Category Archives: Teoria

Sathaniell Zakalwe: Precz z humanizmem! (broszura)

Avete!

Każdego dnia można przeczytać niepokojące wieści świadczące o tym, że systematycznie pogarszają się warunki życia na Ziemi. Obszary dzikiej przyrody drastycznie się kurczą, w oceanach powiększają się strefy śmierci, gwałtownie topnieją lodowce, jakość powietrza, którym oddychamy stale się pogarsza, żywność wysoko-przetworzona w coraz wyższym stopniu nasycona jest szkodliwą chemią, rośnie zachorowalność na choroby nowotworowe etc.

Wszystkie te negatywne konsekwencje, których doświadczamy, jednoznacznie wskazują na przyczynę tego stanu rzeczy. To porządek społeczny, który błędnie uważany jest za gwarancję bezpieczeństwa. To porządek, który stał się podstawą życia całej ludzkiej społeczności jest de facto zagrożeniem życia na tej planecie.

W związku z tym nie pozostaje „nam” nic innego, jak znaleźć nową drogę życia i oparcie w czymś, czego boją się wyznawcy praworządności…
Czasu jest niewiele…
Niech ta praca stanie się inspiracją dla powstania zupełnie niekonwencjonalnych działań.
Niech to przesłanie stanie się iskrą, która roznieci wewnętrzny ogień. Stańmy się płomieniem Zmiany, która pochłonie styl życia do jakiego nawykliśmy.
Spotkajmy się na ulicach miast, spotkajmy się tam, gdzie zabraniają nam się spotkać „normy społeczne”. Protestujmy przeciwko temu, co niszczy „nasz dom” – przeciwko porządkowi społecznemu.

Nikogo nie prośmy o zgodę, wymuśmy Zmianę wbrew wszelkim zakazom. To nasza jedyna szansa – stanąć przeciw wszystkim tym, którzy dbając o porządek społeczny niszczą fundament życia –  żywą tkankę planety, biosferę, której jesteśmy częścią.
Jeśli będziemy z „nimi” negocjować, to nic nie zmienimy.
Jeśli będziemy prosić „ich” o jakąkolwiek zgodę, to pogodzimy się z „ich” kierowniczą rolą, która pcha nas wszystkich w pustkę.
Jeśli będziemy czekać na „ich” decyzje, to zdecydujemy o klęsce nas wszystkich…

Zrozumcie, że musimy się zmienić, by wykwitnąć – Arkana

frater Sathaniell Zakalwe

[POBIERZ PDF]

Dr Bones: Egoizm vs. azteccy naziści eko-ekstremizmu

Z The Conjure House:

(Pierwotnie był to post na Facebooku, który był masowo zgłaszany przez fanpeje memiczne, takie jak “Everything is Bad” i “Post-Left Rage”, a także przez fanów “anarchistycznego” wydawcy Little Black Cart (który publikuje zarówno teksty ekstremistyczne, jak i egoistyczne), chcieli ten tekst zdjąć z Facebooka i, w zasadzie, doprowadzić aby nikt go nie przeczytał.

Zgodnie z moją naturą dupka, nie tylko opublikowałem ten sam tekst tutaj, ale jeszcze go rozszerzyłem.

Zapraszam do lektury i zapoznania się z eko-ekstremizmem, czasopismem Atassa oraz ich “ideologią”. Gdy zobaczysz, że ktoś udostępnia związane z Attasą memy lub mówi o tym, będziesz wiedział, co naprawdę chce przekazać)

Wielu z was w ciągu ostatnich kilku dni pytało mnie “co to jest ITS”. Dziś chciałbym o tym opowiedzieć, ponieważ myślę, że to ważne, abyście wiedzieli.

ITS oznacza “Individualists Tending Towards the Wild”. Jest to (domniemana) grupa ludzi żyjących w Meksyku, którzy ideologicznie wyszli, a przynajmniej tak twierdzą, z egoistycznej / nihilistycznej tradycji anarchizmu. To uczyniło z nich bohaterów dla tych, którym bliska jest myśl post-leftowa, próbująca otrząsnąć się z niepowodzeń lat 90. XX wieku i znacznie wykraczająca poza zielony anarchizm. ITS publikuje komunikaty, które są dyskutowane i popierane przez dziennik o nazwie Atassa. Atassa udostępnia również kopie swoich komunikatów online. Atassa jest wydawana przez Little Black Cart, największego wydawcę literatury egoistycznej i nihilistycznej.

ITS działa ściśle w ramach tendencji “anty-cywilizacyjnej”. Jedną z bardzo dziwnych rzeczy jest to, że wydają się czcić “dzikość” i gardzić “cywilizacją”. Obydwa są abstrakcyjnymi pojęciami, symbolami, dokładnie tym, o czym Stirner napisał całą potępiającą książkę. Jednak dla ITS są to dwaj walczący o dusze bogowie, pierwotne motywywy całej historii i wszystkich ludzkich przedsięwzięć. Aby walczyć przeciwko “cywilizacji” i zachować dzikość, zaangażowali się w ataki bombowe na naukowców w Meksyku.

Te ataki i towarzyszące im komunikaty stały się podstawą nowej ideologii: eko-ekstremizmu.

Eko-ekstremizm łączy najgorsze aspekty nihilizmu i zielonej anarchii. Bardzo wierzą w ludzką naturę i uważają wszystkich ludzi za nienaturalne stworzenia, które muszą zostać zniszczone, aby powrócić do “dzikości”. Ponownie, jeśli brzmi to jak śmieszna religijna pozycja, to dlatego, że WŁAŚNIE NIĄ JEST, ale ITS i Atassa (jedyny dziennik, który publikuje ich popłuczyny), wierzą, że są nihilistami, którzy w nic nie wierzą.

Z wyjątkiem tego oczywiście, że cała ludzkość jest zła, cała technologia jest zła, a “dzikość” jest święta. Ludzie muszą umrzeć, z powodów nigdy tak naprawdę nie wyjaśnionych, a kto umiera, nie ma znaczenia. Dążenie do powrotu do “dzikości” jest jedynym celem.

To wyniesienie “dzikości” (samo w sobie bardzo dziwne, fetyszystyczna wizja rodzimych kultur) przesłoniło wszelkie inne pragnienia. Tak więc pragnąc powrócić do świętej “dzikości”, na łamach Atassy opublikowano następujący artykuł opowiadający się za “dzikim królestwem” zamiast anarcho-prymitywizmu.

Pozwól, że przytoczę cytat. Pamiętaj, że redaktorzy Atassy uznali ten fragment za “punkt zwrotny w teorii eko-ekstremistycznej” i wyraźny kierunek, na przyszłość. Mowa tu o nastawionej na wojnę i tak hierarchicznej, jak aztecka cywilizacji znanej jako The Calusa:

“To wstyd, że tak szokująco szybko porzucili koczowniczy styl życia, że doszło natychmiastowego zwrotu paradygmatu łowiecko-zbierackiego, który jest szczytem anarcho-prymitywistycznej świętości, ale mamy nadzieję, że kapłani tej ideologii znajdą w swoich sercach przebaczenie ich śmiertelnych grzechów hierarchii i autorytetu. . .

Eko-ekstremiści mogą czerpać inspirację głównie z wojowniczej natury koczowniczych plemion myśliwych-zbieraczy, ale spekulowałbym, że biorąc pod uwagę wybór króla Calusa, posłusznego bogom i naturze, i humanistycznego zielonego anarchistę bawiącego się w inżyniera społecznego, wybiorą pierwszego jako sprzymierzeńca … “

Może wydawać się szokiem, że post-lewicowiec wypowiadałby się radośnie o królewskiej hierarchii, że egoista spoglądałby na niekwestionowane posłuszeństwo bogom i “naturze” jako chwalebnemu celowi, lecz egoistom i innym insurekcjonistom wmawia się (na stronach z memami, takich jak Everything is Pretty Bad i Post Left Rage), że ci ludzie (Atassa) są najbardziej niesamowitym wydarzeniem od czasów samego Stirnera. Eko-ekstremizm, który umieszcza niezdefiniowaną i abstrakcyjną “naturę” ponad Unikat, jest jaskrawym przeciwieństwem Egoizmu.

“Sam Stirner nie nic wspólnego z “wyższymi bytami”. W rzeczywistości, w celu skupienia się wyłącznie na własnych interesach, atakuje on wszystkie “wyższe byty”, traktując je jako formy tego, co nazywa “spookami”, lub idee, na które ludzie poświęcają swe życia i przez które są zdominowani. Pierwszą pośród nich jest abstrakcja “Człowiek”, w której wszystkie wyjątkowe (Unique) jednostki są zanurzone i zagubione.”

W przeciwieństwie do całkowitego odrzucenia przez Stirnera jakiejkolwiek władzy, eko-ekstremiści nie widzą niczego złego w “naturalnej” hierarchii lub instytucjach politycznych. W tekście zatytułowanym “Nasza odpowiedź jest jak trzęsienie ziemi: nadejdzie prędzej czy później“, ITS piszą:

“To prawda, że “władza” istniała w starożytnych grupach etnicznych przed cywilizacją, ale warto zapytać: czy władza sprawowana przez przywódcę plemienia Buszmenów (przykładowo), który pomaga ich karmić, może być szkodliwa? Czy autorytet szamana Taromenane, który leczy i łagodzi choroby w swojej grupie dzikich ludzi, to coś szkodliwego? Czy autorytet wielkich wojowników Teochichimeki, którzy w swoich czasach byli w stanie zemścić się na Hiszpanach, to coś szkodliwego? Jeśli odpowiesz “tak”, jesteś beznadziejny…”

Komunikat ten został udostępniony na Anarchist News, witrynie prowadzonej przez nihilistę, który sam siebie nazywa “Aragorn!“. Prowadzi także Little Black Cart, wydawcę nihilistów / egoistów.

Zapytam jeszcze raz, nawet z pozycji nihilistycznej, dlaczego ktokolwiek powinien szanować “naturalną” hierarchię bardziej niż “prezydencką” lub “wojskową”?

Co ciekawe większość z tych osób żyje tylko w Internecie. Poza stronami z memami i tym małym, niszowym czasopismem eko-ekstremizm nie istnieje w ogóle. To “egoistyczna” (i używam tego określenia żartobliwie) wersja 4chan. Jedynymi ludźmi, którzy wykonują jakieś działania “ekologiczne ekstremistyczne” są ITS, których Atassa i inni eko-ekstremiści chwalą jak bohaterów prowadzących wojnę przeciwko technologii i “cywilizacji”.

Jak wygląda ta wojna? Aby się dowiedzieć spójrzmy na komunikat ITS.

“W skrajnie mizantropicznym sceptycyzmie i eksperymentach, poza jakimkolwiek ludzkim pojęciem, nihilistycznie bierzemy odpowiedzialność za następujące ataki:

– Podpalenie 2 minibusów przewożących starszych ludzi.

Czemu? Dlaczego nie zapytasz o to kolesi od książek, które czytasz, aby ci powiedzieli dlaczego? O kurwa! Oni nie żyją? Powiem ci, dlaczego! Ponieważ nienawidzę starych ludzi! Hahahahahahahahahahahahahahahahahahhahahahahahahahahahahahaha !!!

-Bomba pozostawiona w sposób nierozważny na kampusie uniwersyteckim.

