako stanowisko, którego definicje, nieco bardziej rozwija: nie ma żadnej hierarchii nade mną, mimo że niektóre elementy mogą się za takie uznawać. To dotyczy oczywiście zarówno Państwa, jak i samego konceptu Prawa; obejmuje to też Kapitalizm ale również, krytykujące Egoizm poglądy, skupiające się na argumentacji: co jest złe a dobre. Tak – wszystko jest niczym w moich oczach, wszystkie relacje istnieją tylko wówczas gdy tego chcę. Społeczeństwo jest niczym więcej jak tylko wielką ideą, sztuczną grą która bierze siebie na poważnie – nie mam zamiaru żyć według scenariusza na tym ziemskim teatrzyku.

Czarnoksiężnicy i wiedźmy zazwyczaj żyją w takim miejscu – zawsze poza zasadami i obrzędami Żyjącego Świata; weź odważną dawkę grzybów, zanurz się w obrządku voodoo i spędź noc na pobliskim cmentarzu – będziesz wtedy wiedział czemu [tak żyją]. Taka egzystencja jest jedną opcją z wielu do wyboru, jednak gdy podobnego stylu życia już się nauczysz, zobaczysz że politykowanie większości ludzi przypomina żenujący do bólu żart.

Jestem uwięziony. Tak samo zresztą jak i ty. Nie dążę do tego aby to więzienie „stało się lepszym miejscem” – opowiadam się za jego całkowitym zniszczeniem. Nie mam najmniejszego zamiaru być biczowatym przez „bicz ludowy” lub powierzyć go w ręce innych. Myślę w ten sposób bez żadnego religijnego przekonania iż kres ludzkości jest bliski. Walczę, czuję wtręt, ja tryskam jadem w kierunku świata który tak bardzo chce mnie zniszczyć za to kim jestem. Sposób w jaki ten system krzywdzi innych tylko podsyca moją nienawiść, hańbiące wulgarne zniewolenie, które ich otacza wypełnia mnie prawą złością. Ja, za sobą podążam, sugeruję się tylko i wyłącznie własną chęcią; jest to moja pieśń, którą tylko i wyłącznie ja mogę śpiewać.

Dlaczego zatem nazywam się też Komunistą?

Tak jak Novatore rzekł: „ponieważ my – przemocowi cerebraliści i namiętni sentymentaliści w jednym – rozumiemy i wiemy, że rewolucja jest w głębi naszej cichej rozpaczy – koniecznością, oraz potrzebą wolnych dusz które cierpią w niebie”. Nie mogę być wolny dopóki jestem ubezwłasnowolniony przez Kapitał i nie jestem w stanie prawdziwie się zabawiać gdy krzyki zniewolonych dzwonią mi w uszach. Ja chcę wolności dla siebie, tak jak i dla ciebie, tak żebyśmy mogli się nią cieszyć wspólnie. Kiedy mówię o Komunizmie, mówię o oryginalnej definicji tj. społeczeństwa bezklasowego, bezpaństwowego. Oznacza to, że wykluczam wszelkie okresy „przejściowe”².

„Jeśli robotnicy zostaną robotnikami, pracującymi w oddzielnych zakładach, będą uzależnieni od tych miejsc ze względu na konieczność utrzymania się, wciąż będą wymieniać się dobrami z innymi zakładami, to to czy wymiana dóbr będzie zorganizowana oddolnie, czy będzie ona oddana «państwu robotniczemu» które sterować będzie taką wymianą centralnie, nic nie znaczy: kapitalistyczna istota zachowała się i prędzej czy później wyrazista rola lub funkcja kapitalisty się powtórzy.”

– „Komunizacja”, Gilles Dauvé, Karl Nesic

Istnienie rynku jest równoznaczne z istnieniem pieniądza, bez różnicy jak bardzo będzie starała się to zatuszować lub inaczej nazwać Lewica. Ponieważ są one tak łatwe do przeliczania, waluty będą zawsze przelicznikiem wartości (ile dzisiaj zrobiłeś, ile to jest warte) zatem wszystko będzie przeliczane za pomocą takiej łaty mierniczej: jabłko nie jest już cenionym podarunkiem z ogrodu, rzeczą samą w sobie, a towarem; rodzinny pies nie jest twoim przyjacielem, a po prostu „własnością” z wartością pieniężną.

Świat nas zatem nie stworzony jest z jednostek, a z kapitału  udzkiego.

Stirner nawet zwraca uwagę: „Nieustanne starania nie pozwalają nam wytchnąć i używać w spokoju: nie zadowala Nas to, co posiadamy. […] Jest zatem rzeczą wysoce pożądaną, byśmy doszli do porozumienia co do prac ludzkich, tak żeby one – jak w wypadku konkurencji – nie pochłaniały całego naszego czasu i wysiłku.”

– „Jedyny i jego własność”, Max Stirner

Zatem, co w takim razie powinien czynić Egoista?

Kooperacja jest potrzebna ludzkiej egzystencji, jednak ten fakt nie musi nas dzielić na klasy. Możemy pozyskiwać to co chcemy bez konieczności skupiania się na istocie kupowania i sprzedawania. Taka Unia Jednostek, pracująca ze sobą aby każdy mógł na tym skorzystać, bardziej przypomina zdefiniowany przez Stirnera „oręż, dzięki któremu umacniasz i zwiększasz swą naturalną siłę” aniżeli cokolwiek co Sowieci nam wydali; jest to również bliskie konceptu „unii” Nietzschego:

„Wyobrażam sobie, że każde ciało specyficzne dąży do zapanowania nad całą przestrzenią i rozpostarcia swej siły (swej woli mocy); i do odepchnięcia tego, co jego rozpostarciu się przeciwi. Lecz ustawicznie natyka się na takie same dążenia ciał innych i kończy na układaniu się („łączeniu”) z tymi, które są z nim dostatecznie pokrewne: wtedy łącznie spiskują do osiągnięcia mocy”

– „Wola mocy”, Friedrich Nietzsche

Continue reading Dr. Bones: Egoistyczny-komunizm: czym jest a czym nie jest

W cholerę z wykorzystywaniem, precz z władzą. W sprawie praprzyczyn seksualnego molestowania i napaści

W ostatnim roku miała miejsce cała fala publikacji dotyczących wpływowych ludzi – niemal wyłącznie mężczyzn – dokonujących seksualnej przemocy w stosunku do osób, które im podlegały. Ruch #MeToo zapewnił platformę niezliczonym odważnym ofiarom. Pomimo jednak tego, że pewną liczbę mężczyzn spotkały konsekwencje ich czynów, wiele dzieli nas od rozwiązania problemu męskiej przemocy seksualnej. Skupianie się na uczynkach wybranych mężczyzn pozwala traktować ich jak wyjątkowe przypadki, jak gdyby to, co zrobili, miało miejsce w próżni. Działa to analogicznie do mechanizmu systemu sprawiedliwości karnej, skupionego na indywidualnej winie i reformatorskiej polityce, oddanej przekonaniu o tym, że istniejący rząd i rynkowa ekonomia służą nam dobrze, dopóki u władzy pozostają odpowiedni ludzie. Kiedy jednak na światło dziennie wychodzi tak wiele niewłaściwych zachowań mężczyzn, musimy rozważyć możliwość, że zdarzenia owe w ogóle nie stanowią wyjątków – że takie napaści są nieuniknione, że są systemowym wynikiem obecnego porządku społecznego. Czy istnieje sposób ma poradzenie sobie równocześnie z przyczyną, jak i symptomami?

Uwaga: drastyczne opisy przemocy seksualnej.

Praktycznie każdy materiał w mainstreamowych mediach potraktował molestowanie seksualne jako problem niepowiązany z kapitalizmem i hierarchią. Kiedy redaktorzy_orki przyznają, ze kapitalizm i hierarchia odgrywają jakąś rolę, sugerują, że szkodliwe elementy tych systemów można naprawić poprzez reformy. Nawołują, abyśmy zażądali_ły od władzy, by rozwiązała główne przyczyny problemów: mamy naciskać na korporacje, by zwalniały dyrektorów, wzywać media do wykluczania społecznego magnatów medialnych, mamy używać demokracji do karania polityków. Krótko mówiąc, mamy korzystać z tych samych struktur, poprzez które nasi oprawcy utrzymują władzę, aby im ją odebrać.

W rzeczywistości jest wręcz przeciwnie. Nie możemy być efektywni_ne w walce z falą przemocy seksualnej, nie mierząc się z tym, co stanowi jej źródło.

Tatuaż stworzony przez Charline Battle inspirowany Jenny Holzer.

Bardzo krótka historia przemocy seksualnej w Stanach Zjednoczonych

Napaści seksualne i gwałt są wplecione w historię Stanów Zjednoczonych od samego ich początku. Pierwsi koloniści nie uznawali rdzennych mieszkańców za wartych takich samych moralnych rozważań, jakie stosowano wobec Europejczyków. Napaści seksualne i gwałt były stałym narzędziem stosowanym przez kolonistów. Michele de Cuneo, szlachcic i jeden z członków załogi Kolumba, opisał w liście następującą scenę, najwyraźniej nie odczuwając w związku z nią jakiegokolwiek wstydu czy wyrzutów sumienia:

„Kiedy znajdowałem się na statku, pojmałem bardzo piękną karaibską kobietę, podarowaną mi przez Lorda Admirała, z którą, zabrawszy ją do swojej kajuty, zgodnie z ich zwyczajami nagą, poczułem pragnienie sprawienia sobie przyjemności. Chciałem swoje pragnienie zrealizować, ona jednak nie była chętna i tak podrapała mnie paznokciami, że pożałowałem moich prób. Widząc to jednak (by opowiedzieć moją historię do końca), wziąłem linę i porządnie ją oćwiczyłem, do wtóru jej nieboskich wrzasków, które ciężko sobie wyobrazić. Ostatecznie doszliśmy do takiego porozumienia, że można by pomyśleć, że wychowano ją w szkole dla nierządnic.”

Zwyczajnym było również wykorzystywanie seksualne niewolnic. Był to jeden z esencjonalnych aspektów systemu niewolnictwa: poza wykonywaniem prac domowych, niewolne kobiety były zmuszane do seksu i reprodukcji, co pozwalało panu pomnażać ilość posiadanych niewolników.

Pracowników spotykało molestowanie seksualne od tak dawna, jak wykorzystywano siłę roboczą. To tylko jedna z wielu manifestacji nierównej dynamiki władzy pomiędzy pracodawcami, a pracownikami.