Dlaczego nie myślę o “niewinnych” ludziach, o których inni mogliby… Odpowiadam pytaniem … Czy dająca mi życie cipka pomyślała kiedykolwiek, jak bardzo wszystko zostało spieprzone, aby zostać zapłodniona mikroskopijnym nasieniem, które tworzy naczynia, których nienawidzę? Czy ktoś mnie prosił, abym się urodził? Czy ktoś wiedział, kim się stanę? Czy wiesz, że niektórzy postrzegają świadomość jako przekleństwo? Pierdolcie się, żałosne złamasy, gówno wiecie!

Oczywiście to prawdopodobnie tylko bzdury. Lecz załóżmy, że te ataki, które prawdopodobnie nie miały w ogóle miejsca, rzeczywiście są prawdziwe.

To nie jest “wojna przeciwko cywilizacji”, to tylko garstka dupków “zabijających” ludzi. Atassa i strony z memami, takie jak Everything is Pretty Bad lub Post Left Rage, zwyczajnie jedzą ich gówno.

Atassa i strony z memami, które ją chwalą, są po prostu tylko pochwałą zabijania przypadkowych ludzi pracy. Nie ludzi bogatych, nawet nie naukowców badających technologie, której twierdzą, że nienawidzą. Po prostu przypadkowi ludzie. Eko-ekstremiści twierdzą, że jest to spowodowane ich “mizantropią”, która w jakiś sposób różni się od faszystowskiej nienawiści. W końcu, jak głosi stare hasło: “Nie nienawidzę żadnej rasy, nienawidzę ich wszystkich!”

Continue reading Dr Bones: Egoizm vs. azteccy naziści eko-ekstremizmu

Socjalizm będzie wolnościowy, albo nie będzie go wcale

No i znowu mało insurekcyjny tekst na czarnej. Choć osobiście stoję w opozycji do retoryki pracowniczej, związkowej czy ogólnie anarchosyndykalistycznej, to jednak jest to opozycja wewnątrz samego anarchizmu. Na te kłótnie jeszcze przyjdzie czas. Póki co mamy zbyt często do czynienia z osobami określającymi się jako anarchiści_stki, socjaliści_tki, które wciąż wzdychają do autorytarnych symboli i idei. Państwo i jego “rewolucyjne” rządy są niemalże święte, a wszystko co przeciwko im staje się “propagandą CIA” i “imperializmem amerykańskim”. Z tego powodu, oraz dlatego, że osoba zaangażowana w wolnościowy socjalizm przetłumaczyła ten tekst, możecie go dziś przeczytać na łamach Czarnej Teorii. 

-Konrad

Wstęp do Wolnościowego Socjalizmu.

Broszura opublikowana oryginalnie przez Black Rose Anarchist Federation. Pamflet po angielsku możecie znaleźć tutaj.

Wprowadzenie

Socjalizm jest znowu modnym hasłem. Według najnowszego sondażu 44% milenialsów z USA “woli socjalizm od kapitalizmu”, a nawet główni demokraci zaczynają nazywać siebie socjalistami. Jak to ujął jeden z nagłówków: “Socialism is hot again“. Zawierając wszystko od Berniego Sandersa po stalinowską Rosję, niewiele słów ma tak różnorodne i sprzeczne znaczenia. Podobnie jak większość modnych słów, prawdziwe znaczenie socjalizmu zostało przesłonięte przez jego popularność.

Ale co właściwie oznacza socjalizm i jak wygląda w praktyce?

W swej istocie socjalizm jest ideą, że zasoby i instytucje w społeczeństwie powinny być zarządzane demokratycznie przez społeczeństwo jako całość. Podczas gdy w kapitalizmie władza ekonomiczna i polityczna koncentruje się w rękach bogatych, socjaliści walczą o społeczeństwo, w którym środki produkcji oraz dystrybucji dóbr i usług są ze sobą połączone dzięki demokratycznie zarządzanym miejscom pracy i wspólnotom.

Artykuł ten sprawi, że Wolnościowy Socjalizm będzie najbardziej dokładnym i konsekwentnym wcieleniem rdzennych zasad socjalistycznych. W istocie wolnościowy socjalizm jest polityką wolności i wspólnego samostanowienia, realizowaną poprzez rewolucyjną walkę z kapitalizmem, władzą państwową oraz przeciwko wszelkim formom ucisku społecznego.

Część 1: Wolność od Kapitalizmu

Socjalizm kontra Kapitalizm

Aby przetrwać w warunkach kapitalizmu, osoby pozbawione własności zmuszone są wynajmować się właścicielom nieruchomości i być wyzyskiwanym dla zysku. Ta relacja między “mieć” i “nie mieć” stanowi podstawę społeczeństwa kapitalistycznego – wyzysku klasowego. W takim społeczeństwie władza płynie bezpośrednio z relacji do własności, tzn. z pozycji klasowej. Podczas gdy garstka ludzi posiada i kontroluje społeczne instytucje, ogromna większość ludzi (klasa robotnicza) staje się bezsilna jako jednostki. Jak ujęła rewolucyjna działaczka socjalistyczna i aktywistka walcząca o prawa niepełnosprawnych Helen Keller: “Nieliczni posiadają wiele, ponieważ posiadają środki utrzymania wszystkich”.

Praktycznie nic nie dzieje się w społeczeństwie kapitalistycznym, o ile nie przyniesie to zysku bogaczowi. Z samej swojej natury kapitalizm nie tylko czerpie korzyści z wyzysku klasowego i nierówności, ale także wymaga niekończącego się wzrostu i ekspansji gospodarki, czego skutkiem są wojny, kolonializm i zniszczenie przyrody. Nic nie powstrzyma korporacji w ich patologicznym dążeniu do zysku.

Socjaliści opowiadają się za “walką klasową”, w której ci z nas, bezsilni w kapitalizmie, organizują się, by przesunąć równowagę sił, dopóki instytucje społeczne nie zostaną objęte demokratyczną kontrolą, a klasy jako takie zostaną zniesione. W socjalistycznym społeczeństwie prywatny zysk zostałby wyeliminowany. Zamiast tego celem instytucji politycznych i gospodarczych byłoby zrównoważone zaspokajanie potrzeb i pragnień ludzi poprzez demokratyczne samorządne zarządzanie miejscami pracy i społecznościami. Jak głosi socjalistyczna maksyma: “Od każdego według ich zdolności, każdemu według potrzeb”.

Eliminując potrzebę posiadającej klasy zatrudniającej i nie posiadającej własności klasy zatrudnianej, miejsca pracy zamiast tego będą zarządzane wspólnie przez samych pracowników, zastępując tym samym prywatne firmy. Polityka publiczna byłaby planowana przez demokratyczne rady pracownicze, sfederalizowane z sąsiedztwem z zewnątrz, zastępujące scentralizowane państwo. W tym oryginalnym duchu definiujemy socjalizm jako ruch rewolucyjny dążący do społeczeństwa bezklasowego.

Socjalizm a socjaldemokracja

Wizja ta stanowi wyraźny kontrast nie tylko do tak zwanych “socjalistycznych” dyktatur w Rosji czy Chinach, ale także do krajów kapitalistycznych, takich jak Szwecja czy Norwegia, często określanych jako “socjalistyczne”. Te społeczeństwa (zwane także “socjaldemokratycznymi”) posiadają taką samą dynamikę siły, jak każde inne państwo kapitalistyczne. Podczas gdy socjalizm domaga się wspólnej własności i demokracji bezpośredniej, “socjaldemokracje” utrzymują skoncentrowaną siłę ekonomiczną w rękach bogatych, z silnym rządem centralnym regulującym programy społeczne, pozostawiając w ten sposób niezmienioną strukturę klasową społeczeństwa. W tym sensie autorzy opisywani przez samych siebie, tacy jak Bernie Sanders, byliby bardziej odpowiednio określani jako “socjaldemokraci” lub “liberałowie”, ponieważ ich ostatecznym celem jest przeprowadzanie postępowych reform, aby uczynić życie w państwie kapitalistycznym bardziej znośnym. Takie reformy mogą poprawić warunki życia i pracy ludzi, ale podatki i tańsza opieka zdrowotna nie stanowią socjalizmu. Socjalizm jest rewolucyjnym wezwaniem do społeczeństwa bezklasowego.

Czy wolnościowy socjalizm nie jest oksymoronem?

W Stanach Zjednoczonych słowo “wolnościowiec” (podobnie zresztą w Polsce – przyp. red.) nabrało znaczenia przeciwnego niż na całym świecie. O dziwo, stało się synonimem poparcia ekstremalnego kapitalistycznego indywidualizmu, własności prywatnej i “praw” korporacji do “uwolnienia się” od publicznego nadzoru. Ale wolność dla potężnych nie jest wcale wolnością. Od początku swego istnienia libertarianizm był synonimem anarchizmu lub antyautorytaryzmu: przekonania, że ​​relacje oparte na dominacji, hierarchii i wyzysku powinny zostać zniesione na rzecz wolności i samostanowienia. Dla anarchistów jednostka może być wolna tylko we wspólnocie równych sobie. Jak powiedział XIX-wieczny rosyjski anarchista Michaił Bakunin: “Wolność polityczna bez równości ekonomicznej jest pozorem, oszustwem, kłamstwem”. Nie powinno więc dziwić, że libertarianie zawsze byli socjalistami, ponieważ kapitalizm opiera się na dominacji klasowej. Choć możliwe zamieszanie jest zrozumiałe, wolnościowy socjalizm jest bardziej redukcją niż sprzecznością w kategoriach. Wolność i socjalizm są nieodłącznymi wartościami. Bez jednego, drugie traci sens. Wolnościowy Socjalizm oznacza po prostu “wolny socjalizm”. Jak ujął to anarchistyczny myśliciel Rudolf Rocker: “Socjalizm będzie wolnościowy, albo nie będzie w cale”.

Część 2: Wolność od władzy państwowej

Wolnościowy socjalizm a państwowy socjalizm

Historycznie istniały dwie ogólne tendencje w ruchach na rzecz socjalizmu, które możemy z grubsza opisać jako “z góry” i “z dołu”. Obie strony są oddane zniesieniu kapitalizmu, ale różnią się zasadniczo w swojej wizji przyszłego społeczeństwa i jego osiągnięcia. Kluczową różnicą między tymi tendencjami jest ich podejście do władzy państwowej. Podczas gdy państwowi socjaliści postrzegają państwo jako środek socjalizmu, wolnościowcy postrzegają go jako barierę.

Socjalizm od dołu:

Socjaliści wolnościowi od dawna twierdzili, że państwa (lub rządy) nie są neutralnymi instytucjami, lecz instrumentami rządów klasowych, utworzonymi w celu ochrony mniejszości rządzącej poprzez monopol na przemoc. Bez policji, więzień, zmilitaryzowanych granic i scentralizowanej kontroli politycznej państwo nie jest już państwem. Taka koncentracja władzy jest przeciwieństwem demokratycznego samo-zarządzania, a więc i socjalizmu.