Znosząc to wszystko, kobiety nigdy nie były pasywnymi ofiarami. Od zawsze walczyły przeciwko swoim oprawcom z zaciekłością i kreatywnością, stosując zróżnicowane taktyki. W połowie XIX wieku na przykład, niewolnica Harriet Jacobs z furią walczyła ze swoim ciemiężycielem; po odrzuceniu jego seksualnych propozycji, przez siedem lat kryła się w korytarzu sanitarnym, by go uniknąć. Ostatecznie udało się jej uciec do Nowego Jorku i uzyskać prawną wolność. Jako przodowniczka ruchu #MeToo, pisała do New York Tribune listy opisujące jej przeżycia, a w 1860 r. opublikowała „Incidents in the Life of a Slave Girl”, jedną z pierwszych książek opisujących doświadczenia zniewolonych kobiet związane z przemocą seksualną.

Na początku XX wieku kobiety zaczęły organizować się w związki zawodowe walczące o prawa kobiet-robotniczek, w tym o prawo do wolności od molestowania i napaści seksualnych. Zmagania czarnych kobiet z opresją w miejscach pracy doprowadziły do ustanowienia pierwszych praw przeciwko dyskryminacji seksualnej i molestowaniu. W 1993 r. Lorena Bobbitt odcięła znęcającemu się nad nią mężowi penisa i wyrzuciła go za okno po tym, jak ją zgwałcił. Została uniewinniona przez ławę przysięgłych. Wszystkie te formy oporu są skuteczne.

„Podawały sobie krwawiący pień, jak gdyby w końcu zarżnęły dzikie zwierzę, które pastwiło się nad każdą z nich z osobna, widząc jego bezwład, kiedy tkwił w ich władzy. Obnażyły zęby i splunęły na niego.”
– Fragment z powieści „Germinal” Emile’a Zoli z 1885 r., w której tłum głodujących robotniczek kastruje zwłoki sklepikarza, który zmuszał je do seksu w zamian za wydawanie jedzenia.

Korporacje nie rozwiążą problemu

W przypadku mężczyzn, których zachowanie w końcu zostało ujawnione publicznie, często nie było żadnym sekretem, że są oprawcami. Obecnie nie zmieniło się nic poza tym, że korporacje poświęciły sprawie odrobinę uwagi. Korporacyjne media opublikowały historie kobiet; niektóre korporacje zwolniły gwałcicieli, jeśli ich czyny uznano za odpowiednio oburzające. Czy powinniśmy być wdzięczne_i korporacjom za zwolnienie kilku seryjnych seksualnych oprawców, wobec których oskarżenia zbierały się tak długo, że stały się zagrożeniem dla ich marki?

Korporacje jedynie zatykają wyciek ropy, który w końcu trafił do wiadomości. Ale kto buduje ropociągi i zarządza nimi? One. Nie poklepujmy ich za rozwiązywanie problemu przez nie stworzonego.

Większość firm zdawała sobie sprawę z oskarżeń od lat i nic z nimi nie robiła. Gorzej nawet – pozwalały tym mężczyznom awansować tak wysoko, że ich seryjne nadużycia stały się sprawą dla ogólnokrajowych mediów. Innymi słowy, korporacje te ułatwiały napastnikom ich zachowania, dając im więcej możliwości znęcania się, molestowania i gwałtów. Na każdego Harveya Weinsteina, którego czyny zostały upublicznione, przypada inny, któremu wszystko ujdzie na sucho dzięki protekcji zatrudniającej go instytucji.

Dlaczego pomaganie gwałcicielom leży w interesie korporacji? Mizoginia nie pozostaje bez winy, musimy jednak spojrzeć szerzej. Miarą sukcesu korporacji jest wysokość przynoszonych zysków, a nie stopień ochrony kobiet przed molestowaniem seksualnym. W kapitalizmie kwestia dymisjonowania oprawcy sprowadza się do prostej kalkulacji: jak jego obecność wpływa na wyniki?

Spójrzmy na sprawę Billy’a O’Reilly’ego. Od 2002 r. Fox News i O’Reilly przeznaczyli miliony dolarów na ugody w sprawach o molestowanie seksualne. W tym czasie O’Reilly robił karierę w Fox, otrzymując kontrakt opiewający na 25 milionów dolarów rocznie jeszcze w 2017 roku. Jakkolwiek publikacje w mediach i upublicznienie jego czynów ostatecznie zmusiły Fox do zwolnienia O’Reilly’ego, stacja wiedziała, że jest oprawcą seksualnym od ponad dekady i wyłożyła miliony na wyciszanie kobiet, które padły jego ofiarą. Postępowanie Fox przestaje być zagadkowe, kiedy dowiadujemy się, że w 2015 roku program O’Reilly’ego przyniósł stacji 180 milionów dolarów przychodów z reklam.

To nie żadna anomalia. To standardowy biznesowy utylitaryzm, kalkulacja, jakiej firmy dokonują cały czas. Wyobraźmy sobie, że jesteś obdarzonym sumieniem szefem O’Reilly’ego. Dowiadując się o jego długiej historii molestowania kobiet, udajesz się do swoich przełożonych i żądasz, aby zwolnili O’Reilly’ego. Nawet, jeżeli twoi szefowie zgadzają się z tobą z moralnego punktu widzenia, jak wyjaśnią stratę O’Reilly’ego, kury składającej złote jajka, swoim akcjonariuszom? Kapitalizm zaprojektowano tak, by maksymalizował zyski kosztem wszystkiego innego, włącznie z etyką i bezpieczeństwem.

Ten system utrudnia również walczenie z napastnikami. Na nastawionym na rywalizację rynku jedno potknięcie może oznaczać koniec kariery, utratę ubezpieczenia zdrowotnego i zdolności do opłacenia czynszu. Stawka jest wyższa dla kobiet i osób trans, zwłaszcza kolorowych, znacznie bardziej narażonych na biedę niż mężczyźni. Te natomiast, które zyskały bezpieczną pozycję ekonomiczną, mogą – co nie dziwi – bać się jej utraty. Nie jest tajemnicą, że te, które opierają się wykorzystywaniu muszą niejednokrotnie mierzyć się z konsekwencjami.

Ofiary molestowania seksualnego stają przed niemożliwymi wyborami: pozwolić na dalsze wykorzystywanie czy zaryzykować utratę przychodu, którego desperacko potrzebuję? Czy mam zgłosić napaść, ryzykując deportację? Rzucić pracę, nie zgłaszając molestowania? Jeżeli to zrobię – czy zamiast mnie zostanie wykorzystany ktoś inny?

Kapitalizm, państwo i inne formy hierarchii oferują seksualnym drapieżnikom wiele sposobów na zaszkodzenie stawiającym opór. O’Reilly, Weinstein, Ailes, Farenthold (lista jest długa) – wszyscy oni bez mrugnięcia okiem szkodzili lub całkowicie niszczyli kariery, tym które się im sprzeciwiły.

Continue reading W cholerę z wykorzystywaniem, precz z władzą. W sprawie praprzyczyn seksualnego molestowania i napaści

Anarchiści powinni postępować ostrożnie z rdzennym nacjonalizmem

Być anarchistą_tką to być antynacjonalistą_tką. To nie przypadek, że narodowi anarchiści tak często okazali się białymi rasistami – sam ruch jest krypto-faszystowski. Jednak nasza krytyka nacjonalizmu i związana z nim krytyka takich rzeczy jak preferencje w grupie (termin z psychologii, odnosi się tutaj do grup anarchistycznych, których członkowie preferują często podświadomie osoby z tego samego kręgu kulturowego/etnicznego – przy tłum) muszą głęboko rozpoznać różne strategie kryjące się za w znacznym stopniu odrębnymi formami nacjonalizmu, jeśli nie chcemy zrazić naszych sojuszników i zepchnąć naszego dynamicznego ruchu do etycznego dołu apologetyki ludobójstwa.

Nacjonalizm, któremu się przeciwstawiamy, jest westfalski (państwowy lub zachodni – przyp tłum). Wrogiem jest neoliberał. Jest nim autorytarny komunista. Jest nim anty-kosmopolita. Jego korzenie tkwią w socjopatycznej ochronie geograficznego rodu kosztem tych, którzy są uznawani za “innych”, jako uzasadnienie kolonialnego wyzysku i ekspansjonizmu. Nacjonalizm, któremu się przeciwstawiamy, jest w przeważającej mierze osadnikiem i kolonizatorem, nawet jeśli jego ideologiczne korzenie i praktyki są znacznie starsze niż współczesne państwo narodowe. Historyczny rdzenny nacjonalizm musi zostać od tego uwolniony. Ideologia stojąca za rdzennym nacjonalizmem nie zawsze jest całkowicie odrębna od imperialistycznego nacjonalizmu, ale jej różnice są na tyle dramatyczne, że gwarantują znacznie większy niuans niż obecny dyskurs.

Rdzenny nacjonalizm nie jest jednorodny, ale generalnie jest zakorzeniony w związkach z ziemią. Nie do końca jest to zgodne z zabawną fantazją białych nacjonalistów o “krwi i ziemi”, ale jest związane z ziemią w sensie udawania się w określone miejsce każdego roku, aby zaangażować się w rytuały, które są fundamentalne dla utrzymania i kultywowania sieci związków. Robią to dłużej niż idea współczesnych narodów. Wywłaszczenie rdzennych i jawne ludobójstwo w USA oraz innych krajach osadniczych stało się jeszcze bardziej brutalne dzięki wymuszonym kampaniom przenoszenia, które wyrywały ludzi z tych starożytnych tradycji. Rdzenny nacjonalizm dotyczy historii lub zbiorowej pamięci. Chodzi o złożoność relacji w czasie na dużą skalę.

Zarówno przed, jak i po tych przymusowych przesiedleniach, rdzenny nacjonalizm zawsze był znacznie bardziej płynny niż nacjonalizm osadników. Mówiąc ogólnie, jest to coś znacznie bliższego anarchistycznej koncepcji kosmopolitycznego wolnego stowarzyszenia (z wyłączeniem rdzennych imperiów). Rdzenne ludy nie podpisują się na zasadzie krwi i obywatelskich reżimów imperiów kolonialnych, chyba że są do tego zmuszone. Historycznie, na ziemi znanej obecnie jako Stany Zjednoczone, granice między wieloma narodami często były bardzo niewyraźne, gdy ludzie swobodnie prowadzili handel, zawierali małżeństwa, a nawet zmieniały się całe plemiona. Dawni niewolnicy w dużej liczbie przyłączali się do wielu plemion. Sporo z tego wszystkiego jest zgodne z anarchistycznymi ideami nakładania się wolnych terytoriów o swobodzie przynależności i zmieniającymi się otwartymi granicami. Zestawiając to z zamkniętymi zmilitaryzowanymi granicami, imperiów, ukradzionymi neoliberalnymi umowami handlowymi i zbiurokratyzowanymi reżimami sztywnego obywatelstwa karteli nacjonalistycznego osadnictwa – jasne jest, że są one odrębne.

Nawet kiedy rdzenni radykałowie i ci z globalnego południa zmuszeni są grać w nacjonalistyczną grę, musimy dostrzec pewne różnice. W większości przypadków mają do czynienia z wyborem ludobójstwa, zarówno kulturowego, jak i dosłownego, lub kolonialną grą. Widziałem zbyt wielu anarchistów internetowych, którzy mówią, że pieprzą cały nacjonalizm, nawet bez lekkiego wysiłku, aby sprawdzić, przeciwko czemu niektóre z tych ruchów walczyły. Oczywiście rdzenni radykałowie, a nawet anarchiści często reagują gniewnie na te nieostrożne i pozbawione wiedzy gesty anarchistów. Wyobraź sobie, jak byś się czuł, gdyby ktoś sugerował, że jesteś głupi, wybierając jedną z ostatnich ścieżek przetrwania.

Nie twierdzę, że nacjonalizm rdzenny czy ten z globalnego południa jest ponad i poza krytyką jakiegoś sztywnego idpolu, ale przecież intersekcjonalność i subtelna historia tych kwestii ma znaczenie. Oczywiście autorytarni ideolodzy z globalnego południa zasługują na nasz gniew. Brutalizują i wykorzystują ludzi, których twierdzą, że bronią się przed imperializmem.

Podobnie oczywiście można krytykować rdzenny nacjonalizm. Wielu autochtonicznych anarchistów właśnie tak robi. Krypto-faszystowscy tubylczy nacjonaliści, tacy jak Vince Rinehart i szersze środowisko Keitha Prestona, powinni zostać wyrzuceni z anarchistycznych przestrzeni za poparcie takich rzeczy, jak patriarchalny tradycjonalizm i białe secesjonistyczne ruchy, nawet jeśli ukrywają je za parawanem rodzimego nacjonalizmu. Ale kiedy biali anarchiści ignorują niuanse takich problemów, nie tylko wychodzimy na złamasów, ale odcinamy się od ludzi, którzy często mają wiele podobnych niehierarchicznych wartości jak my, nawet jeśli nie używają naszych słów do określenia tego lub używają ich inaczej.

Nawet jeśli ostatecznym celem anarchizmu jest wyeliminowanie potrzeby stosowania praktyk opartych na zespołowej tożsamości, musimy nadać priorytet i zrozumieć subtelności tego, gdzie żyjemy. Organizowanie się anarchistów w USA, które nie ma głęboko zakorzenionej wizji reparacji i redystrybucji ziemi dla BIPoC (Black Indigenous People of Colour), będzie cierpieć z powodu tej samej nawiedzonej etyki imperium. Redystrybucja oznacza, że rzeczy ulegną dramatycznej zmianie, ale praktycznie żadni rdzenni radykałowie nie wzywają do rodzaju ludobójstwa, na punkcie którego biali osadnicy mają obsesje.

Nie ma sposobu, abyśmy mogli naprawić to, co zrobiono rdzennym mieszkańcom i niewolnikom, którym my, osadnicy, zawdzięczamy wiele z naszych luksusów, ale możemy wzmocnić głosy tych, którzy noszą ich historie, i musimy, jeśli mamy mieć jakąkolwiek nadzieję na obranie kierunku, który można obronić etycznie. Będzie to oznaczało poświęcenie czasu na przeczytanie i wysłuchanie, jak tubylczy radykałowie myślą i praktykują antyautorytaryzm oraz rozumieją subtelności tego, jak odnoszą się do takich rzeczy jak nacjonalizm. Musimy być świadomi i dyskursywnie hojni, w bardzo trudnych tematach z ludźmi, którzy przeżywają traumę i stoją w obliczu ciągłej bezpośredniej marginalizacji samych tematów, które omawiamy. Wpisy na Twitterze zabijają naszą pozycję, gdy stoimy na grobach zmarłych, wobec których potomków jesteśmy protekcjonalni. Jesteśmy anarchistami. Możemy zrobić to lepiej.

(tłumaczenie z Center for a Stateless Society)

 

Mitologia pracy

Osiem mitów, które utrzymują twoje spojrzenie na zegarze, a ręce przy pracy

Co by się stało, gdyby nikt nie pracował? Zakłady wyzyskujące siłę roboczą opustoszałyby, a linie produkcyjne stanęły – przynajmniej te produkujące rzeczy, których nikt nie wytwarzałby z własnej woli. Telemarketing straciłby rację bytu. Godne pogardy jednostki, które utrzymują władzę nad innymi tylko dzięki bogactwu czy tytułowi, musiałyby popracować nad umiejętnościami współżycia z innymi. Nie byłoby już korków ani wycieków ropy. Papierowe pieniądze i aplikacje o pracę stałyby się dobrą podpałką, podczas gdy ludzie zwracaliby się ku handlowi wymiennemu i współdzieleniu. Trawa i kwiaty wyrastałyby ze szczelin w chodnikach, robiąc miejsce drzewom owocowym.

A my wszyscy umarlibyśmy z głodu. Ale czy faktycznie utrzymujemy się przy życiu dzięki biurokracji i ocenach wyników? Większość rzeczy, które robimy dla pieniędzy jest ewidentnie pozbawiona znaczenia dla naszego przetrwania – i nadawania życiu sensu, swoją drogą.

Ten tekst pochodzi z Work, naszej 376-stronicowej analizy współczesnego kapitalizmu. Jest także dostępny jako pamflet.

To zależy, co rozumiesz przez „pracę”. Pomyśl o tym, jak wielu osobom sprawia przyjemność zajmowanie się ogrodem, łowienie ryb, stolarka, gotowanie czy nawet programowanie. Co jeżeli tego typu zajęcia mogłyby zaspokoić wszystkie nasze potrzeby?

Przez setki lat ludzie twierdzili, że postęp technologiczny wkrótce uwolni ludzkość od konieczności pracy. Dzisiaj dysponujemy możliwościami, których nasi przodkowie nawet sobie nie wyobrażali, ale te przewidywania nadal się nie ziściły. W Stanach Zjednoczonych pracujemy wręcz więcej, niż kilka pokoleń temu – biedni, aby przetrwać, bogaci, aby zachować konkurencyjność. Inni desperacko szukają zatrudnienia, ledwie odczuwając wygody, które cały ten postęp powinien zapewnić. Pomimo obecności w dyskursie tematu recesji i konieczności stosowania polityki oszczędności, korporacje osiągają rekordowe zyski, bogaci są bogatsi niż kiedykolwiek, a potężne ilości dóbr są produkowane tylko po to, żeby zostać wyrzucone. Bogactwa jest pod dostatkiem, ale nie jest wykorzystywane do wyzwolenia ludzkości.

Co to za system, który jednocześnie produkuje nadmiar towarów i powstrzymuje nas przed jego wykorzystaniem? Obrońcy wolnego rynku twierdzą, że nie istnieje inna możliwość – i dopóki nasze społeczeństwo będzie zorganizowane tak, jak obecnie, faktycznie jej nie ma.

A jednak kiedyś, zanim nadeszły czasy kart pracowniczych i spotkań biznesowych, wszystko działało bez pracy. Świat naturalny, który zaspokajał nasze potrzeby, nie został jeszcze przeorany i sprywatyzowany. Wiedza i umiejętności nie stanowiły wyłącznej domeny licencjonowanych ekspertów, nie były zakładnikami drogich instytucji; czas nie był podzielony na produktywną pracę i konsumpcyjny wypoczynek. Wiemy o tym, ponieważ praca została wymyślona zaledwie kilka tysięcy lat temu, a ludzkie istoty są obecne na świecie od od setek tysięcy. Mówi się nam, że życie było wtedy „samotne, ubogie, okropne, brutalne i krótkie” – ale narrację tę tworzą pogromcy tamtego sposobu życia, a nie ci, którzy go praktykowali.

To nie oznacza, że powinniśmy wrócić do dawnego stanu rzeczy, ani że w ogóle moglibyśmy. Oznacza to jednak, że świat nie musi być zorganizowany tak, jak teraz. Gdyby nasi odlegli przodkowie mogli zobaczyć nas dzisiaj, zapewne byliby podekscytowani niektórymi z naszych wynalazków i przerażeni innymi. Z pewnością natomiast byliby zszokowani tym, jak je wykorzystujemy. Zbudowaliśmy ten świat dzięki naszej pracy i – gdyby nie pewne przeszkody – z pewnością moglibyśmy zbudować lepszy. To nie oznacza porzucenia wszystkiego, czego się nauczyliśmy. Oznacza to jedynie porzucenie wszystkiego, o czym przekonaliśmy się, że nie działa.

Ciężko zaprzeczyć, że praca jest produktywna. Zaledwie kilka tysięcy lat jej istnienia radykalnie zmieniło powierzchnię Ziemi.

Ale co dokładnie produkuje? Miliardy jednorazowych pałeczek do jedzenia; laptopy i telefony komórkowe, które w ciągu kilku lat stają się zbędne. Całe kilometry wysypisk i niezliczone tony chlorofluorowęglowodorów w atmosferze. Fabryki, które zardzewieją, kiedy tylko praca okaże się tańsza gdzie indziej. Śmietniki zapełnione zbędnymi towarami, podczas gdy miliard ludzi cierpi na niedożywienie; zabiegi medyczne, na które mogą pozwolić sobie tylko bogaci; powieści, filozofię i ruchy artystyczne, na które większość z nas nie ma nawet czasu, żyjąc w społeczeństwie podporządkowującym pragnienia chęci zysku i potrzeby prawu własności.

Skąd pochodzą zasoby potrzebne do całej tej produkcji? Co dzieje się z ekosystemami i społecznościami, które są plądrowane i wykorzystywane? Jeżeli praca jest produktywna, to w jeszcze większej mierze jest destrukcyjna.

Praca nie wytwarza niczego z powietrza; to nie magiczny rytuał. Zamiast tego pozyskuje surowe materiały z biosfery – wspólnego dobra wszystkich żywych istot – i przeobraża je w produkty kierowane logiką rynku. Dla tych, którzy widzą świat w kategoriach tabel zysków i strat, stanowi to udoskonalenie, reszta z nas nie powinna jednak wierzyć im na słowo.

Kapitaliści i socjaliści od zawsze zakładali z góry, że praca produkuje wartość dodaną. Pracownicy powinni rozważyć inną możliwość – że praca zużywa wartość dodaną. To dlatego lasy i czapy lodowe są pochłaniane wraz godzinami naszych żyć: ból, który czujemy, wracając z pracy do domu, jest analogiczny do szkód dokonywanych na globalną skalę.

Co powinniśmy produkować zamiast tego wszystkiego? Cóż, może po prostu szczęście samo w sobie? Czy potrafimy wyobrazić sobie społeczeństwo, którego nadrzędnym celem jest wykorzystywanie życia w pełni, badanie jego tajemnic, zamiast gromadzenia majątku i wygryzania konkurencji? W takim społeczeństwie nadal wytwarzalibyśmy dobra materialne, to oczywiste – ale nie w celu rywalizowania o zyski. Festiwale, uczty, filozofia, miłość, twórcze dążenia, wychowywanie dzieci, przyjaźń, przygody – czy potrafimy wyobrazić sobie to wszystko jako esencję życia, a nie dodatkowe aktywności wtłoczone w czas wolny?