Aby osiągnąć „wolny socjalizm”, ci z nas pozbawieni siły w ramach kapitalizmu muszą wzmocnić się poprzez organizowanie miejsca, w którym żyjemy, pracujemy i chodzimy do szkoły, tworząc ludowe organizacje (tj. związki zawodowe i szeregowe dla pracowników i najemców, zgromadzeń ludowych, masowych organizacji społecznych ) i budować kolektywną siłę nie tylko po to, by przeciwstawiać się narzuconym nam problemom, ale także by przejąć otaczające nas instytucje pod demokratyczną kontrole. W końcu pracownicy mogą przejąć swoje stanowiska od szefów, lokatorzy mogą przejąć mieszkanie od właścicieli, a społeczności tubylcze mogą ogłosić suwerenności nad skolonizowanym terytorium. Jeśli ruchy są dostatecznie zorganizowane i zjednoczone ze sobą, izolowane działania mogą przekształcić się w rewolucję społeczną, kładąc podwaliny pod nowe społeczeństwo, w którym rządy i korporacje zostały zastąpione przez skoordynowane kolektywy oparte na samorządności.

Takie struktury powinny opierać się na zasadzie demokracji bezpośredniej, w której ludzie bezpośrednio uczestniczą w decyzjach, które mają wpływ na ich życie. Zamiast po prostu wybierać własnych władców (a.k.a. “demokracja przedstawicielska”), demokracja bezpośrednia daje ludziom prawo do kolektywnego rządzenia sobą.

Świat jest złożony, a szczegóły zawsze zależą od okoliczności, ale nasze zasady przewodnie są bezkompromisowe: skoncentrowana władza we wszystkich jej postaciach musi zostać przezwyciężona na rzecz wolności, równości i demokracji bezpośredniej.

Socjalizm z góry:

Socjaliści państwowi przyjmują odmienny pogląd. Zamiast widzieć rewolucję jako falę transformacji od dołu, należy ją zamiast tego realizować z góry. Z tego punktu widzenia socjalizm jest rozumiany jako nauka, wymagająca profesjonalnej administracji. Rdzeń zawodowych rewolucjonistów (“awangarda”) musi zatem przejąć kontrolę nad państwem kapitalistycznym w imieniu “mas” (poprzez środki wyborcze lub wojskowe) i administrować socjalizmem poprzez istniejące mechanizmy władzy. Zamiast przekształcać gospodarkę pod kontrole samorządów społecznych i pracowniczych, ziemia i przemysł są znacjonalizowane i poddane bezpośredniej kontroli państwa.

Rewolucja a zmiana reżimu

Nie ma skrótu do socjalizmu. Zastąpienie kapitalistycznej klasy rządzącej samozwańczą “socjalistyczną” klasą rządzącą nie jest rewolucją społeczną, lecz zamachem; zmianą reżimu. Socjalizm państwowy jest zatem sprzecznością w terminach, dokładniej określaną jako “kapitalizm państwowy”, ponieważ ludność powszechna jest nadal zmuszana do wynajmowania siebie szefowi (w tym przypadku wszechmocnemu państwu “socjalistycznemu”).

Jeśli rdzeniem socjalizmu jest kolektywne zarządzanie samym sobą, to socjalizm w postaci wymierzonej lufy nie może w ogóle być socjalizmem. Nawet sam Karol Marks powiedział: “Wyzwolenie klasy robotniczej musi być dziełem samych robotników”. Społeczeństwo, w którym władza płynie z dołu do góry, może być budowane tylko od dołu w górę. Dlatego każda próba narzucenia socjalizmu z góry będzie logicznie nieskuteczna w jego deklarowanym celu. W historii, gdy tylko mała grupa ludzi przyjmuje władzę państwową w imię socjalizmu, zamiast tworzyć społeczeństwo bezklasowe, państwo staje się coraz bardziej scentralizowane, co często powoduje, że społeczeństwo jest bardziej opresyjne niż to, które wcześniej zostało obalone.

Rosyjski przykład

“Awangardowa” ideologia państwowego socjalizmu została po raz pierwszy opracowana przez Władimira Lenina w czasie rewolucji rosyjskiej, a następnie wdrożona, gdy on i partia bolszewicka przejęli kontrolę nad państwem w 1917 roku. Podczas gdy prawdziwa rewolucja socjalistyczna rzeczywiście ogarnęła kraj, szybko została obalona przez nowe „socjalistyczne” państwo. Nowo utworzone demokratyczne rady robotnicze (soviety) i komuny – fundamenty rewolucji socjalistycznej – zostały zdemontowane przez bolszewików i poddane bezpośredniej kontroli państwa. Podczas gdy rosyjscy robotnicy domagali się “Wszelkiej władzy w ręce rad!”, Lenin upierał się, że “rewolucja wymaga … aby masy bez wątpienia były posłuszne woli przywódców”. Niezliczeni socjaliści zostali uwięzieni lub zabici w imię socjalizmu na długo przedtem, zanim Stalin w ogóle doszedł do władzy.

Awangarda w jej różnych formach (leninizm, trockizm, maoizm, itp.) Została uznana za model ideologiczny w XX wieku przez wielu, którym udało się przejąć władzę państwową. Niestety, ze względu na sukces modelu przy tworzeniu reżimów nazywających siebie “socjalistycznymi” (Rosja, Chiny, Kuba), ideologia awangardy stała się synonimem samego rewolucyjnego socjalizmu.

Continue reading Socjalizm będzie wolnościowy, albo nie będzie go wcale

Uwagi redakcyjne w kwestii składu klasowego i technologii

Najprościej rzecz ujmując: praca to sposób interakcji z otoczeniem. Celem tej interakcji jest zdobycie środków niezbędnych do przeżycia. Przez większą część dziejów ludzkości zdobywaliśmy je bezpośrednio. Pierwsze narzędzia poszerzały możliwości zapewnienia środków utrzymania. Pierwsze prymitywne narzędzia miały natychmiastowe zastosowanie: włócznie zabijały, a ubrania zapewniały ciepło. Ale wraz z rozwojem ludzkich społeczności rozwijały się też narzędzia. Dziś wiele dostępnych narzędzi nie ma bezpośredniego związku z zaspokajaniem naszych potrzeb. We współczesnych społeczeństwach kapitalistycznych linie kodu programowego zapewniają pożywienie i dach nad głową dopiero wskutek skomplikowanego procesu podziału pracy.

Rozwój technologii często uważa się za proces linearny: jedne wynalazki prowadzą do kolejnych. W rzeczywistości technologia rzadko rozwija się w ten sposób. W procesie badawczym często mamy do czynienia z koniecznością wyboru jednej z wielu dróg rozwoju, ślepymi uliczkami i straconymi możliwościami. Technologie nie są neutralne. Są projektowane, tworzone i używane przez ludzi funkcjonujących w określonych stosunkach społecznych. Na przykład Noble wykazał, że automatyzację w fabrykach można osiągnąć albo za pomocą systemu sterowania numerycznego albo systemu nagraj-odtwórz (record-playback). Wygrało sterowanie numeryczne nie względu na wyższość technologiczną, ale ze względu na większą przydatność dla kapitału.

W kapitalizmie technologia nie jest wyłącznie technologią. Używana jest przez robotników i na robotnikach. Jeśli przyjrzymy się walce o prawa robotnicze, zaczniemy inaczej rozumieć technologię. Na przykład w „Nędzy Filozofii” Marks pisze:

„W Anglii strajki były z reguły powodem do wynajdowania i stosowania jakichś nowych maszyn. Maszyny, rzec można, były bronią, której używali kapitaliści do tłumienia buntów ze strony robotników wykwalifikowanych. „Self-acting-mule” (automatyczny warsztat tkacki), ten największy wynalazek nowoczesnego przemysłu, spędził z pola walki zbuntowanych przędzarzy. Gdyby koalicje i strajki miały tylko ten skutek, że z ich powodu występowano przeciw robotnikom z wynalazkami mechanicznymi, to już przez to samo wywierałyby one wielki wpływ na rozwój przemysłu. /…/ Ze wszystkich narzędzi produkcji największą siłą wytwórczą jest sama klasa rewolucyjna”.

Widzimy jak walka o prawa pracownicze zmusiła kapitał do przełamania procesu pracy za pomocą technologii, a tym samym do zakłócenia samoorganizacji klasy robotniczej. W innym fragmencie dotyczącym technologii Marks twierdził, że „Można by napisać, począwszy od 1830 r., całą historię wynalazków, które weszły w życie tylko dlatego, że były środkiem wojennym kapitału przeciw buntom robotniczym”. Wyzysk nigdy nie był prostym procesem. Obejmuje coraz bardziej złożone metody nadzoru, kontroli, przymusu i motywowania robotników. Dla kapitalistów jednym z głównych zastosowań technologii jest technologiczna represja.

Analizę składu klasowego zaczynamy od technologicznej kompozycji pracy. Jej integralną częścią jest sposób wykorzystania technologii w pracy. Nie ma ona dla nas, pracowników, ekscytującego i wyzwalającego potencjału. Częściej widzimy w niej metodę do zwiększenia wymagań. Przykładem są pracownicy supermarketów widzący w skanerach jedynie narzędzie pomiaru i agresywnego wyznaczania norm, pracownicy call center pracujący pod nadzorem i odnosząca się do technologii poezja pracownika Foxconnu, Xu Lizhi:

我咽下一枚铁做的月亮
Połknąłem księżyc z żelaza
他们把它叫做螺丝
Oni nazywali go żelazem
我咽下这工业的废水, 失业的订单
Połknąłem ścieki przemysłowe, te dokumenty dla bezrobotnych
那些低于机台的青春早早夭亡
Młodzi pochyleni nad maszynami umierają przed czasem
我咽下奔波,咽下流离失所
Połknąłem pośpiech i nędzę
咽下人行天桥,咽下长满水锈的生活
Połknąłem kładki dla pieszych, życie pokryte rdzą
我再咽不下了
Nie mogę połknąć nic więcej

Użycie technologii w celu dekompozycji i restrukturyzacji pracy różni się w zależności od części świata, ale też jest coraz bardziej powiązane. Ostatni wers wiersza wskazuje na bunt – kluczowy element walki klas.

O automatyzacji

Sprzeciw był i jest związany z technologią. Przecina w poprzek to, co Panzieri nazwał „obiektywnymi ideologiami” postępu technologicznego. Są one szczególnie obecne w dyskusji związanej z automatyzacją. Historyczny proces automatyzacji w fabrykach (częściowy lub nie) odpowiadał za sprzeciw i walkę klasy robotniczej.

Automatyzacja wydaje się więc próbą zwiększenia kontroli kapitału nad miejscem pracy. Według Frontiego „historię polityczną kapitału” można czytać jako „historię kolejnych prób podejmowanych przez klasę kapitalistyczną w celu uwolnienia się od klasy robotniczej”. Widać to w rosnącym stosowaniu maszyn zastępujących pracę robotników – Marks nazwał to zjawisko „organicznym składem kapitału”. Widać je również w rosnącej liczbie pojazdów zautomatyzowanych i różnorodności robotów odbierających nam pracę.

Problemem kapitału jest fakt, że „kapitał to nieustanna sprzeczność”. „Z jednej strony próbuje zredukować pracę do minimum. Z drugiej zaś uważa czas pracy za jedyną miarę i źródło bogactwa”. To nie znaczy, że automatyzacja się nie wydarzy, ale raczej będzie ona zróżnicowana i sprzeczna. Zniszczy miejsca pracy w jednych branżach, tworząc je w innych.

Dyskusje dotyczące automatyzacji zmagają się z dwoma problemami. Pierwszym jest poczucie, że automatyzacja to coś nowego. Historycznie mechanizacja jest próbą automatyzacji części procesu pracy. Ma ona znacznie dłuższą historię niż samochody autonomiczne lub automatyczne wózki widłowe. Marks wyjaśnia, że w fabryce:

„Umiejętność cząstkowa indywidualnego robotnika wyjałowionego przez maszynę traci znaczenie, stając się czymś ubocznym i znikomym wobec nauki, wobec potężnych sił przyrody i wobec masowej pracy społecznej, które ucieleśniają się w systemie maszyn i wraz z nim stanowią potęgę „majstra” (master)”.

Continue reading Uwagi redakcyjne w kwestii składu klasowego i technologii

Represje i tworzenie “bazy danych lewicowych ekstremistów” w Europie po antyszczycie G20

Proces trwającej na wysokim szczeblu współpracy między rządami europejskimi po G20 w Hamburgu, doprowadził do utworzenia policyjnego “czarnego bloku”, a także do tego, co wydaje się być europejską cyfrową bazą danych tak zwanych “lewicowych ekstremistów” w oparciu o wątpliwe i toksyczne ramy ideologiczne, na podstawie serii artykułów, komentarzy aktywistów i dokumentów rządowych.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy ogromna liczba działaczy ze Szwajcarii, Danii, Grecji, Hiszpanii, Włoch, Węgier, Belgii, Austrii, Francji i Niemiec została aresztowana przez policję w związku z protestami G20. Naloty we Włoszech, Hiszpanii, Francji i Szwajcarii prowadzone były przez grupę zadaniową “Schwarzer Block” według DW.

Grupa ta, jak donosi DW, “przeczesuje terabajty policyjnych nagrań, nagrań CCTV i prywatnych filmów za pomocą oprogramowania do rozpoznawania twarzy i danych geolokacyjnych”. Zostało również ujawnione, że policja infiltrowała wiele grup protestacyjnych G20 przy użyciu informatorów. Tymczasem policja we Francji (CRS) omawia eksperymenty z “chemicznymi, niewidzialnymi i zdalnymi znacznikami” “antyfaszystów lub innych czarnych bloków znanych ze swej przemocy”.

Grupa zadaniowa jest częścią niemieckiej komisji śledczej wspieranej przez policję z wielu krajów, a także Eurojust, ogólnoeuropejską agencję.

Podczas gdy niedawne aresztowania przyciągnęły uwagę wielu Europejczyków, stworzenie bazy danych osób “ekstremalnie lewicowych” zostało zaproponowane bezpośrednio po szczycie, a także z dużym wyprzedzeniem.

W 2001 r., zaledwie miesiąc przed G8 w Genui, państwa członkowskie zgodziły się ścigać “brutalnych wichrzycieli” i zbierać dane na temat tych “znanych już policji”, a w 2007 r. Wolfgang Shauble zażądał pościgu za “Euro anarchistami”. Ministerstwa policji powiedziały swoim oficerom, że działają “międzynarodowo i konspiracyjnie”, śledząc i infiltrując “Euro-anarchistów” i “lewicowych ekstremistów”, jednocześnie twierdząc, że “scena anarchistyczna” była wysoce umiędzynarodowiona, przy współpracy z lewicowcami od Wielkiej Brytanii po Grecję. Przed G20 ogłoszono, że roboty będą instalowane w celu przeszukiwania kanałów, bez wyjaśnienia ich zadania.

Podczas gdy te wcześniejsze deklaracje mogły być postrzegane przez niektórych jako przebłyski tego co ma nadejść (chociaż doświadczenie brytyjskich gliniarzy rzuca w to wątpliwość), apele wykonane po ubiegłorocznym szczycie G20 przerodziły się w działanie w przerażającym tempie.

W ostatnim dniu protestów ówczesny minister sprawiedliwości Heiko Maas przedstawił w BILD, skrajnie prawicowym brukowcu atlantyckim, potrzebę “ogólnoeuropejskiej bazy lewicowych ekstremistów”, aby powstrzymać ich przed przekraczaniem granic. Od tego czasu BILD odgrywał istotną rolę w tym procesie, prosząc czytelników o zidentyfikowanie i ujawnienie protestujących oraz udostępnienie ich zdjęć policji. Ponadto co najmniej dwóch działaczy G20 zostało włączonych do systemu blokowania SIS II Schengen.

W artykule opublikowanym w Wall Street Journal kilka dni po szczycie, ujawniono, że Mass napisał list do innych ministrów sprawiedliwości, mówiąc między innymi, że “wiele zdjęć i nagrań wideo jest obecnie ocenianych w celu identyfikacji sprawców. … musimy powstrzymać tę brutalną turystykę w Europie.”

W nadchodzących tej jesieni wyborach do manifestu w CDU/CSU wpisano wezwanie do “przechowywania i odzyskiwania danych o [Internecie] ruchu”, oraz to, żeby sympatie dla lewicowych “stowarzyszeń” stały się przestępstwem. Zgodnie z nowym bawarskim prawem policyjnym państwa niemieckie otrzymają “inteligentną” technologię wideo i usługi rozpoznawania twarzy.

W niemieckich więzieniach aktywiści ekologiczni są zagrożeni przemocą fizyczną ze strony sił bezpieczeństwa i żądają od nich ujawnienia, w jakich stolicach europejskich byli i kogo, łącznie z anarchistami, poznali w każdym z nich.

Wydaje się, że baza danych została poddana próbie na Węgrzech w okresie wyborów, gdzie władze ustawiły system CCTV z przeinstalowanymi danymi biometrycznymi by wyszukiwać poszukiwanych anarchistów.

Poza oczywistym powodem, dla którego prawa konstytucyjne są martwą literą we wszystkich “zachodnich demokracjach”, warto zastanowić się nad oficjalnym uzasadnieniem państwa dla narzucenia tak drastycznych represji ideologii politycznych (anarchizm, komunizm itp.).

Republika Federalna Niemiec od czasu zjednoczenia przyjęła “teorię ekstremizmu” jako oficjalną ideologię, do tego stopnia, że “ochrona konstytucji” wymaga corocznych sprawozdań o partiach, organizacjach, ruchach społecznych, mediach i pomysłach pod kątem ich “skrajności”.

Kamieniem węgielnym tej teorii jest wiara (bardziej precyzyjnie, założenie utrzymywane z intensywnością wiary), że istnieje demokratyczne, liberalne centrum i że wszystko poza tym jest ekstremalne, niekonstytucyjne i kryminalne. Zasadniczo za najbardziej złowieszcze uważa się komunizm i anarchizm – czyli fundamentalną krytykę kapitalizmu – znajdujące się na tym samym poziomie potępienia historycznego i ideologicznego, co nazizm i inne formy faszyzmu. Podsumowując, za Indymedia: “teoria ekstremizmu ma na celu odizolowanie osób i grup o poglądach lewicowych, aby nie mogli już wpływać na społeczeństwo”. Oznacza to konfiskatę serwerów Indymedia i zamknięcie skłotów.

Stawianie znaku równości między elementami skrajnej lewicy a nazizmem jest perspektywą z niesmacznymi korzeniami historycznymi. Początkowo zaczęci, apologeci Trzeciej Rzeszy, którzy to w ostatnich latach zyskują coraz większą władzę na niemieckich i zachodnich uniwersytetach, głosząc że nazizm był “równą i przeciwną” desperacką reakcją na socjalizm w stylu bolszewickim, i że te dwie ideologie to “totalitarne bliźnięta”. Pogląd ten, wyeksponowany początkowo przez zdyskredytowanego historyka Ernsta Nolte’a, został przejęty przez historyków, takich jak Anne Applebaum i Timothy Snyder, po tym, jak został spreparowany ich “szacowny” wizerunek przez Françoisa Fureta i Bernarda Henri-Levy’ego, obaj ci pisarze służyli jako intelektualne inspiracje dla Emmanuela Macrona.

Podobne argumenty, konfrontujące i równoważące skrajną prawicę i skrajnie lewicę w imię “liberalnej demokracji”, pojawiły się także w latach 50. u zimnowojennych liberałów często finansowanych przez Kongres na Rzecz Wolności Kulturowej sterowany przez CIA . Wykorzystując to, przeciwnicy komunizmu, ale także anarchizmu i “lewicowego radykalizmu”, później stworzyli intelektualne podstawy neokonserwatyzmu.

Wszystko to ma na celu, aby uzasadnienie sytuacji, w której skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec, w przeciwieństwie do lewicowych stron internetowych i grup takich jak Linksunten Indymedia i KPD, może działać i wpływać na SPD i CSU by wprowadzano w życie złowrogi plan tworzenia obozów dla uchodźców. W połączeniu z “bazą danych lewicowych ekstremistów” oznacza to faktycznie, że de facto wszystkie państwa europejskie przyjęły definiowaną przez Niemcy “ekstremistyczną” teorię.

Tymczasem nadzór i śledzenie protestujących i aktywistów będzie się nasilać. Polska będzie dążyć do pozyskiwania danych osobowych wszystkich obrońców środowiska, nawet organizacji pozarządowych, za pośrednictwem nowej ustawy wdrożonej na szczyt COP24. Korporacje opracowują inteligentne ściany, aby wykrywać ruch i malowanie natryskowe, a także wdraża się oprogramowanie przeznaczone do wykrywania, śledzenia i zgłaszania “wichrzycieli”. (…)

(tłumaczenie z Civic Critique)

 

Policja nie ma prawa do Dumy. Dlaczego policja powinna trzymać się z daleka od imprez queerowych.

Czerwiec to miesiąc Dumy, czyli krajowych, a teraz również globalnych obchodów, akceptacji tożsamości queer i swobodnej ekspresji społeczności LGBTQ. Doroczne święto często jest okazją do zabawy dla członków tej wspólnoty, ale też upamiętnia ono zamieszki, które niemal 50 lat temu dały początek ruchowi walki o prawa LGBTQ. Tęczowa flaga i barwne parady to także symbol postępu, jaki dokonał się przez ostatnie kilkadziesiąt lat oraz przypomnienie, że walka o równe prawa trwa również i dziś.

Niewiele osób poza społecznością LGBTQ wie, że te obchody są mocno nacechowane niechęcią do policji i organów władzy. W czerwcu 1969 roku, kiedy doszło do zamieszek Stonewall, obraz homoseksualizmu w oczach opinii publicznej był wciąż negatywny, a związki jednopłciowe powszechnie piętnowano. W wielu stanach homoseksualizm uważano za chorobę psychiczną, a homoseksualistów „leczono” za pomocą nieludzkich terapii konwersyjnych (praktyka ta nadal nie została wyeliminowana). Policjanci często nadużywali ustaw o sodomii i w latach 50. oraz 60. prześladowali społeczności LGBTQ (ten akronim pojawił się znacznie później), dokonując nalotów na bary gejowskie. Policja była bezpośrednim narzędziem państwa wprowadzającym w życie homofobiczne prawa.

Pod koniec lat 60., tuż przed zamieszkami Stonewall, każdy, kto żył jako jawny homoseksualista, ściągał na siebie niebezpieczeństwo. Właśnie w tym okresie rozkwitły bary gejowskie, zapewniając bezpieczne, dyskretne azyle. W Nowym Jorku względny sukces barów gejowskich stał się możliwy również dzięki ich związkom z mafią, która kontrolowała manhattański West Side i Greenwich Village, gdzie działała większość takich barów. Mafia płaciła policji, by przymykała na nie oko. Dotyczyło to między innymi Stonewall Inn, modnego centrum queerowej nocnej rozrywki. W zamian mafia czerpała duże zyski, narzucając klientom wysokie ceny za usługi, do których gdzie indziej nie mieli dostępu.