Dzisiaj jest na odwrót – nasza koncepcja szczęścia jest skonstruowana jako środek stymulacji produkcji. Nic dziwnego, że produkty wypierają nas ze świata.

Praca nie wytwarza bogactwa w miejsce biedy. Przeciwnie – tak długo, jak pozwala bogacić się jednym kosztem drugich, praca wytwarza również biedę, wprost proporcjonalnie do produkowanego zysku.

Bieda nie jest obiektywnym stanem, lecz relacją wytworzoną przez nierówną dystrybucję zasobów. Nie istnieje w społeczeństwach, których członkowie wszystkim się dzielą. Mogą w nich wystąpić niedobory, ale nikt nie jest skazany na poniżenie odejmowania sobie od ust, kiedy inni mają więcej, niż są w stanie przejeść. Podczas gdy zyski rosną, a minimalny próg bogactwa potrzebny do wywierania wpływu w społeczeństwie jest coraz wyższy, bieda staje się coraz bardziej destrukcyjna. Stanowi formę wygnania – najokrutniejszą jego formę wręcz, ponieważ gdy cię dotyka, pozostajesz w społeczeństwie, jednocześnie będąc z niego wykluczonym. Nie możesz ani partycypować, ani udać się gdziekolwiek indziej.

Praca nie tylko tworzy biedę równolegle do bogactwa – koncentruje także bogactwo w rękach niewielu, szerząc biedę coraz dalej. Na każdego Billa Gatesa przypada milion ludzi zmuszonych do życia w skrajnej biedzie; na każde Shell Oil przypada Nigeria. Im więcej pracy, tym więcej zysku jest gromadzonego z jej owoców, tym biedniejsi jesteśmy w porównaniu do tych, którzy nas wykorzystują.

Poza tworzeniem bogactwa, praca czyni więc ludzi biednymi. To jasne, nawet zanim weźmiemy wszystkie inne sposoby, w jakie praca nas zubaża: jesteśmy ubodzy w determinację, ubodzy w czas wolny, ubodzy w zdrowie, ubodzy w percepcję wykraczającą poza nasze kariery i konta bankowe, ubodzy duchem.

Szacunkowe „koszty życia” są mylące – niewiele tu samego przeżywania! Powinniśmy mówić raczej o „kosztach pracowania”. Nie są niskie.

Continue reading Mitologia pracy

Sathaniell Zakalwe: Precz z humanizmem! (broszura)

Avete!

Każdego dnia można przeczytać niepokojące wieści świadczące o tym, że systematycznie pogarszają się warunki życia na Ziemi. Obszary dzikiej przyrody drastycznie się kurczą, w oceanach powiększają się strefy śmierci, gwałtownie topnieją lodowce, jakość powietrza, którym oddychamy stale się pogarsza, żywność wysoko-przetworzona w coraz wyższym stopniu nasycona jest szkodliwą chemią, rośnie zachorowalność na choroby nowotworowe etc.

Wszystkie te negatywne konsekwencje, których doświadczamy, jednoznacznie wskazują na przyczynę tego stanu rzeczy. To porządek społeczny, który błędnie uważany jest za gwarancję bezpieczeństwa. To porządek, który stał się podstawą życia całej ludzkiej społeczności jest de facto zagrożeniem życia na tej planecie.

W związku z tym nie pozostaje „nam” nic innego, jak znaleźć nową drogę życia i oparcie w czymś, czego boją się wyznawcy praworządności…
Czasu jest niewiele…
Niech ta praca stanie się inspiracją dla powstania zupełnie niekonwencjonalnych działań.
Niech to przesłanie stanie się iskrą, która roznieci wewnętrzny ogień. Stańmy się płomieniem Zmiany, która pochłonie styl życia do jakiego nawykliśmy.
Spotkajmy się na ulicach miast, spotkajmy się tam, gdzie zabraniają nam się spotkać „normy społeczne”. Protestujmy przeciwko temu, co niszczy „nasz dom” – przeciwko porządkowi społecznemu.

Nikogo nie prośmy o zgodę, wymuśmy Zmianę wbrew wszelkim zakazom. To nasza jedyna szansa – stanąć przeciw wszystkim tym, którzy dbając o porządek społeczny niszczą fundament życia –  żywą tkankę planety, biosferę, której jesteśmy częścią.
Jeśli będziemy z „nimi” negocjować, to nic nie zmienimy.
Jeśli będziemy prosić „ich” o jakąkolwiek zgodę, to pogodzimy się z „ich” kierowniczą rolą, która pcha nas wszystkich w pustkę.
Jeśli będziemy czekać na „ich” decyzje, to zdecydujemy o klęsce nas wszystkich…

Zrozumcie, że musimy się zmienić, by wykwitnąć – Arkana

frater Sathaniell Zakalwe

[POBIERZ PDF]

Dr Bones: Egoizm vs. azteccy naziści eko-ekstremizmu

Z The Conjure House:

(Pierwotnie był to post na Facebooku, który był masowo zgłaszany przez fanpeje memiczne, takie jak “Everything is Bad” i “Post-Left Rage”, a także przez fanów “anarchistycznego” wydawcy Little Black Cart (który publikuje zarówno teksty ekstremistyczne, jak i egoistyczne), chcieli ten tekst zdjąć z Facebooka i, w zasadzie, doprowadzić aby nikt go nie przeczytał.

Zgodnie z moją naturą dupka, nie tylko opublikowałem ten sam tekst tutaj, ale jeszcze go rozszerzyłem.

Zapraszam do lektury i zapoznania się z eko-ekstremizmem, czasopismem Atassa oraz ich “ideologią”. Gdy zobaczysz, że ktoś udostępnia związane z Attasą memy lub mówi o tym, będziesz wiedział, co naprawdę chce przekazać)

Wielu z was w ciągu ostatnich kilku dni pytało mnie “co to jest ITS”. Dziś chciałbym o tym opowiedzieć, ponieważ myślę, że to ważne, abyście wiedzieli.

ITS oznacza “Individualists Tending Towards the Wild”. Jest to (domniemana) grupa ludzi żyjących w Meksyku, którzy ideologicznie wyszli, a przynajmniej tak twierdzą, z egoistycznej / nihilistycznej tradycji anarchizmu. To uczyniło z nich bohaterów dla tych, którym bliska jest myśl post-leftowa, próbująca otrząsnąć się z niepowodzeń lat 90. XX wieku i znacznie wykraczająca poza zielony anarchizm. ITS publikuje komunikaty, które są dyskutowane i popierane przez dziennik o nazwie Atassa. Atassa udostępnia również kopie swoich komunikatów online. Atassa jest wydawana przez Little Black Cart, największego wydawcę literatury egoistycznej i nihilistycznej.

ITS działa ściśle w ramach tendencji “anty-cywilizacyjnej”. Jedną z bardzo dziwnych rzeczy jest to, że wydają się czcić “dzikość” i gardzić “cywilizacją”. Obydwa są abstrakcyjnymi pojęciami, symbolami, dokładnie tym, o czym Stirner napisał całą potępiającą książkę. Jednak dla ITS są to dwaj walczący o dusze bogowie, pierwotne motywywy całej historii i wszystkich ludzkich przedsięwzięć. Aby walczyć przeciwko “cywilizacji” i zachować dzikość, zaangażowali się w ataki bombowe na naukowców w Meksyku.

Te ataki i towarzyszące im komunikaty stały się podstawą nowej ideologii: eko-ekstremizmu.

Eko-ekstremizm łączy najgorsze aspekty nihilizmu i zielonej anarchii. Bardzo wierzą w ludzką naturę i uważają wszystkich ludzi za nienaturalne stworzenia, które muszą zostać zniszczone, aby powrócić do “dzikości”. Ponownie, jeśli brzmi to jak śmieszna religijna pozycja, to dlatego, że WŁAŚNIE NIĄ JEST, ale ITS i Atassa (jedyny dziennik, który publikuje ich popłuczyny), wierzą, że są nihilistami, którzy w nic nie wierzą.

Z wyjątkiem tego oczywiście, że cała ludzkość jest zła, cała technologia jest zła, a “dzikość” jest święta. Ludzie muszą umrzeć, z powodów nigdy tak naprawdę nie wyjaśnionych, a kto umiera, nie ma znaczenia. Dążenie do powrotu do “dzikości” jest jedynym celem.

To wyniesienie “dzikości” (samo w sobie bardzo dziwne, fetyszystyczna wizja rodzimych kultur) przesłoniło wszelkie inne pragnienia. Tak więc pragnąc powrócić do świętej “dzikości”, na łamach Atassy opublikowano następujący artykuł opowiadający się za “dzikim królestwem” zamiast anarcho-prymitywizmu.

Pozwól, że przytoczę cytat. Pamiętaj, że redaktorzy Atassy uznali ten fragment za “punkt zwrotny w teorii eko-ekstremistycznej” i wyraźny kierunek, na przyszłość. Mowa tu o nastawionej na wojnę i tak hierarchicznej, jak aztecka cywilizacji znanej jako The Calusa:

“To wstyd, że tak szokująco szybko porzucili koczowniczy styl życia, że doszło natychmiastowego zwrotu paradygmatu łowiecko-zbierackiego, który jest szczytem anarcho-prymitywistycznej świętości, ale mamy nadzieję, że kapłani tej ideologii znajdą w swoich sercach przebaczenie ich śmiertelnych grzechów hierarchii i autorytetu. . .

Eko-ekstremiści mogą czerpać inspirację głównie z wojowniczej natury koczowniczych plemion myśliwych-zbieraczy, ale spekulowałbym, że biorąc pod uwagę wybór króla Calusa, posłusznego bogom i naturze, i humanistycznego zielonego anarchistę bawiącego się w inżyniera społecznego, wybiorą pierwszego jako sprzymierzeńca … “

Może wydawać się szokiem, że post-lewicowiec wypowiadałby się radośnie o królewskiej hierarchii, że egoista spoglądałby na niekwestionowane posłuszeństwo bogom i “naturze” jako chwalebnemu celowi, lecz egoistom i innym insurekcjonistom wmawia się (na stronach z memami, takich jak Everything is Pretty Bad i Post Left Rage), że ci ludzie (Atassa) są najbardziej niesamowitym wydarzeniem od czasów samego Stirnera. Eko-ekstremizm, który umieszcza niezdefiniowaną i abstrakcyjną “naturę” ponad Unikat, jest jaskrawym przeciwieństwem Egoizmu.

“Sam Stirner nie nic wspólnego z “wyższymi bytami”. W rzeczywistości, w celu skupienia się wyłącznie na własnych interesach, atakuje on wszystkie “wyższe byty”, traktując je jako formy tego, co nazywa “spookami”, lub idee, na które ludzie poświęcają swe życia i przez które są zdominowani. Pierwszą pośród nich jest abstrakcja “Człowiek”, w której wszystkie wyjątkowe (Unique) jednostki są zanurzone i zagubione.”