Ale łapówki jedynie odsunęły w czasie nieunikniony atak na społeczności queerowe. Policjanci często zjawiali się w popularnych barach gejowskich, by wyszukiwać osoby transgenderowe o śniadym lub czarnym kolorze skóry. Po godzinach policja przeprowadzała naloty i zatrzymywała bywalców ubranych w stroje uznane za „niezgodne z płcią biologiczną”.

Marsha P. Johnson (z lewej) i Sylvia Rivera (z prawej), współzałożyciele Street Transvestite Action Revolutionaries (STAR) w dniu Gay Pride Parade, Nowy Jork, 24 czerwca 1973 roku. Leonard Fink / LGBT Community Center National History Archive

Nalot policji nowojorskiej na Stonewall Inn przeprowadzony wczesnym rankiem 28 czerwca 1969 roku był dla klientów baru kroplą, która przelała czarę goryczy. Policja zaczęła traktować rosnący tłum z coraz większą agresją, a ofiary aresztowania stawiały opór, budząc oburzenie postronnych świadków i coraz większą wrogość tłumu. Policjanci zabarykadowali się w barze Stonewall Inn, ale uczestnicy zamieszek wybili okna i podpalili budynek, wypierając policjantów z baru. Zamieszki dały początek serii demonstracji i protestów, które trwały aż sześć dni. Później uznano, że zamieszki Stonewall były katalizatorem współczesnego ruchu praw LGBTQ w Stanach Zjednoczonych, a słynny bar ostatecznie uznano za zabytek narodowy.

Wśród głównych przywódców ruchu praw LGBTQ, którzy wyróżnili się w zamieszkach Stonewall były działaczki na rzecz praw osób transgenderowych, takie jak Marsha P. Johnson, której przypisuje się rzucenie pierwszej cegły tej nocy, oraz Sylvia Rivera. Obie uważane są za prekursorki ruchu praw LGBTQ, a w dokumentach policyjnych z tamtych czasów opisywano je jako organizatorki. Johnson była czarnoskórą transgenderową seksworkerką zmagającą się z chroniczną bezdomnością. Nieustannie trafiała do aresztu. Rivera przez lata zmagała się z uzależnieniem od substancji odurzających i też miała problemy ze znalezieniem bezpiecznego domu. Obie przyjaciółki otworzyły STAR House, ośrodek dla bezdomnej młodzieży LGBTQ, nazwany od ich organizacji „Street Transvestite Action Revolutionaries”.

Dziedzictwo Dumy jest nierozerwalnie związane z działalnością transgenderowych kobiet o czarnej i śniadej skórze, takich jak Johnson i Rivera, które były profilowane i prześladowane przez system sprawiedliwości. Dlatego rosnąca obecność organów ścigania na paradach i wydarzeniach z okazji miesiąca Dumy od kilku lat wywołuje spory wewnątrz społeczności.

Choć duże imprezy bez wątpienia muszą być zabezpieczone, ze względu na regularną przemoc policyjną wymierzoną w osoby kolorowe wielu działaczy zażądało od organizatorów imprez towarzyszących miesiącowi Dumy zmiany polityki dotyczącej obecności policji. Nawet dziś badania National Coalition for Anti-Violence Programs wskazują, że osoby transgenderowe 3,7 razy częściej doświadczają przemocy ze strony policji niż osoby cisgenderowe. Dlatego też organizuje się coraz więcej osobnych wydarzeń związanych z miesiącem Dumy, jak choćby Dyke March, skupiających się na doświadczeniach osób LGBTQ o czarnej i śniadej skórze.

Żydowska działaczka transgenderowa i organizatorka chicagowskiego Jewish Voice for Peace, Stephanie Skora, twierdzi, że coraz więcej ludzi zniechęca się do głównych imprez towarzyszących miesiącowi Dumy, bo „historycznie policja zawsze była skrajnie wroga wobec społeczności queer i transgenderowej, a zwłaszcza wobec jej kolorowych przedstawicieli”. Według Skory nie powinniśmy się dziwić, że najbardziej marginalizowane elementy społeczności LGBTQ odsuwają się od imprez w tradycyjnych dzielnicach gejowskich, takich jak Boystown w Chicago, gdzie policjanci są mile widzianymi uczestnikami parad.

Pride w Waszyngtonie

Skora podkreśla, że: „Zamieszki Stonewall i wcześniejsze zamieszki w Compton’s Cafeteria w San Francisco w 1966 roku, były wymierzonymi w policję aktami sprzeciwu, na czele których stały transgenderowe kobiety. Doszło do nich, bo przeciwstawiły się one policji odmawiającej im prawa do istnienia. Przestrzenie, takie jak Dyke March, bezpośrednio nawiązują do tego dziedzictwa i przypominają, że mamy prawo do istnienia bez strachu o nasze bezpieczeństwo”.

Nawet dziś organizacje queerowe zrzeszające osoby o czarnym i śniadym kolorze skóry wywierają nacisk na mainstreamowe imprezy towarzyszące miesiącowi Dumy i wyrażają niechęć do rosnącej obecności policji na takich imprezach. W zeszłym roku grupa osób kolorowych, queer i transgenderowych w Columbus w stanie Ohio, została zaatakowana przez policję i aresztowana w czasie pokojowego protestu podczas parady. Po upowszechnieniu nagrania przedstawiającego zatrzymanie czworo młodych działaczy pisano o nich w całym kraju. Aresztowanie kolorowych osób LGBTQ podczas parady wskazuje, że obecność organów ścigania nadal jest zagrożeniem dla tej społeczności, nawet jeśli nie wszyscy gotowi są to przyznać.

Współczesny ruch praw LGBTQ narodził się, kiedy ludzie sprzeciwili się traktowaniu ich jak przestępców wyłącznie ze względu na tożsamość. Geje, lesbijki, osoby transgenderowe, niebinarne i drag queen były uznawane za „innych” przez ówczesne społeczeństwo. W dzisiejszej społeczności queer niektórych jej członków nadal fałszywie wiąże się z przestępczością. Policja bierze na cel seksworkerów i seksworkerki, stosuje profilowanie rasowe osób czarnoskórych i osób LGBTQ o nieuregulowanym statusie imigracyjnym. Przemoc państwowa wciąż jest zagrożeniem dla wielu imprez towarzyszących miesiącowi Dumy. Dopóki bezpośredni wykonawcy tej przemocy nie zostaną z nich usunięci, wiele osób nie będzie mogło czuć się na nich bezpiecznie.

(tłumaczenie z People’s Word)

Zdobycie ładnych rzeczy – poradnik konsumencki

Pamiętajcie, że kradzież rzeczy wartych mniej niż 500zł to tylko wykroczenie karane mandatem.

Znalezione na internecie:

JAK GRAĆ ROGALEM

Wiem, że to dla wielu z Was ważne zagadnienie – nie każdego (w tym mnie) stać na to, żeby sobie kupować ładne rzeczy, a jak już ustaliliśmy, na ładne rzeczy zasługuje każdy. Dlatego właśnie spisany został ten tutorial: jak wygrywać ładne rzeczy. Zwykle wygrywam sobie jakieś słodycze i kosmetyki. Nie złapano mnie oczywiście jeszcze nigdy.

1) CEL

Wybierzcie sobie sklep, z którego będziecie chcieli coś wygrać. Nie warto się spieszyć, bo to zwraca uwagę. Idźcie tam kiedyś, popatrzcie jaki jest rozkład sklepu. Namierzamy:
– lustra
– kamery❗️
– ochroniarza, w drogierach często siedzi na widoku
– ślepych punktów

2) ŚLEPE PUNKTY

Widzicie, to nie jest tak, że kamery obejmują 100% sklepu. Zawsze znajdzie się miejsce, do którego nie sięgają – tych miejsc szukamy. Dyskretnie sprawdźcie, czy nie przeoczyliście żadnej kamery, sprawdźcie też, czy to, że bylibyście w tym miejscu dłużej nie jest dziwne, ja np. nigdy nie zatrzymuję się przy półkach z pieluchami. Warto sprawdzać przy kolumnach i miniregałach postawionych na środku korytarzyka lub odstających od tych dużych.

3) ZDJĘCIE Z PÓŁKI

Tu zaczynamy etap, w którym trzeba być spokojnym i dać sobie dużo czasu. Leniwie chodźcie po sklepie, sprawdzajcie produkty, porównujcie, niech ochronie znudzi się Wasz widok. Bądźcie przy tym wręcz lekko znudzeni, zadajcie pomocy sklepowej pytanie lub dwa, jakbyście naprawdę mieli coś sensownego tam kupić.

Co ważne, przy samym zabraniu produktu warto wziąć dwa takie same – tak, żeby wyglądało jakbyście wzięli jeden. Ważne jest też, żeby sprawdzić, czy produkt nie zapiszczy przy wychodzeniu! Te piszczące (zwykle powyżej 30-40 złotych) mają charakterystyczną naklejkę: kropeczka, która wygląda jakby wydawała dźwięk. Pochodźcie z nim chwilę po sklepie, weźcie coś jeszcze, odłóżcie coś jeszcze, idźcie w ślepy punkt i wsuńcie rzecz do torby.

4) WSUWANIE DO TORBY / PLECAKA / PORTFELA

Dobrze mieć przy sobie duży plecak i może jakąś torbę z zakupami. Nigdy nie wkładajcie łupów do kieszeni ani małej torebki, którą łatwo przeszukać – im więcej kieszeni, tym więcej czasu trzeba na Was poświęcić. Idąc do półki z upatrzonymi przedmiotami sprawdźcie, czy nie ma tam żadnych ludzi i – jeśli to możliwe – idźcie, kiedy ochroniarz odejdzie od kamer.

Ja zawsze ukrywam rzeczy na trzy sposoby:
– mam lekko rozpięty plecak zwisający z jednego ramienia i do szpary wsuwam skradziony przedmiot
– wyjmuję telefon, coś “sprawdzam” trzymając telefon dłonią tak, że rzecz jest między dłonią a telefonem, po czym wkładam telefon do torby
– wyjmuję portfel, otwieram go i sprawdzam, ile mam pieniędzy, jednocześnie wsuwając rzecz między jego klapy

To wszystko spokojnie, nadal leniwie, sprawdzając i porównując produkty w “ślepym punkcie”. Nie rozglądajcie się – na to był czas wcześniej, kiedy szliście w swoje miejsce. Nie patrzcie też na torbę ani nie zapinajcie jej. Zachowujcie się tak jakby nie było w niej nic dziwnego.

5) WIELKA UCIECZKA

Nie wychodźcie od razu – pobądźcie jeszcze trochę w swoim ślepym punkcie. Potem poróbcie jeszcze chwilę to, co robiliście przedtem, odłóżcie bliźniaczy produkt, weźcie coś innego, odłóżcie, tak przez jakiś czas. W końcu weźcie jakieś chusteczki za 2-3 złote i je kupcie. Kupowanie rzeczy obniża czujność, mam teraz w domu mnóstwo chusteczek.