W przeciwieństwie do całkowitego odrzucenia przez Stirnera jakiejkolwiek władzy, eko-ekstremiści nie widzą niczego złego w “naturalnej” hierarchii lub instytucjach politycznych. W tekście zatytułowanym “Nasza odpowiedź jest jak trzęsienie ziemi: nadejdzie prędzej czy później“, ITS piszą:

“To prawda, że “władza” istniała w starożytnych grupach etnicznych przed cywilizacją, ale warto zapytać: czy władza sprawowana przez przywódcę plemienia Buszmenów (przykładowo), który pomaga ich karmić, może być szkodliwa? Czy autorytet szamana Taromenane, który leczy i łagodzi choroby w swojej grupie dzikich ludzi, to coś szkodliwego? Czy autorytet wielkich wojowników Teochichimeki, którzy w swoich czasach byli w stanie zemścić się na Hiszpanach, to coś szkodliwego? Jeśli odpowiesz “tak”, jesteś beznadziejny…”

Komunikat ten został udostępniony na Anarchist News, witrynie prowadzonej przez nihilistę, który sam siebie nazywa “Aragorn!“. Prowadzi także Little Black Cart, wydawcę nihilistów / egoistów.

Zapytam jeszcze raz, nawet z pozycji nihilistycznej, dlaczego ktokolwiek powinien szanować “naturalną” hierarchię bardziej niż “prezydencką” lub “wojskową”?

Co ciekawe większość z tych osób żyje tylko w Internecie. Poza stronami z memami i tym małym, niszowym czasopismem eko-ekstremizm nie istnieje w ogóle. To “egoistyczna” (i używam tego określenia żartobliwie) wersja 4chan. Jedynymi ludźmi, którzy wykonują jakieś działania “ekologiczne ekstremistyczne” są ITS, których Atassa i inni eko-ekstremiści chwalą jak bohaterów prowadzących wojnę przeciwko technologii i “cywilizacji”.

Jak wygląda ta wojna? Aby się dowiedzieć spójrzmy na komunikat ITS.

“W skrajnie mizantropicznym sceptycyzmie i eksperymentach, poza jakimkolwiek ludzkim pojęciem, nihilistycznie bierzemy odpowiedzialność za następujące ataki:

– Podpalenie 2 minibusów przewożących starszych ludzi.

Czemu? Dlaczego nie zapytasz o to kolesi od książek, które czytasz, aby ci powiedzieli dlaczego? O kurwa! Oni nie żyją? Powiem ci, dlaczego! Ponieważ nienawidzę starych ludzi! Hahahahahahahahahahahahahahahahahahhahahahahahahahahahahahaha !!!

-Bomba pozostawiona w sposób nierozważny na kampusie uniwersyteckim.

Dlaczego nie myślę o “niewinnych” ludziach, o których inni mogliby… Odpowiadam pytaniem … Czy dająca mi życie cipka pomyślała kiedykolwiek, jak bardzo wszystko zostało spieprzone, aby zostać zapłodniona mikroskopijnym nasieniem, które tworzy naczynia, których nienawidzę? Czy ktoś mnie prosił, abym się urodził? Czy ktoś wiedział, kim się stanę? Czy wiesz, że niektórzy postrzegają świadomość jako przekleństwo? Pierdolcie się, żałosne złamasy, gówno wiecie!

Oczywiście to prawdopodobnie tylko bzdury. Lecz załóżmy, że te ataki, które prawdopodobnie nie miały w ogóle miejsca, rzeczywiście są prawdziwe.

To nie jest “wojna przeciwko cywilizacji”, to tylko garstka dupków “zabijających” ludzi. Atassa i strony z memami, takie jak Everything is Pretty Bad lub Post Left Rage, zwyczajnie jedzą ich gówno.

Atassa i strony z memami, które ją chwalą, są po prostu tylko pochwałą zabijania przypadkowych ludzi pracy. Nie ludzi bogatych, nawet nie naukowców badających technologie, której twierdzą, że nienawidzą. Po prostu przypadkowi ludzie. Eko-ekstremiści twierdzą, że jest to spowodowane ich “mizantropią”, która w jakiś sposób różni się od faszystowskiej nienawiści. W końcu, jak głosi stare hasło: “Nie nienawidzę żadnej rasy, nienawidzę ich wszystkich!”

Continue reading Dr Bones: Egoizm vs. azteccy naziści eko-ekstremizmu

Socjalizm będzie wolnościowy, albo nie będzie go wcale

No i znowu mało insurekcyjny tekst na czarnej. Choć osobiście stoję w opozycji do retoryki pracowniczej, związkowej czy ogólnie anarchosyndykalistycznej, to jednak jest to opozycja wewnątrz samego anarchizmu. Na te kłótnie jeszcze przyjdzie czas. Póki co mamy zbyt często do czynienia z osobami określającymi się jako anarchiści_stki, socjaliści_tki, które wciąż wzdychają do autorytarnych symboli i idei. Państwo i jego “rewolucyjne” rządy są niemalże święte, a wszystko co przeciwko im staje się “propagandą CIA” i “imperializmem amerykańskim”. Z tego powodu, oraz dlatego, że osoba zaangażowana w wolnościowy socjalizm przetłumaczyła ten tekst, możecie go dziś przeczytać na łamach Czarnej Teorii. 

-Konrad

Wstęp do Wolnościowego Socjalizmu.

Broszura opublikowana oryginalnie przez Black Rose Anarchist Federation. Pamflet po angielsku możecie znaleźć tutaj.

Wprowadzenie

Socjalizm jest znowu modnym hasłem. Według najnowszego sondażu 44% milenialsów z USA “woli socjalizm od kapitalizmu”, a nawet główni demokraci zaczynają nazywać siebie socjalistami. Jak to ujął jeden z nagłówków: “Socialism is hot again“. Zawierając wszystko od Berniego Sandersa po stalinowską Rosję, niewiele słów ma tak różnorodne i sprzeczne znaczenia. Podobnie jak większość modnych słów, prawdziwe znaczenie socjalizmu zostało przesłonięte przez jego popularność.

Ale co właściwie oznacza socjalizm i jak wygląda w praktyce?

W swej istocie socjalizm jest ideą, że zasoby i instytucje w społeczeństwie powinny być zarządzane demokratycznie przez społeczeństwo jako całość. Podczas gdy w kapitalizmie władza ekonomiczna i polityczna koncentruje się w rękach bogatych, socjaliści walczą o społeczeństwo, w którym środki produkcji oraz dystrybucji dóbr i usług są ze sobą połączone dzięki demokratycznie zarządzanym miejscom pracy i wspólnotom.

Artykuł ten sprawi, że Wolnościowy Socjalizm będzie najbardziej dokładnym i konsekwentnym wcieleniem rdzennych zasad socjalistycznych. W istocie wolnościowy socjalizm jest polityką wolności i wspólnego samostanowienia, realizowaną poprzez rewolucyjną walkę z kapitalizmem, władzą państwową oraz przeciwko wszelkim formom ucisku społecznego.

Część 1: Wolność od Kapitalizmu

Socjalizm kontra Kapitalizm

Aby przetrwać w warunkach kapitalizmu, osoby pozbawione własności zmuszone są wynajmować się właścicielom nieruchomości i być wyzyskiwanym dla zysku. Ta relacja między “mieć” i “nie mieć” stanowi podstawę społeczeństwa kapitalistycznego – wyzysku klasowego. W takim społeczeństwie władza płynie bezpośrednio z relacji do własności, tzn. z pozycji klasowej. Podczas gdy garstka ludzi posiada i kontroluje społeczne instytucje, ogromna większość ludzi (klasa robotnicza) staje się bezsilna jako jednostki. Jak ujęła rewolucyjna działaczka socjalistyczna i aktywistka walcząca o prawa niepełnosprawnych Helen Keller: “Nieliczni posiadają wiele, ponieważ posiadają środki utrzymania wszystkich”.

Praktycznie nic nie dzieje się w społeczeństwie kapitalistycznym, o ile nie przyniesie to zysku bogaczowi. Z samej swojej natury kapitalizm nie tylko czerpie korzyści z wyzysku klasowego i nierówności, ale także wymaga niekończącego się wzrostu i ekspansji gospodarki, czego skutkiem są wojny, kolonializm i zniszczenie przyrody. Nic nie powstrzyma korporacji w ich patologicznym dążeniu do zysku.

Socjaliści opowiadają się za “walką klasową”, w której ci z nas, bezsilni w kapitalizmie, organizują się, by przesunąć równowagę sił, dopóki instytucje społeczne nie zostaną objęte demokratyczną kontrolą, a klasy jako takie zostaną zniesione. W socjalistycznym społeczeństwie prywatny zysk zostałby wyeliminowany. Zamiast tego celem instytucji politycznych i gospodarczych byłoby zrównoważone zaspokajanie potrzeb i pragnień ludzi poprzez demokratyczne samorządne zarządzanie miejscami pracy i społecznościami. Jak głosi socjalistyczna maksyma: “Od każdego według ich zdolności, każdemu według potrzeb”.

Eliminując potrzebę posiadającej klasy zatrudniającej i nie posiadającej własności klasy zatrudnianej, miejsca pracy zamiast tego będą zarządzane wspólnie przez samych pracowników, zastępując tym samym prywatne firmy. Polityka publiczna byłaby planowana przez demokratyczne rady pracownicze, sfederalizowane z sąsiedztwem z zewnątrz, zastępujące scentralizowane państwo. W tym oryginalnym duchu definiujemy socjalizm jako ruch rewolucyjny dążący do społeczeństwa bezklasowego.

Socjalizm a socjaldemokracja

Wizja ta stanowi wyraźny kontrast nie tylko do tak zwanych “socjalistycznych” dyktatur w Rosji czy Chinach, ale także do krajów kapitalistycznych, takich jak Szwecja czy Norwegia, często określanych jako “socjalistyczne”. Te społeczeństwa (zwane także “socjaldemokratycznymi”) posiadają taką samą dynamikę siły, jak każde inne państwo kapitalistyczne. Podczas gdy socjalizm domaga się wspólnej własności i demokracji bezpośredniej, “socjaldemokracje” utrzymują skoncentrowaną siłę ekonomiczną w rękach bogatych, z silnym rządem centralnym regulującym programy społeczne, pozostawiając w ten sposób niezmienioną strukturę klasową społeczeństwa. W tym sensie autorzy opisywani przez samych siebie, tacy jak Bernie Sanders, byliby bardziej odpowiednio określani jako “socjaldemokraci” lub “liberałowie”, ponieważ ich ostatecznym celem jest przeprowadzanie postępowych reform, aby uczynić życie w państwie kapitalistycznym bardziej znośnym. Takie reformy mogą poprawić warunki życia i pracy ludzi, ale podatki i tańsza opieka zdrowotna nie stanowią socjalizmu. Socjalizm jest rewolucyjnym wezwaniem do społeczeństwa bezklasowego.

Czy wolnościowy socjalizm nie jest oksymoronem?

W Stanach Zjednoczonych słowo “wolnościowiec” (podobnie zresztą w Polsce – przyp. red.) nabrało znaczenia przeciwnego niż na całym świecie. O dziwo, stało się synonimem poparcia ekstremalnego kapitalistycznego indywidualizmu, własności prywatnej i “praw” korporacji do “uwolnienia się” od publicznego nadzoru. Ale wolność dla potężnych nie jest wcale wolnością. Od początku swego istnienia libertarianizm był synonimem anarchizmu lub antyautorytaryzmu: przekonania, że ​​relacje oparte na dominacji, hierarchii i wyzysku powinny zostać zniesione na rzecz wolności i samostanowienia. Dla anarchistów jednostka może być wolna tylko we wspólnocie równych sobie. Jak powiedział XIX-wieczny rosyjski anarchista Michaił Bakunin: “Wolność polityczna bez równości ekonomicznej jest pozorem, oszustwem, kłamstwem”. Nie powinno więc dziwić, że libertarianie zawsze byli socjalistami, ponieważ kapitalizm opiera się na dominacji klasowej. Choć możliwe zamieszanie jest zrozumiałe, wolnościowy socjalizm jest bardziej redukcją niż sprzecznością w kategoriach. Wolność i socjalizm są nieodłącznymi wartościami. Bez jednego, drugie traci sens. Wolnościowy Socjalizm oznacza po prostu “wolny socjalizm”. Jak ujął to anarchistyczny myśliciel Rudolf Rocker: “Socjalizm będzie wolnościowy, albo nie będzie w cale”.

Część 2: Wolność od władzy państwowej

Wolnościowy socjalizm a państwowy socjalizm

Historycznie istniały dwie ogólne tendencje w ruchach na rzecz socjalizmu, które możemy z grubsza opisać jako “z góry” i “z dołu”. Obie strony są oddane zniesieniu kapitalizmu, ale różnią się zasadniczo w swojej wizji przyszłego społeczeństwa i jego osiągnięcia. Kluczową różnicą między tymi tendencjami jest ich podejście do władzy państwowej. Podczas gdy państwowi socjaliści postrzegają państwo jako środek socjalizmu, wolnościowcy postrzegają go jako barierę.

Socjalizm od dołu:

Socjaliści wolnościowi od dawna twierdzili, że państwa (lub rządy) nie są neutralnymi instytucjami, lecz instrumentami rządów klasowych, utworzonymi w celu ochrony mniejszości rządzącej poprzez monopol na przemoc. Bez policji, więzień, zmilitaryzowanych granic i scentralizowanej kontroli politycznej państwo nie jest już państwem. Taka koncentracja władzy jest przeciwieństwem demokratycznego samo-zarządzania, a więc i socjalizmu.

Aby osiągnąć „wolny socjalizm”, ci z nas pozbawieni siły w ramach kapitalizmu muszą wzmocnić się poprzez organizowanie miejsca, w którym żyjemy, pracujemy i chodzimy do szkoły, tworząc ludowe organizacje (tj. związki zawodowe i szeregowe dla pracowników i najemców, zgromadzeń ludowych, masowych organizacji społecznych ) i budować kolektywną siłę nie tylko po to, by przeciwstawiać się narzuconym nam problemom, ale także by przejąć otaczające nas instytucje pod demokratyczną kontrole. W końcu pracownicy mogą przejąć swoje stanowiska od szefów, lokatorzy mogą przejąć mieszkanie od właścicieli, a społeczności tubylcze mogą ogłosić suwerenności nad skolonizowanym terytorium. Jeśli ruchy są dostatecznie zorganizowane i zjednoczone ze sobą, izolowane działania mogą przekształcić się w rewolucję społeczną, kładąc podwaliny pod nowe społeczeństwo, w którym rządy i korporacje zostały zastąpione przez skoordynowane kolektywy oparte na samorządności.

Takie struktury powinny opierać się na zasadzie demokracji bezpośredniej, w której ludzie bezpośrednio uczestniczą w decyzjach, które mają wpływ na ich życie. Zamiast po prostu wybierać własnych władców (a.k.a. “demokracja przedstawicielska”), demokracja bezpośrednia daje ludziom prawo do kolektywnego rządzenia sobą.

Świat jest złożony, a szczegóły zawsze zależą od okoliczności, ale nasze zasady przewodnie są bezkompromisowe: skoncentrowana władza we wszystkich jej postaciach musi zostać przezwyciężona na rzecz wolności, równości i demokracji bezpośredniej.

Socjalizm z góry:

Socjaliści państwowi przyjmują odmienny pogląd. Zamiast widzieć rewolucję jako falę transformacji od dołu, należy ją zamiast tego realizować z góry. Z tego punktu widzenia socjalizm jest rozumiany jako nauka, wymagająca profesjonalnej administracji. Rdzeń zawodowych rewolucjonistów (“awangarda”) musi zatem przejąć kontrolę nad państwem kapitalistycznym w imieniu “mas” (poprzez środki wyborcze lub wojskowe) i administrować socjalizmem poprzez istniejące mechanizmy władzy. Zamiast przekształcać gospodarkę pod kontrole samorządów społecznych i pracowniczych, ziemia i przemysł są znacjonalizowane i poddane bezpośredniej kontroli państwa.

Rewolucja a zmiana reżimu

Nie ma skrótu do socjalizmu. Zastąpienie kapitalistycznej klasy rządzącej samozwańczą “socjalistyczną” klasą rządzącą nie jest rewolucją społeczną, lecz zamachem; zmianą reżimu. Socjalizm państwowy jest zatem sprzecznością w terminach, dokładniej określaną jako “kapitalizm państwowy”, ponieważ ludność powszechna jest nadal zmuszana do wynajmowania siebie szefowi (w tym przypadku wszechmocnemu państwu “socjalistycznemu”).

Jeśli rdzeniem socjalizmu jest kolektywne zarządzanie samym sobą, to socjalizm w postaci wymierzonej lufy nie może w ogóle być socjalizmem. Nawet sam Karol Marks powiedział: “Wyzwolenie klasy robotniczej musi być dziełem samych robotników”. Społeczeństwo, w którym władza płynie z dołu do góry, może być budowane tylko od dołu w górę. Dlatego każda próba narzucenia socjalizmu z góry będzie logicznie nieskuteczna w jego deklarowanym celu. W historii, gdy tylko mała grupa ludzi przyjmuje władzę państwową w imię socjalizmu, zamiast tworzyć społeczeństwo bezklasowe, państwo staje się coraz bardziej scentralizowane, co często powoduje, że społeczeństwo jest bardziej opresyjne niż to, które wcześniej zostało obalone.

Rosyjski przykład

“Awangardowa” ideologia państwowego socjalizmu została po raz pierwszy opracowana przez Władimira Lenina w czasie rewolucji rosyjskiej, a następnie wdrożona, gdy on i partia bolszewicka przejęli kontrolę nad państwem w 1917 roku. Podczas gdy prawdziwa rewolucja socjalistyczna rzeczywiście ogarnęła kraj, szybko została obalona przez nowe „socjalistyczne” państwo. Nowo utworzone demokratyczne rady robotnicze (soviety) i komuny – fundamenty rewolucji socjalistycznej – zostały zdemontowane przez bolszewików i poddane bezpośredniej kontroli państwa. Podczas gdy rosyjscy robotnicy domagali się “Wszelkiej władzy w ręce rad!”, Lenin upierał się, że “rewolucja wymaga … aby masy bez wątpienia były posłuszne woli przywódców”. Niezliczeni socjaliści zostali uwięzieni lub zabici w imię socjalizmu na długo przedtem, zanim Stalin w ogóle doszedł do władzy.

Awangarda w jej różnych formach (leninizm, trockizm, maoizm, itp.) Została uznana za model ideologiczny w XX wieku przez wielu, którym udało się przejąć władzę państwową. Niestety, ze względu na sukces modelu przy tworzeniu reżimów nazywających siebie “socjalistycznymi” (Rosja, Chiny, Kuba), ideologia awangardy stała się synonimem samego rewolucyjnego socjalizmu.

Continue reading Socjalizm będzie wolnościowy, albo nie będzie go wcale

Uwagi redakcyjne w kwestii składu klasowego i technologii

Najprościej rzecz ujmując: praca to sposób interakcji z otoczeniem. Celem tej interakcji jest zdobycie środków niezbędnych do przeżycia. Przez większą część dziejów ludzkości zdobywaliśmy je bezpośrednio. Pierwsze narzędzia poszerzały możliwości zapewnienia środków utrzymania. Pierwsze prymitywne narzędzia miały natychmiastowe zastosowanie: włócznie zabijały, a ubrania zapewniały ciepło. Ale wraz z rozwojem ludzkich społeczności rozwijały się też narzędzia. Dziś wiele dostępnych narzędzi nie ma bezpośredniego związku z zaspokajaniem naszych potrzeb. We współczesnych społeczeństwach kapitalistycznych linie kodu programowego zapewniają pożywienie i dach nad głową dopiero wskutek skomplikowanego procesu podziału pracy.

Rozwój technologii często uważa się za proces linearny: jedne wynalazki prowadzą do kolejnych. W rzeczywistości technologia rzadko rozwija się w ten sposób. W procesie badawczym często mamy do czynienia z koniecznością wyboru jednej z wielu dróg rozwoju, ślepymi uliczkami i straconymi możliwościami. Technologie nie są neutralne. Są projektowane, tworzone i używane przez ludzi funkcjonujących w określonych stosunkach społecznych. Na przykład Noble wykazał, że automatyzację w fabrykach można osiągnąć albo za pomocą systemu sterowania numerycznego albo systemu nagraj-odtwórz (record-playback). Wygrało sterowanie numeryczne nie względu na wyższość technologiczną, ale ze względu na większą przydatność dla kapitału.

W kapitalizmie technologia nie jest wyłącznie technologią. Używana jest przez robotników i na robotnikach. Jeśli przyjrzymy się walce o prawa robotnicze, zaczniemy inaczej rozumieć technologię. Na przykład w „Nędzy Filozofii” Marks pisze:

„W Anglii strajki były z reguły powodem do wynajdowania i stosowania jakichś nowych maszyn. Maszyny, rzec można, były bronią, której używali kapitaliści do tłumienia buntów ze strony robotników wykwalifikowanych. „Self-acting-mule” (automatyczny warsztat tkacki), ten największy wynalazek nowoczesnego przemysłu, spędził z pola walki zbuntowanych przędzarzy. Gdyby koalicje i strajki miały tylko ten skutek, że z ich powodu występowano przeciw robotnikom z wynalazkami mechanicznymi, to już przez to samo wywierałyby one wielki wpływ na rozwój przemysłu. /…/ Ze wszystkich narzędzi produkcji największą siłą wytwórczą jest sama klasa rewolucyjna”.