Po zakupie możecie spokojnym krokiem, oglądając jeszcze jakieś pierdoły, skierować się do wyjścia. Nie rozglądajcie się, nie odwracajcie, nie panikujcie – jeśli dotąd nie zwróciliście na siebie uwagi, to już tego nie zrobicie.

Oczywiście nie namawiam do szkodzenia pracownikom – grajcie rogalem w hebe, rossmannach czy innych sieciówkach, które mają wyraźnie zaznaczone, że straty nie są pokrywane z kieszeni pracownika. Nie wygrywajcie zbyt dużych rzeczy, dobrze też zacząć z czymś naprawdę tanim i małym, na odwagę i przećwiczenie ręki. Pamiętajcie, że obsługa sklepu to nie jest wielki brat i nie widzi wszystkiego. Jest ich tam tylko kilka na cały duży sklep, do tego nie mogą z góry uważać ludzi za złodziei, bo stracą klientów.

Nie zachowujcie się nerwowo, bądźcie mili i spokojni, nie kolektywizujcie dopóki nie jesteście pewni, że Was nie złapią, a Wasze zachowanie Was nie zdradzi! Ja w takim sklepie, kiedy gram rogalem spędzam około godziny na spokojnie, to znacznie zmniejsza szansę złapania.

Przesyłam miłość,
Jakaś osoba

Nie ma czegoś takiego jak rząd rewolucyjny. Dlaczego nie można użyć państwa do zniesienia klas.

Wiedziała to Emma Goldman. Michaił Bakunin przestrzegał nas przed tym pół wieku przed rewolucją rosyjską. Do tych samych wniosków doszli Ashanti Alston i Kuwasi Balagoon, weterani Partii Czarnych Panter i Czarnej Armii Wyzwolenia. Nie ma czegoś takiego jak rząd rewolucyjny. Nie da się użyć narzędzi państwowych do zniesienia opresji.

Od połowy XIX wieku anarchiści utrzymują, że kluczem do wyzwolenia nie jest przejęcie państwa, ale zniesienie tej instytucji. Mimo to od Paryża po Petersburg, od Barcelony po Pekin, kolejne pokolenia rewolucjonistów musiały przekonać się o tym na własnej skórze. Wymiana polityków niewiele zmienia. Liczą się narzędzia władzy – policja, wojsko, sądy, więziennictwo i biurokracja. Nie ważne, czy z narzędzi tych korzysta król, dyktator, czy Kongres, skutki zawsze są z grubsza takie same.

Właśnie dlatego rewolucja egipska z lat 2011-13 skończyła się podobnie do rewolucji rosyjskiej z lat 1917-21 i rewolucji francuskiej z lat 1848-51. We wszystkich tych przypadkach, jak tylko ludzie porzucali dążenie do bezpośredniej zmiany społecznej i zawierzali przyszłość reprezentantom politycznym, dochodziło do konsolidacji władzy w rękach nowych autokratów. Nieważne, czy nowi tyrani pochodzili z wojska, arystokracji, czy klasy robotniczej, obiecywali przywrócić porządek, czy stać się wyrazicielem dążeń proletariatu, skutki zawsze były z grubsza takie same.

Państwo samo w sobie jest relacją klasową. Nie można znieść społeczeństwa klasowego bez zniesienia asymetrii dzielącej rządzących i rządzonych. Gospodarka to tylko jedna z wielu sfer, w których różne formy władzy narzucane są nam poprzez konstrukty społeczne. Polityka jest właśnie taką formą. Własność prywatna kapitału jest dla gospodarki tym, czym władza państwowa dla polityki.

Bez krytyki państwa, nawet odnoszący sukcesy rewolucjoniści skazani są z kolei na bycie gnębicielami, zajmując miejsce władców, których obalili.

Marks i Lenin złożyli bałamutną obietnicę, że można użyć państwa do zniesienia społeczeństwa klasowego. Potem zaś państwo w jakiś niedopowiedziany sposób miałoby zniknąć samo z siebie. Innymi słowy: robotnicy – czyli partia uważająca się za ich reprezentanta, tak samo jak każda inna partia rządząca – mieliby zachować policję, armię, sądy, więziennictwo, biurokrację oraz wszystkie inne narzędzia władzy, ale narzędzia te magicznie miałyby zacząć działać na rzecz równości, a nie nierówności. Tu warto zadać pytanie: Czym jest państwo? Przede wszystkim jest to koncentracja legitymizacji politycznej w określonych instytucjach w wyraźnym przeciwieństwie do ludzi, którymi państwo zarządza. To oczywista definicja nierówności. Zakłada bowiem istnienie grupy uprzywilejowanych, która poprzez instytucje zarządza wszystkimi innymi. Choć marksiści i leniniści skutecznie zdobywali władzę wskutek rewolucji, to żadna z nich nie zdołała znieść społeczeństwa klasowego. Przeciwnie, za każdym razem państwo nie tylko nie przestawało istnieć, ale też stawało się silniejsze i inwazyjne. Cytując „Okólnik z Sonvilier”: „Jak możemy wierzyć, że z organizacji autorytarnej wyłoni się egalitarne i wolne społeczeństwo?”.

Rewolucjoniści próbowali znieść nierówności klasowe stworzone przez prywatną własność kapitału, oddając państwu pełną władzę nad kapitałem. W ten sposób jednak klasa sprawująca władzę polityczną stała się nową klasą kapitalistyczną. Powstał tak zwany kapitalizm państwowy. Tam, gdzie istnieje reprezentacja polityczna i biurokracja państwowa, tam istnieje społeczeństwo klasowe. Jedynym rzeczywistym rozwiązaniem nierówności gospodarczych i politycznych jest zniesienie mechanizmów, które różnicują społeczeństwo pod względem sprawowania władzy, nie poprzez struktury państwowe, ale przez tworzenie poziomych sieci i kolektywną obronę przed wprowadzeniem przywilejów przez elitę gospodarczą i polityczną. To przeciwieństwo przejmowania władzy.

Władze każdego państwa będą zwalczać tego typu działania. Głównym warunkiem istnienia państwa jest osiągnięcie monopolu na stosowanie przemocy. Walka o ten monopol upodabnia do siebie faszystowskie tyranie, komunistyczne dyktatury i demokracje liberalne. Zwykle wygrywa najbardziej radykalna partia na drodze zmowy z innymi uczestnikami konfliktu. Dlatego bolszewicy zatrudniali carskich urzędników i sięgali po carskie metody zwalczania buntowników. Dlatego regularnie brali stronę drobnomieszczaństwa w sporze z anarchistami, najpierw w Rosji, a potem w Hiszpanii i innych miejscach. Historia obaliła kłamstwo głoszące, że represje bolszewickie były konieczne do zniesienia kapitalizmu. Bolszewicy nie stosowali przemocy, żeby realizować program rewolucyjny, ale żeby go zmiażdżyć.

Dziś prawda ta jest często odrzucona. Flaga Związku Radzieckiego stała się nikłym, wyblakłym ekranem, na który ludzie projektują dowolne idee. Pokolenie, które wychowało się po upadku Związku Radzieckiego, znów żyje mrzonkami, że państwo może rozwiązać wszystkie problemy, jeśli tylko na jego czele staną odpowiedni ludzie. Apologeci Lenina i Stalina stosowali te same wymówki, które dziś słyszymy od orędowników kapitalizmu. Ci pierwsi głoszą, że miliony wykorzystywanych, więzionych i mordowanych ludzi sami zasłużyli na swój los, ci drudzy wskazują zaś korzyści odnoszone przed konsumentów.

Rosyjskie czołgi toczą się ulicami Budapesztu, by stłumić rewoltę z 1956 roku.

W żadnym wypadku powrót do XX-wiecznego socjalizmu państwowego jest niemożliwy. Zgodnie z żartem powtarzanym w dawnym Bloku Wschodnim: „Socjalizm to bolesny stan pośredni między kapitalizmem a kapitalizmem”. Z dzisiejszej perspektywy widzimy, że tymczasowy triumf socjalizmu w XX wieku nie był marksistowskim zwieńczeniem historii, ale etapem upowszechniania się i rozwoju kapitalizmu. „Realny socjalizm” posłużył do industrializacji gospodarek postfeudalnych na potrzeby rynku światowego. Zdyscyplinował wzburzoną klasę robotniczą w tym samym stopniu, co fordyzm na Zachodzie. Zarówno socjalizm państwowy, jak i fordyzm były tymczasowym zawieszeniem broni między pracą a kapitałem, które zerwała neoliberalna globalizacja.

Dziś nieskrępowany wolnorynkowy kapitalizm szykuje się do połknięcia ostatnich wysp socjaldemokratycznej stabilności, takich jak Szwecja i Francja. Partie lewicowe, które wygrały wybory dzięki obietnicom zreformowania kapitalizmu, ostatecznie zostały zmuszone do wdrożenia polityki neoliberalnej, między innymi cięć w polityce społecznej i represji. Ich dojście do władzy odebrało inicjatywę ruchom oddolnym, równocześnie umożliwiając prawicowym reakcjonistom nałożenie maski buntowników i podpięcie się pod niepokoje społeczne. Właśnie to stało się w Brazylii po dojściu do władzy Partii Pracujących, w Grecji po dojściu do władzy Syrizy i w Nikaragui wskutek działań rządu Ortegi.

Innym modelem „rewolucyjnego” rządu jest pozbawiony skrupułów kapitalizm państwowy obecny w Chinach, gdzie elity gromadzą bogactwo kosztem klasy robotniczej równie bezwstydnie, jak w Stanach Zjednoczonych. Przykłady ZSRR i Chin doskonale pokazują, że zarządzanie gospodarką przez państwo nie jest krokiem w stronę egalitaryzmu.

Przyszłość może przynieść neoliberalne zubożenie, enklawy nacjonalistów, gospodarkę zarządzaną przez systemy totalitarne lub anarchistyczną likwidację własności. Najprawdopodobniej zobaczymy elementy wszystkich tych prognoz, ale bez wątpienia coraz trudniej będzie zachować iluzję, że jakikolwiek rząd może rozwiązać problemy kogokolwiek innego poza uprzywilejowaną elitą. Faszyści i inni nacjonaliści pragną skapitalizować to rozczarowanie do promocji własnych wersji wybiórczego socjalizmu. Nie powinniśmy im tego ułatwiać, legitymizując ideę, że państwo może służyć klasie robotniczej, jeśli tylko będzie odpowiednio zarządzane.

Niektórzy uważają, że powinniśmy zawiesić konflikty z orędownikami autorytarnego komunizmu, by skupić się na bardziej bezpośrednich zagrożeniach, takich jak faszyzm. Ale to właśnie rozpowszechniony strach przed lewicowym totalitaryzmem daje punkt zaczepienia faszystowskim werbownikom. W walce o serca i umysły tych, którzy jeszcze nie wybrali strony, odróżnienie naszej oferty od propozycji stalinistów i innych autorytarystów może nam tylko pomóc.

W ramach walki ludowej przeciw kapitalizmowi, przemocy państwowej i faszyzmowi powinniśmy równie poważnie podejść do różnych wersji przyszłości. Jeśli tego nie zrobimy, zostaniemy pokonani, zanim którakolwiek z tych wersji się spełni. Anarchiści, mieńszewicy, socjaliści-rewolucjoniści i inni po 1917 przekonali się na własnej skórze, że brak gotowości na zwycięstwo może być większą katastrofą od braku gotowości na klęskę.

Na szczęście ruchy rewolucyjne nie muszą skończyć, tak jak rewolucja rosyjska. Są też inne możliwości.

Przeciwko kapitalizmowi i państwu.

Zamiast dążyć do władzy państwowej, musimy otwierać przestrzenie autonomiczne, pozbawiać państwo legitymizacji i rozwijać zdolność do bezpośredniego realizowania naszych potrzeb. Zamiast dyktatury i armii możemy tworzyć światowe sieci rizomatyczne do obrony każdego przed każdym, kto chciałby nami rządzić. Zamiast szukać nowych reprezentantów, którzy rozwiązaliby nasze problemy, możemy tworzyć oddolne stowarzyszenia oparte na ochotniczej współpracy i wzajemnej pomocy. W miejsce zarządzanych przez państwo gospodarek możemy tworzyć nowe poziome wspólnoty. To właśnie jest anarchistyczna alternatywa, która mogłaby zakończyć się powodzeniem w Hiszpanii w latach 30., gdyby nie została zmiażdżona przez Franco z jednej strony i Stalina z drugiej. Od Chiapas po Kabylię, od Aten po Rożawę – wszystkie te inspirujące ruchy i powstania z ostatnich trzech dziesięcioleci zawierają elementy modelu anarchistycznego.

Zwolennicy rozwiązań państwowych twierdzą, że są one skuteczniejsze, ale należy zadać pytanie: „Skuteczniejsze w czym?”. Do wolności nie ma drogi na skróty. Nie może zostać nadana odgórnie. Jeśli naszym celem jest prawdziwa równość, musimy organizować się w sposób odzwierciedlający tę wartość, czyli zdecentralizowany i odrzucający jakiekolwiek formy hierarchii. Tworząc miejscowe inicjatywy zdolne do reagowania na najpilniejsze potrzeby poprzez akcje bezpośrednie i solidarność, a także łącząc je w globalną sieć, możemy rozpocząć budowę świata, w którym nikt nie będzie rządził nikim. Wyczekiwana rewolucja nie wydarzy się z dnia na dzień. To długotrwały proces niszczenia wszystkich ośrodków władzy, począwszy od sfery domowej po Biały Dom.

Kryzys naszych czasów jest coraz silniejszy i wkrótce wybuchną kolejne walki rewolucyjne. Anarchizm to jedyna koncepcja rewolucyjnej zmiany, która nie splamiła się morzem przelanej krwi. Do nas należy przystosowanie go do nowego tysiąclecia albo będziemy skazani na powtarzanie przeszłości.

(tłumaczenie z CrimethInc)

David Graeber: Szok zwycięstwa

Największym problemem przed jakim stoją ruchy oparte na akcji bezpośredniej jest to, że nie wiemy jak poradzić sobie ze zwyciężaniem.

Może się to wydawać dziwnym stwierdzeniem, ponieważ wielu z nas nie czuje się ostatnimi czasy specjalnie zwycięsko. Większość dzisiejszych anarchistów patrzy na ruch globalnej sprawiedliwości jako na pewnego rodzaju mignięcie: z pewnością inspirujące, tak długo jak trwało, ale nie ruch, który byłby w stanie stworzyć trwałą podstawę dla organizowania się, czy zmienić stosunki władzy na świecie. Ruch antywojenny był nawet bardziej frustrujący, jako że anarchiści i anarchistyczne taktyki były znacząco zmarginalizowane. Wojna się skończy, oczywiście, ale tylko dlatego, że wojny zawsze się kończą. Nikt nie czuje, że się do tego znacząco przyczynił.

Sugeruję alternatywną interpretację. Pozwólcie mi przedstawić tutaj trzy, wstępne propozycje:

1. Jakkolwiek dziwne może się to wydawać, klasy rządzące żyją w strachu przed nami. Wydają się nadal być przerażone możliwością, że, jeżeli przeciętni Amerykanie na serio zorientują się co one właściwie robią, to mogą bez wyjątku skończyć wisząc na drzewach. Wiem, że wydaje się to być nieprawdopodobne, ale ciężko znaleźć jakiekolwiek inne wytłumaczenie dla sposobu w jaki wpadają w panikę, gdy zobaczą jakąkolwiek oznakę masowej mobilizacji, a w szczególności masowej akcji bezpośredniej, i przeważnie starają się odwrócić od niej uwagę przez rozpoczęcie jakiejś wojny.

2. W pewien sposób ta panika jest uzasadniona. Masowa akcja bezpośrednia — szczególnie jeśli zorganizowana na zasadach demokratycznych — jest niezwykle efektywna. Przez ostatnich 30 lat w Ameryce miały miejsce tylko dwa przypadki masowej akcji tego rodzaju: ruch antynuklearny w późnych latach 70. i tak zwany ruch „antyglobalizacyjny” z lat mniej więcej 1991-2001. W każdym przypadku główne polityczne cele ruchu zostały osiągnięte znacznie szybciej niż prawie ktokolwiek zaangażowany mógłby się spodziewać.

3. Prawdziwym problemem przed jakim stoją tego typu ruchy jest to, że zawsze zaskakuje ich szybkość swojego początkowego sukcesu. Nigdy nie jesteśmy przygotowani na zwycięstwo. Wywołuje ono zamęt wśród nas. Zaczynamy ze sobą walczyć. Powstawanie represji i odwołania do nacjonalizmu, które w nieunikniony sposób towarzyszą jakiejś nowej rundzie wojennej mobilizacji, przysługują się wtedy autorytarystom z każdej strony politycznego spektrum. W rezultacie, gdy pełna skala naszego początkowego zwycięstwa staje się jasna, jesteśmy przeważnie zbyt zajęci kontemplowaniem porażki, żeby to w ogóle zauważyć.

Pozwólcie mi przyjrzeć się dwóm najbardziej jaskrawym przypadkom, jeden po drugim.

I. Ruch antynuklearny.

Ruch antynuklearny z późnych lat 70. był pierwszym pojawieniem się w Ameryce Północnej tego, co obecnie uważamy za standardowe anarchistyczne taktyki i formy organizacji: masowe akcje, niezależne od rządu grupy łączone przez wspólny, polityczny cel, rady z wyznaczonymi przedstawicielami, dochodzenie do konsensusu, solidarność z uwięzionymi, podstawowe zasady zdecentralizowanej demokracji bezpośredniej. Wszystko to było trochę prymitywne w porównaniu do obecnych czasów i istniały znaczące różnice — w szczególności znacznie surowsze, podobne do Ghandiego, podejście do braku przemocy — ale wszystkie elementy już tam były i po raz pierwszy szły w jednym pakiecie. Przez dwa lata ruch rósł z niesamowitą prędkością i wszystkie znaki wskazywały na to, że ma się stać fenomenem na skalę kraju. Wtedy, niemalże tak samo szybko, znikł.

Wszystko zaczęło się kiedy, w 1974 roku, kilku pacyfistów-weteranów, którzy zostali organicznymi rolnikami w Nowej Anglii, z powodzeniem zablokowało konstrukcję proponowanej elektrowni atomowej w Montague, Massachusetts. W 1976 roku wspólnie z innymi aktywistami z Nowej Anglii, zainspirowani sukcesem trwającej rok okupacji elektrowni w Niemczech, stworzyli sojusz Clamshell. Bezpośrednim celem Clamshell było zatrzymanie budowy planowanej elektrowni atomowej w Seabrook w New Hampshire. Choć sojuszowi nigdy nie udało się sprawić, by okupacja przyniosła coś innego niż serię dramatycznych, masowych aresztów połączonych z solidarnością z uwięzionymi, ich działaniom — w szczytowym momencie angażującym dziesiątki tysięcy ludzi organizujących się na zasadach demokracji bezpośredniej — udało się zakwestionować samą ideę energii atomowej w stopniu w jakim nigdy wcześniej się to nie stało. Podobne koalicje zaczęły pojawiać się w całym kraju: sojusz Palmetto w Południowej Karolinie, Oystershell w Maryland, Sunflower w Kansas i, najsłynniejszy ze wszystkich, sojusz Abalone w Kalifornii, początkowo stworzony w reakcji na kompletnie szalony plan zbudowania elektrowni atomowej w Diablo Canyon, prawie bezpośrednio na dużej linii uskokowej.

Pierwsze trzy akcje masowe przeprowadzone przez Clamshell, w latach 1976-1977, były olbrzymimi sukcesami. Ale wkrótce w sojuszu nastąpił kryzys odnośnie spraw demokratycznego procesu decyzyjnego. W maju 1978 roku nowo utworzony Komitet Koordynujący złamał zasady procesu akceptując złożoną w ostatniej chwili rządową ofertę trzech dni legalnego zgromadzenia w Seabrook zamiast, jak planowano, czwartej okupacji (wymówką była niechęć do wyobcowania lokalnej społeczności). Rozpoczęły się zażarte dyskusje odnośnie konsensusu i relacji w ramach społeczności, które potem objęły zakaz przemocy (początkowo nawet rozcinanie płotów, czy środki obronne takie jak maski gazowe, były zabronione), dyskryminację płciową i tak dalej. W 1979 roku sojusz rozpadł się na dwie, rywalizujące ze sobą i coraz bardziej nieefektywne frakcje i po wielu opóźnieniach elektrownia w Seabrook (a przynajmniej jej połowa) zaczęła funkcjonować. Sojusz Abalone istniał dłużej, aż do 1985 roku, po części z powodu swojego twardego rdzenia anarchafeministek, ale koniec końców, Diablo Canyon również otrzymał zielone światło i również zaczął działać w grudniu 1988 roku.

Continue reading David Graeber: Szok zwycięstwa

David Graeber: Zmierzch Awangardy

Rewolucyjni myśliciele już przez większości stulecia utrzymują, że czasy przewodniej roli awangardy się skończyły. Poza garścią malutkich, sekciarskich grup, prawie niemożliwe jest znalezienie radykalnych intelektualistów na poważnie wierzących w to, że ich rolą powinno być stworzenie poprawnej, historycznej analizy sytuacji światowej, żeby potem poprowadzić za sobą masy w jedynym, prawdziwym rewolucyjnym kierunku. Jednakże (podobnie jak dzieje się to z ideą postępu, z którą oczywiście jest to blisko związane) dużo łatwiej jest odrzucić zasadę niż wstrząsnąć powiązanymi z nią nawykami myślowymi. Awangardowe, czy nawet sekciarskie podejścia, wrosły tak głęboko w akademicki radykalizm, że ciężko nawet powiedzieć co znaczyłoby wyjść poza te schematy.