Widzimy jak walka o prawa pracownicze zmusiła kapitał do przełamania procesu pracy za pomocą technologii, a tym samym do zakłócenia samoorganizacji klasy robotniczej. W innym fragmencie dotyczącym technologii Marks twierdził, że „Można by napisać, począwszy od 1830 r., całą historię wynalazków, które weszły w życie tylko dlatego, że były środkiem wojennym kapitału przeciw buntom robotniczym”. Wyzysk nigdy nie był prostym procesem. Obejmuje coraz bardziej złożone metody nadzoru, kontroli, przymusu i motywowania robotników. Dla kapitalistów jednym z głównych zastosowań technologii jest technologiczna represja.

Analizę składu klasowego zaczynamy od technologicznej kompozycji pracy. Jej integralną częścią jest sposób wykorzystania technologii w pracy. Nie ma ona dla nas, pracowników, ekscytującego i wyzwalającego potencjału. Częściej widzimy w niej metodę do zwiększenia wymagań. Przykładem są pracownicy supermarketów widzący w skanerach jedynie narzędzie pomiaru i agresywnego wyznaczania norm, pracownicy call center pracujący pod nadzorem i odnosząca się do technologii poezja pracownika Foxconnu, Xu Lizhi:

我咽下一枚铁做的月亮
Połknąłem księżyc z żelaza
他们把它叫做螺丝
Oni nazywali go żelazem
我咽下这工业的废水, 失业的订单
Połknąłem ścieki przemysłowe, te dokumenty dla bezrobotnych
那些低于机台的青春早早夭亡
Młodzi pochyleni nad maszynami umierają przed czasem
我咽下奔波,咽下流离失所
Połknąłem pośpiech i nędzę
咽下人行天桥,咽下长满水锈的生活
Połknąłem kładki dla pieszych, życie pokryte rdzą
我再咽不下了
Nie mogę połknąć nic więcej

Użycie technologii w celu dekompozycji i restrukturyzacji pracy różni się w zależności od części świata, ale też jest coraz bardziej powiązane. Ostatni wers wiersza wskazuje na bunt – kluczowy element walki klas.

O automatyzacji

Sprzeciw był i jest związany z technologią. Przecina w poprzek to, co Panzieri nazwał „obiektywnymi ideologiami” postępu technologicznego. Są one szczególnie obecne w dyskusji związanej z automatyzacją. Historyczny proces automatyzacji w fabrykach (częściowy lub nie) odpowiadał za sprzeciw i walkę klasy robotniczej.

Automatyzacja wydaje się więc próbą zwiększenia kontroli kapitału nad miejscem pracy. Według Frontiego „historię polityczną kapitału” można czytać jako „historię kolejnych prób podejmowanych przez klasę kapitalistyczną w celu uwolnienia się od klasy robotniczej”. Widać to w rosnącym stosowaniu maszyn zastępujących pracę robotników – Marks nazwał to zjawisko „organicznym składem kapitału”. Widać je również w rosnącej liczbie pojazdów zautomatyzowanych i różnorodności robotów odbierających nam pracę.

Problemem kapitału jest fakt, że „kapitał to nieustanna sprzeczność”. „Z jednej strony próbuje zredukować pracę do minimum. Z drugiej zaś uważa czas pracy za jedyną miarę i źródło bogactwa”. To nie znaczy, że automatyzacja się nie wydarzy, ale raczej będzie ona zróżnicowana i sprzeczna. Zniszczy miejsca pracy w jednych branżach, tworząc je w innych.

Dyskusje dotyczące automatyzacji zmagają się z dwoma problemami. Pierwszym jest poczucie, że automatyzacja to coś nowego. Historycznie mechanizacja jest próbą automatyzacji części procesu pracy. Ma ona znacznie dłuższą historię niż samochody autonomiczne lub automatyczne wózki widłowe. Marks wyjaśnia, że w fabryce:

„Umiejętność cząstkowa indywidualnego robotnika wyjałowionego przez maszynę traci znaczenie, stając się czymś ubocznym i znikomym wobec nauki, wobec potężnych sił przyrody i wobec masowej pracy społecznej, które ucieleśniają się w systemie maszyn i wraz z nim stanowią potęgę „majstra” (master)”.

Continue reading Uwagi redakcyjne w kwestii składu klasowego i technologii

Represje i tworzenie “bazy danych lewicowych ekstremistów” w Europie po antyszczycie G20

Proces trwającej na wysokim szczeblu współpracy między rządami europejskimi po G20 w Hamburgu, doprowadził do utworzenia policyjnego “czarnego bloku”, a także do tego, co wydaje się być europejską cyfrową bazą danych tak zwanych “lewicowych ekstremistów” w oparciu o wątpliwe i toksyczne ramy ideologiczne, na podstawie serii artykułów, komentarzy aktywistów i dokumentów rządowych.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy ogromna liczba działaczy ze Szwajcarii, Danii, Grecji, Hiszpanii, Włoch, Węgier, Belgii, Austrii, Francji i Niemiec została aresztowana przez policję w związku z protestami G20. Naloty we Włoszech, Hiszpanii, Francji i Szwajcarii prowadzone były przez grupę zadaniową “Schwarzer Block” według DW.

Grupa ta, jak donosi DW, “przeczesuje terabajty policyjnych nagrań, nagrań CCTV i prywatnych filmów za pomocą oprogramowania do rozpoznawania twarzy i danych geolokacyjnych”. Zostało również ujawnione, że policja infiltrowała wiele grup protestacyjnych G20 przy użyciu informatorów. Tymczasem policja we Francji (CRS) omawia eksperymenty z “chemicznymi, niewidzialnymi i zdalnymi znacznikami” “antyfaszystów lub innych czarnych bloków znanych ze swej przemocy”.

Grupa zadaniowa jest częścią niemieckiej komisji śledczej wspieranej przez policję z wielu krajów, a także Eurojust, ogólnoeuropejską agencję.

Podczas gdy niedawne aresztowania przyciągnęły uwagę wielu Europejczyków, stworzenie bazy danych osób “ekstremalnie lewicowych” zostało zaproponowane bezpośrednio po szczycie, a także z dużym wyprzedzeniem.

W 2001 r., zaledwie miesiąc przed G8 w Genui, państwa członkowskie zgodziły się ścigać “brutalnych wichrzycieli” i zbierać dane na temat tych “znanych już policji”, a w 2007 r. Wolfgang Shauble zażądał pościgu za “Euro anarchistami”. Ministerstwa policji powiedziały swoim oficerom, że działają “międzynarodowo i konspiracyjnie”, śledząc i infiltrując “Euro-anarchistów” i “lewicowych ekstremistów”, jednocześnie twierdząc, że “scena anarchistyczna” była wysoce umiędzynarodowiona, przy współpracy z lewicowcami od Wielkiej Brytanii po Grecję. Przed G20 ogłoszono, że roboty będą instalowane w celu przeszukiwania kanałów, bez wyjaśnienia ich zadania.

Podczas gdy te wcześniejsze deklaracje mogły być postrzegane przez niektórych jako przebłyski tego co ma nadejść (chociaż doświadczenie brytyjskich gliniarzy rzuca w to wątpliwość), apele wykonane po ubiegłorocznym szczycie G20 przerodziły się w działanie w przerażającym tempie.

W ostatnim dniu protestów ówczesny minister sprawiedliwości Heiko Maas przedstawił w BILD, skrajnie prawicowym brukowcu atlantyckim, potrzebę “ogólnoeuropejskiej bazy lewicowych ekstremistów”, aby powstrzymać ich przed przekraczaniem granic. Od tego czasu BILD odgrywał istotną rolę w tym procesie, prosząc czytelników o zidentyfikowanie i ujawnienie protestujących oraz udostępnienie ich zdjęć policji. Ponadto co najmniej dwóch działaczy G20 zostało włączonych do systemu blokowania SIS II Schengen.

W artykule opublikowanym w Wall Street Journal kilka dni po szczycie, ujawniono, że Mass napisał list do innych ministrów sprawiedliwości, mówiąc między innymi, że “wiele zdjęć i nagrań wideo jest obecnie ocenianych w celu identyfikacji sprawców. … musimy powstrzymać tę brutalną turystykę w Europie.”

W nadchodzących tej jesieni wyborach do manifestu w CDU/CSU wpisano wezwanie do “przechowywania i odzyskiwania danych o [Internecie] ruchu”, oraz to, żeby sympatie dla lewicowych “stowarzyszeń” stały się przestępstwem. Zgodnie z nowym bawarskim prawem policyjnym państwa niemieckie otrzymają “inteligentną” technologię wideo i usługi rozpoznawania twarzy.

W niemieckich więzieniach aktywiści ekologiczni są zagrożeni przemocą fizyczną ze strony sił bezpieczeństwa i żądają od nich ujawnienia, w jakich stolicach europejskich byli i kogo, łącznie z anarchistami, poznali w każdym z nich.

Wydaje się, że baza danych została poddana próbie na Węgrzech w okresie wyborów, gdzie władze ustawiły system CCTV z przeinstalowanymi danymi biometrycznymi by wyszukiwać poszukiwanych anarchistów.

Poza oczywistym powodem, dla którego prawa konstytucyjne są martwą literą we wszystkich “zachodnich demokracjach”, warto zastanowić się nad oficjalnym uzasadnieniem państwa dla narzucenia tak drastycznych represji ideologii politycznych (anarchizm, komunizm itp.).

Republika Federalna Niemiec od czasu zjednoczenia przyjęła “teorię ekstremizmu” jako oficjalną ideologię, do tego stopnia, że “ochrona konstytucji” wymaga corocznych sprawozdań o partiach, organizacjach, ruchach społecznych, mediach i pomysłach pod kątem ich “skrajności”.

Kamieniem węgielnym tej teorii jest wiara (bardziej precyzyjnie, założenie utrzymywane z intensywnością wiary), że istnieje demokratyczne, liberalne centrum i że wszystko poza tym jest ekstremalne, niekonstytucyjne i kryminalne. Zasadniczo za najbardziej złowieszcze uważa się komunizm i anarchizm – czyli fundamentalną krytykę kapitalizmu – znajdujące się na tym samym poziomie potępienia historycznego i ideologicznego, co nazizm i inne formy faszyzmu. Podsumowując, za Indymedia: “teoria ekstremizmu ma na celu odizolowanie osób i grup o poglądach lewicowych, aby nie mogli już wpływać na społeczeństwo”. Oznacza to konfiskatę serwerów Indymedia i zamknięcie skłotów.