Głębia tego problemu po raz pierwszy uderzyła mnie, kiedy po raz pierwszy zapoznałem się z procesem decyzyjnym opartym na konsensusie, używanym w półnoacnoamerykańskich ruchach anarchistycznych i inspirowanych przez anarchizm, który z kolei miał wiele podobieństw do tendencji politycznego procesu decyzyjnego obecnego na wiejskich obszarach Madagaskaru, gdzie przeprowadzałem moje antropologiczne badania terenowe. Istnieje ogromna różnorodność rozmaitych stylów i form konsensusu, ale jedna rzecz, która łączy niemalże wszystkie północnoamerykańskie warianty jest to, że są one organizowane w świadomej opozycji względem form organizacji oraz, w szczególności, debaty typowych dla klasycznych, sekciarskich grup marksistowskich. O ile te drugie bez wyjątku są organizowane wokół jakiegoś Nadrzędnego Teoretyka, który dysponuje obszerną analizą sytuacji światowej, a często i całości ludzkiej historii, ale bardzo niewieloma teoretycznymi refleksjami na temat bardziej naglących kwestii organizacji i praktyki, to grupy inspirowane anarchizmem działają w oparciu o założenia, że nikt nie może i prawdopodobnie nie powinien kiedykolwiek nawracać innych na całość swoich poglądów; że struktury decyzyjne są sposobami na radzenie sobie z różnorodnością i tym samym, że powinny koncentrować się na utrzymaniu egalitarności procesu i rozważaniu bezpośredniej działań w teraźniejszości. Jedną z fundamentalnych zasad debaty politycznej, na ten przykład, jest to, że każdy jest zobowiązany do założenia, że pozostali jej członkowie są szczerzy i mają dobre intencje, niezależnie od tego, co uważa się o ich argumentach. Po części to też bierze się z formy debatowania do jakiej zachęca proces decyzyjny oparty o konsensus: o ile głosowanie skłania do redukowania poglądów przeciwnika do wściekłej karykatury, czy czegokolwiek innego co jest wymagane do zwycięstwa nad nim, proces konsensu jest zbudowany na zasadzie kompromisu i kreatywności, gdzie każdy stale dostosowuje swoje propozycje, aż dojdzie się do rozwiązania, które każdy może chociaż tolerować; tak więc motywacją jest to, aby zawsze przedstawiać możliwie najlepszą interpretację argumentów innych.

Wszystko to uderzyło mnie w czuły punkt, bo uświadomiło mi do jakiego stopnia zwyczajne, intelektualistyczna praktyka — na ten przykład wszystko to, czego nauczono mnie robić na University of Chicago — naprawdę mocno przypomina sekciarskie formy debaty. Jedną z rzeczy, która najbardziej przeszkadzała mi w moim kształceniu było dokładnie to w jaki sposób zachęcano nas do czytania argumentów innych teoretyków: jeśli są dwa sposoby na zrozumienie danego zdania, jeden zakładający, że autor miał przynajmniej odrobinę zdrowego rozsądku oraz drugi, zakładający, że był kompletnym idiotą, tendencja była zawsze taka, żeby wybrać ten drugi. Zastanawiałem się czasami jak można to połączyć z ideą, że praktyka intelektualistyczna była, na jakimś podstawowym poziomie, wspólnym przedsięwzięciem w pogoni za prawdą. To samo dotyczy innych intelektualistycznych zwyczajów: na ten przykład, uważnego komponowania list „sposobów na jakie można się mylić” (przeważnie kończących się na -izm, m.in. subiektywizm, empirycyzm, wszystkie bardzo podobne do ich sekciarskich paraleli: reformizmu, lewicowy dewiacjonizm, hegemonizm…) i słuchania odmiennych punktów widzenia tylko tak długo, ile czasu zajmie zaszufladkowanie ich w którąś z odmian mylenia się. Jeśli połączy się to z tendencją do traktowania (często pomniejszych) różnic intelektualnych nie tylko jako oznak przynależenia do jakiegoś wyimaginowanego „izmu”, ale jako dogłębnych defektów moralnych, na tym samym poziomie co rasizm, czy imperializm (i nierzadko będących ich przejawem), to dostanie się niemal idealną reprodukcję stylu intelektualnej debaty, typowego dla najbardziej absurdalnych awangardowych sekt.

Nadal wierzę w to, że rosnąca popularność tych nowych, i według mnie znacznie zdrowszych, form dyskursu między aktywistami będzie mieć swój efekt w świecie akademickim, ale na ten moment ciężko zaprzeczyć temu, że zmiana nadchodzi niezwykle powoli.

Czemu jest tak niewielu anarchistów na uniwersytetach?

Można by się zgodzić, że jest tak dlatego, że sam anarchizm nie robił w ogóle większych zapędów do uniwersytetów. Jako filozofia polityczna, anarchizm w ostatnich latach przechodzi przez istne eksplozje. Anarchistyczne lub inspirowane anarchizmem ruchy wyrastają w każdym miejscu; anarchistyczne zasady — autonomia, dobrowolne zrzeszenia, samoorganizacja, pomoc wzajemna, demokracja bezpośrednia — stały się podstawą dla organizowania się w obrębie ruchu alterglobalistycznego i poza nim. Jak niedawno zauważyła Barbara Epstein, przynajmniej w Europie i w Amerykach, zajął on w znacznej części miejsce, które w ruchach społecznych lat 60. zajmował marksizm: rdzenia rewolucyjnej ideologii, jest on źródłem idei i inspiracji nawet ci, którzy nie postrzegają się za anarchistów, określają się w odniesieniu do niego. Jednakże nie znalazło to prawie żadnego odbicia w dyskursie akademickim. Większość akademików wydaje się mieć jedynie zupełnie mgliste pojęcie o co w ogóle chodzi w anarchizmie; czy też odrzucają go używając najbardziej wulgarnych stereotypów („Anarchistyczna organizacja? Ale czy to nie jest ze sobą sprzeczne?”). W Stanach Zjednoczonych — i nie wydaje mi się, żeby było inaczej w innych miejscach — są tysiące akademickich marksistów tego, czy innego typu, ale ciężko znaleźć kogokolwiek, kto byłby chętny otwarcie nazywać się anarchistą.

Nie uważam, że jest tak wyłącznie dlatego, że świat akademicki jest zacofany, marksizm zawsze był z nim blisko spokrewniony, co nigdy nie stanie się z anarchizmem. Koniec końców został stworzony przez pracę doktorską; w jego duchu zawsze było to coś, co pasowało do uniwersytetów. Anarchizm z drugiej strony nie został nigdy przez nikogo wynaleziony. Faktycznie, historycy przeważnie traktują go tak jak by był, konstruując historię anarchizmu jako generalnie zwierzęcia identycznego w swojej naturze do marksizmu: miał zostać stworzony przez określonych XIX-wiecznych myślicieli, czasami Godwina lub Stirnera, ale z całą pewnością Proudhona, Bakunina i Kropotkina, miał zainspirować organizacje robotnicze, uwikłać się w polityczne zmagania… W rzeczywistości ta analogia jest dosyć naciągana. Po pierwsze, XIX wiek, któremu przeważnie przypisuje się odkrycie anarchizmu, nie postrzegał siebie jakby wynalazł cokolwiek szczególnie odkrywczego. Podstawowe zasady anarchizmu — samoorganizacja, dobrowolne zrzeszenia, pomoc wzajemna — są tak stare jak ludzkość. Podobnie odrzucenie państwa i wszystkich form strukturalnej przemocy, nierówności, czy dominacji (anarchizm dosłownie oznacza „bez władców”), czy nawet założenie, że wszystkie te formy łączą się i wzmacniają w jakiś sposób, ciężko nazwać jakąś świeżutką, XIX-wieczną doktryną. W całej historii można znaleźć ludzi formułujących podobne argumenty, pomimo faktu, że mamy bardzo dużo powodów, żeby uważać, że były to takie poglądy miały najmniejsze prawdopodobieństwo tego, że zostaną spisane. Mówimy tutaj mniej o określonej teorii, a bardziej o pewnym nastawieniu, czy być może wierze: odrzuceniu pewnych form relacji społecznych; pewności, że inne, określone zasady znacznie lepiej nadają się do oparcia na nich godnego, czy ludzkiego społeczeństwa; wierze, że jest to możliwe do zrobienia.

Wystarczy tylko porównać historyczne szkoły marksizmu i anarchizmu, żeby zobaczyć więc z jak fundamentalnie różnymi rzeczami mamy tutaj do czynienia. Szkoły marksistowskie mają swoich autorów. Tak jak marksizm narodził się w głowie Marksa, tak samo mamy leninistów, maoistów, trockistów, gramscistów, althusserystów… Zauważcie jak lista zaczyna się od przywódców państw, a potem przechodzi niemalże idealnie do francuskich profesorów. Pierre Bourdieu spostrzegł kiedyś, że jeśli dziedzina akademicka jest grą w której uczeni walczą ze sobą o dominację, to będzie wiadomo, że wygraliście, kiedy inni naukowcy zaczną zastanawiać się jak utworzyć przymiotnik od waszego nazwiska. Przypuszczalnie, to właśnie po to, żeby zachować możliwość wygrania gry, intelektualiści w odniesieniu do samych siebie upierają się przy używaniu jakiegoś rodzaju teorii historycznej Wielkich Jednostek, którą skreśliliby w każdej dyskusji nad czymkolwiek innym: idee Foucaulta, podobnie jak Trockiego, nigdy nie są traktowane jako produkt pewnego środowiska intelektualnego, jako coś, co powstało z niekończonych się rozmów i dyskusji w kawiarniach, szkolnych klasach, sypialniach, czy u fryzjerów, w czym udział brały tysiące ludzi w obrębie i poza światem akademickim (czy Partią), ale zawsze tak, jakby wyłoniły się z geniuszu pojedynczego człowieka. Nie jest też do końca tak, że marksistowska polityka organizowała się na wzór dyscypliny akademickiej, czy że stała się dla radykalnych intelektualistów, czy w coraz większym stopniu wszystkich intelektualistów, modelem jak traktować siebie nawzajem: raczej obie te rzeczy rozwijały się w pewnym stopniu w tandemie.

Szkoły anarchizmu, w kontraście, wyłaniały się z określonej zasady organizacji, czy formy działania: anarchosyndykaliści, anarchokomuniści, insurekcjoniści, platformiści, spółdzielnicy, indywidualiści i tak dalej (co znamienne, te kilka marksistowskich tendencji, które nie są nazwane po jakiejś osobie, jak autonomizm, czy komunizm rad, są najbliższe anarchizmowi). Anarchistów odróżnia się po tym co robią i jak się organizują, żeby to coś robić. I w rzeczy samej właśnie tym tematom anarchiści poświęcali większość swoich przemyśleń i dyskusji. Nigdy nie byli zbytnio zainteresowani tym rodzajem szerokich, strategicznych lub filozoficznych kwestii, jakie zajmują marksistów, na przykład „Czy chłopstwo jest potencjalnie rewolucyjną klasą?” (anarchiści uważają to za coś o czym to chłopi powinni decydować) czy „Jaka jest natura formy towaru?”. Zamiast tego wolą dyskutować o tym jaki jest naprawdę demokratyczny sposób na przeprowadzenie spotkania, kiedy organizacja przestaje emancypować ludzi i zaczyna dusić ich indywidualną wolność. Czy „przywództwo” jest koniecznie czymś złym? Albo o etyce sprzeciwiania się władzy: czym jest akcja bezpośrednia? Czy powinno się potępić kogoś, kto zabił głowę państwa? Kiedy można wybić szybę?

Można podsumować to w taki sposób:

  • Marksizm skłaniał się do bycia teoretycznym lub analitycznym dyskursem odnośnie rewolucyjnej strategii.
  • Anarchizm skłaniał się do bycia etycznym dyskursem odnośnie rewolucyjnej praktyki.

Continue reading David Graeber: Zmierzch Awangardy