Stawianie znaku równości między elementami skrajnej lewicy a nazizmem jest perspektywą z niesmacznymi korzeniami historycznymi. Początkowo zaczęci, apologeci Trzeciej Rzeszy, którzy to w ostatnich latach zyskują coraz większą władzę na niemieckich i zachodnich uniwersytetach, głosząc że nazizm był “równą i przeciwną” desperacką reakcją na socjalizm w stylu bolszewickim, i że te dwie ideologie to “totalitarne bliźnięta”. Pogląd ten, wyeksponowany początkowo przez zdyskredytowanego historyka Ernsta Nolte’a, został przejęty przez historyków, takich jak Anne Applebaum i Timothy Snyder, po tym, jak został spreparowany ich “szacowny” wizerunek przez Françoisa Fureta i Bernarda Henri-Levy’ego, obaj ci pisarze służyli jako intelektualne inspiracje dla Emmanuela Macrona.

Podobne argumenty, konfrontujące i równoważące skrajną prawicę i skrajnie lewicę w imię “liberalnej demokracji”, pojawiły się także w latach 50. u zimnowojennych liberałów często finansowanych przez Kongres na Rzecz Wolności Kulturowej sterowany przez CIA . Wykorzystując to, przeciwnicy komunizmu, ale także anarchizmu i “lewicowego radykalizmu”, później stworzyli intelektualne podstawy neokonserwatyzmu.

Wszystko to ma na celu, aby uzasadnienie sytuacji, w której skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec, w przeciwieństwie do lewicowych stron internetowych i grup takich jak Linksunten Indymedia i KPD, może działać i wpływać na SPD i CSU by wprowadzano w życie złowrogi plan tworzenia obozów dla uchodźców. W połączeniu z “bazą danych lewicowych ekstremistów” oznacza to faktycznie, że de facto wszystkie państwa europejskie przyjęły definiowaną przez Niemcy “ekstremistyczną” teorię.

Tymczasem nadzór i śledzenie protestujących i aktywistów będzie się nasilać. Polska będzie dążyć do pozyskiwania danych osobowych wszystkich obrońców środowiska, nawet organizacji pozarządowych, za pośrednictwem nowej ustawy wdrożonej na szczyt COP24. Korporacje opracowują inteligentne ściany, aby wykrywać ruch i malowanie natryskowe, a także wdraża się oprogramowanie przeznaczone do wykrywania, śledzenia i zgłaszania “wichrzycieli”. (…)

(tłumaczenie z Civic Critique)

 

Policja nie ma prawa do Dumy. Dlaczego policja powinna trzymać się z daleka od imprez queerowych.

Czerwiec to miesiąc Dumy, czyli krajowych, a teraz również globalnych obchodów, akceptacji tożsamości queer i swobodnej ekspresji społeczności LGBTQ. Doroczne święto często jest okazją do zabawy dla członków tej wspólnoty, ale też upamiętnia ono zamieszki, które niemal 50 lat temu dały początek ruchowi walki o prawa LGBTQ. Tęczowa flaga i barwne parady to także symbol postępu, jaki dokonał się przez ostatnie kilkadziesiąt lat oraz przypomnienie, że walka o równe prawa trwa również i dziś.

Niewiele osób poza społecznością LGBTQ wie, że te obchody są mocno nacechowane niechęcią do policji i organów władzy. W czerwcu 1969 roku, kiedy doszło do zamieszek Stonewall, obraz homoseksualizmu w oczach opinii publicznej był wciąż negatywny, a związki jednopłciowe powszechnie piętnowano. W wielu stanach homoseksualizm uważano za chorobę psychiczną, a homoseksualistów „leczono” za pomocą nieludzkich terapii konwersyjnych (praktyka ta nadal nie została wyeliminowana). Policjanci często nadużywali ustaw o sodomii i w latach 50. oraz 60. prześladowali społeczności LGBTQ (ten akronim pojawił się znacznie później), dokonując nalotów na bary gejowskie. Policja była bezpośrednim narzędziem państwa wprowadzającym w życie homofobiczne prawa.

Pod koniec lat 60., tuż przed zamieszkami Stonewall, każdy, kto żył jako jawny homoseksualista, ściągał na siebie niebezpieczeństwo. Właśnie w tym okresie rozkwitły bary gejowskie, zapewniając bezpieczne, dyskretne azyle. W Nowym Jorku względny sukces barów gejowskich stał się możliwy również dzięki ich związkom z mafią, która kontrolowała manhattański West Side i Greenwich Village, gdzie działała większość takich barów. Mafia płaciła policji, by przymykała na nie oko. Dotyczyło to między innymi Stonewall Inn, modnego centrum queerowej nocnej rozrywki. W zamian mafia czerpała duże zyski, narzucając klientom wysokie ceny za usługi, do których gdzie indziej nie mieli dostępu.

Ale łapówki jedynie odsunęły w czasie nieunikniony atak na społeczności queerowe. Policjanci często zjawiali się w popularnych barach gejowskich, by wyszukiwać osoby transgenderowe o śniadym lub czarnym kolorze skóry. Po godzinach policja przeprowadzała naloty i zatrzymywała bywalców ubranych w stroje uznane za „niezgodne z płcią biologiczną”.

Marsha P. Johnson (z lewej) i Sylvia Rivera (z prawej), współzałożyciele Street Transvestite Action Revolutionaries (STAR) w dniu Gay Pride Parade, Nowy Jork, 24 czerwca 1973 roku. Leonard Fink / LGBT Community Center National History Archive

Nalot policji nowojorskiej na Stonewall Inn przeprowadzony wczesnym rankiem 28 czerwca 1969 roku był dla klientów baru kroplą, która przelała czarę goryczy. Policja zaczęła traktować rosnący tłum z coraz większą agresją, a ofiary aresztowania stawiały opór, budząc oburzenie postronnych świadków i coraz większą wrogość tłumu. Policjanci zabarykadowali się w barze Stonewall Inn, ale uczestnicy zamieszek wybili okna i podpalili budynek, wypierając policjantów z baru. Zamieszki dały początek serii demonstracji i protestów, które trwały aż sześć dni. Później uznano, że zamieszki Stonewall były katalizatorem współczesnego ruchu praw LGBTQ w Stanach Zjednoczonych, a słynny bar ostatecznie uznano za zabytek narodowy.

Wśród głównych przywódców ruchu praw LGBTQ, którzy wyróżnili się w zamieszkach Stonewall były działaczki na rzecz praw osób transgenderowych, takie jak Marsha P. Johnson, której przypisuje się rzucenie pierwszej cegły tej nocy, oraz Sylvia Rivera. Obie uważane są za prekursorki ruchu praw LGBTQ, a w dokumentach policyjnych z tamtych czasów opisywano je jako organizatorki. Johnson była czarnoskórą transgenderową seksworkerką zmagającą się z chroniczną bezdomnością. Nieustannie trafiała do aresztu. Rivera przez lata zmagała się z uzależnieniem od substancji odurzających i też miała problemy ze znalezieniem bezpiecznego domu. Obie przyjaciółki otworzyły STAR House, ośrodek dla bezdomnej młodzieży LGBTQ, nazwany od ich organizacji „Street Transvestite Action Revolutionaries”.

Dziedzictwo Dumy jest nierozerwalnie związane z działalnością transgenderowych kobiet o czarnej i śniadej skórze, takich jak Johnson i Rivera, które były profilowane i prześladowane przez system sprawiedliwości. Dlatego rosnąca obecność organów ścigania na paradach i wydarzeniach z okazji miesiąca Dumy od kilku lat wywołuje spory wewnątrz społeczności.

Choć duże imprezy bez wątpienia muszą być zabezpieczone, ze względu na regularną przemoc policyjną wymierzoną w osoby kolorowe wielu działaczy zażądało od organizatorów imprez towarzyszących miesiącowi Dumy zmiany polityki dotyczącej obecności policji. Nawet dziś badania National Coalition for Anti-Violence Programs wskazują, że osoby transgenderowe 3,7 razy częściej doświadczają przemocy ze strony policji niż osoby cisgenderowe. Dlatego też organizuje się coraz więcej osobnych wydarzeń związanych z miesiącem Dumy, jak choćby Dyke March, skupiających się na doświadczeniach osób LGBTQ o czarnej i śniadej skórze.

Żydowska działaczka transgenderowa i organizatorka chicagowskiego Jewish Voice for Peace, Stephanie Skora, twierdzi, że coraz więcej ludzi zniechęca się do głównych imprez towarzyszących miesiącowi Dumy, bo „historycznie policja zawsze była skrajnie wroga wobec społeczności queer i transgenderowej, a zwłaszcza wobec jej kolorowych przedstawicieli”. Według Skory nie powinniśmy się dziwić, że najbardziej marginalizowane elementy społeczności LGBTQ odsuwają się od imprez w tradycyjnych dzielnicach gejowskich, takich jak Boystown w Chicago, gdzie policjanci są mile widzianymi uczestnikami parad.

Pride w Waszyngtonie

Skora podkreśla, że: „Zamieszki Stonewall i wcześniejsze zamieszki w Compton’s Cafeteria w San Francisco w 1966 roku, były wymierzonymi w policję aktami sprzeciwu, na czele których stały transgenderowe kobiety. Doszło do nich, bo przeciwstawiły się one policji odmawiającej im prawa do istnienia. Przestrzenie, takie jak Dyke March, bezpośrednio nawiązują do tego dziedzictwa i przypominają, że mamy prawo do istnienia bez strachu o nasze bezpieczeństwo”.

Nawet dziś organizacje queerowe zrzeszające osoby o czarnym i śniadym kolorze skóry wywierają nacisk na mainstreamowe imprezy towarzyszące miesiącowi Dumy i wyrażają niechęć do rosnącej obecności policji na takich imprezach. W zeszłym roku grupa osób kolorowych, queer i transgenderowych w Columbus w stanie Ohio, została zaatakowana przez policję i aresztowana w czasie pokojowego protestu podczas parady. Po upowszechnieniu nagrania przedstawiającego zatrzymanie czworo młodych działaczy pisano o nich w całym kraju. Aresztowanie kolorowych osób LGBTQ podczas parady wskazuje, że obecność organów ścigania nadal jest zagrożeniem dla tej społeczności, nawet jeśli nie wszyscy gotowi są to przyznać.

Współczesny ruch praw LGBTQ narodził się, kiedy ludzie sprzeciwili się traktowaniu ich jak przestępców wyłącznie ze względu na tożsamość. Geje, lesbijki, osoby transgenderowe, niebinarne i drag queen były uznawane za „innych” przez ówczesne społeczeństwo. W dzisiejszej społeczności queer niektórych jej członków nadal fałszywie wiąże się z przestępczością. Policja bierze na cel seksworkerów i seksworkerki, stosuje profilowanie rasowe osób czarnoskórych i osób LGBTQ o nieuregulowanym statusie imigracyjnym. Przemoc państwowa wciąż jest zagrożeniem dla wielu imprez towarzyszących miesiącowi Dumy. Dopóki bezpośredni wykonawcy tej przemocy nie zostaną z nich usunięci, wiele osób nie będzie mogło czuć się na nich bezpiecznie.

(tłumaczenie z People’s Word)