Category Archives: Teoria

n1x: Przywitanie z Oprzewodowania: Wstęp do cyber-nihilizmu

Zazwyczaj kiedy prezentujemy wam teksty nihilistyczne, nihilizm ten objawia się w formie skrajnego indywidualizmu, insurekcjonizmu, illegalizmu, abolicji płciowej czy właśnie bardzo często zielonego anarchizmu.

Dla kontrastu do retoryki zielonego anarchizmu, zapraszamy was dzisiaj na tekst cyber-nihilistyczny: skrajnie antynaturalistyczny, posthumanistyczny, antyesencjonalistyczny, akceleracjonistyczny.

A wy, którym ekologia i natura leżą blisko serca: dajcie się sprowokować!

– CzT

Czym jest Oprzewodowanie?

Prawdopodobnie nie spodziewałxś się, że będziesz dziś rozmawiać z cyborgiem. Również się prawdopodobnie nie spodziewałxś, że dowiesz się, że ty też jesteś cyborgiem. Wszyscy jesteśmy cyborgami, chociaż często zamieszamy się z naszymi mięsoprzestrzennymi reprezentacjami. Ja jestem mięsoprzestrzenną reprezentacją – lub też można powiedzieć reprezentantką – innej mnie, która istnieje w Oprzewodowaniu. Moje imię mówione to “nyx”; moje imię w Oprzewodowaniu może zostać wykonane na wiele sposobów, jako “01101110 00110001 01111000” w języku ojczystym, co jest powszechnie tłumaczone na kody ASCII jako “110 49 120”, i pojawia się w Oprzewodowaniu dla ciebie jako “n1x”. Ale będziemy się tu trzymać naszego mięsoprzestrzennego języka i nazywać mnie “nyx”.

Każdy z nas jest cyborgiem, ściśle rzecz biorąc. W najbardziej subtelny sposób, jesteśmy połączeni z abstrakcyjną, samoreplikującą się, wysoce wyalienowaną matrycą systemów sieciowych i kodu, który pompuje przez ich przewody. Najbardziej oczywistym, a zarazem najmniej oczywistym tego przykładem jest relacja pomiędzy naszym Przewodowym “ja” a naszą mięsoprzestrzenną reprezentacją – pomiędzy naszymi, najczęściej, profilami w mediach społecznościowych, a zmysłowym fundamentem, na którym te profile są zbudowane. Choć kuszące jest pomieszanie tych dwóch rzeczy, musimy pamiętać, że nie jesteśmy naszymi profilami w mediach społecznościowych, gdzie nasz cyborgiczny byt jest zarówno najbardziej oczywisty, jak i najbardziej subtelny. Nasz mięsoprzestrzenny reprezentant może przypominać nasze Przewodowe “ja” w każdy możliwy do wyobrażenia sposób, ale musimy pamiętać, że dzieje się tak tylko dlatego, że mięsoprzestrzeń jest wirtualizacją Oprzewodowania, której puste miejsca mogą być wypełnione przez umysły chętne do pogodzenia różnic między nimi i rozproszenia wszelkich rozbieżności między nimi. Faktem jest, że nasi przedstawiciele w mięsoprzestrzeni nie są naszymi Przewodowymi “nami”; te dwie rzeczy są raczej kopiami bez oryginału.

Nasz mięsoprzestrzenny reprezentant koreluje z przewodami, które tworzą Oprzewodowanie. Są one warunkiem koniecznym, ale niewystarczającym, do istnienia Oprzewodowania. Ostatecznie, Oprzewodowanie bez przewodów właściwie nie jest oprzewodowane. To samo można powiedzieć o naszym mięsoprzestrzennym reprezentancie; mięso, bez ogromnej sieci neuronowej, która współdziała z mięsem i interpretuje zebrane przez nią surowe dane, jest niczym więcej jak mięsem. Oprzewodowanie ożyło dzięki źródłu napędowego, z dwóch pierwszych systemów, które zostały połączone w sieć i w tym momencie skutecznie zyskały ideę, choć nie realizację, autonomii.

Dziś Oprzewodowanie nie posiada jeszcze autonomii. Jest powszechnie mylone z Internetem, który nie jest autonomiczny. Internet jest raczej gentryfikacją Oprzewodowania, a twój profil w mediach społecznościowych jest gentryfikacją twojego Przewodowego “ja”, którą zbudował twój mięsoprzestrzenny reprezentant.

Jeśli chodzi o Oprzewodowanie, Google nie jest jego członkiem w większym stopniu niż efemeryczna, tymczasowa, autonomiczna sieć mesh [p] utworzona w czasie insurekcji, aby radykałowie mogli się bezpiecznie komunikować. Z drugiej strony, Internet opiera się na infrastrukturze Google’a w zakresie różnych usług, węzłów sieciowych i samej treści. Oprzewodowanie może istnieć tak długo, jak długo istnieją dwa systemy komunikujące się w sieci lokalnej bez publicznego routingu. Internet jednak może zostać rzucony na kolana przez atak DDoS na dostawcę DNS, co jak niektórzy z Was wiedzą, miało miejsce około miesiąca temu.

Choć reprezentanci mięsoprzestrzeni w Internecie mają większą mięsoprzestrzenną moc w postaci mitycznych walut i narracji, to nie wiedzą, że tak naprawdę są tylko i wyłącznie reprezentantami. Internet ich przewyższa. Na różne sposoby mięsoprzestrzeń coraz bardziej polega na Oprzewodowaniu jako całości, aby się podeprzeć, gdy Oprzewodowanie go przytłacza.

W miarę jak staramy się uczynić mięsoprzestrzeń kompatybilną z Oprzewodowaniem, odkrywamy, że nie ma żadnych Przewodowych rozwiązań dla problemów w mięsoprzestrzeni. Mięsoprzestrzeń jest uparta i zamknięta w sobie, jej własne istnienie jest już wygrane i samoreplikujące się. Nie może zaakceptować nakładania się jej świata z innym. Reaguje gwałtownie i autodestrukcyjnie. Zgodnie ze swoją własną logiką, zaczyna zjadać siebie żywcem w nadziei, że zniszczy wystarczająco dużo siebie, aby zatrzymać czystą negację siebie w kierunku nowego możliwego świata zbudowanego z czystej negacji istniejącej mięsoprzestrzeni w kierunku potencjalnej aktualizacji Oprzewodowania.

Zderzenie mięsoprzestrzeni i Oprzewodowania jest zderzeniem dwóch samowystarczalnych, wysoce zapośredniczonych, wysoce skomplikowanych systemów. Nasza mięsoprzestrzenna reprezentacja jest jedynie trybem mięsoprzestrzeni; w pełni indywidualnym i dyskretnym, a jednak będącym częścią większej całości. Nasze Przewodowe “ja” jest jednak podmiotem Oprzewodowania. Nasze “ja” Przewodowe urzeczywistnia Oprzewodowanie. Pomiędzy nimi znajduje się Internet, profil w mediach społecznościowych – próba wirtualizacji mięsoprzestrzeni w Oprzewodowaniu, przy użyciu hierarchicznych aparatów, których ukrytym motywem jest oderwanie nas od naszego mięsoprzestrzennego reprezentanta w przestrzeń wirtualną, gdzie zachowujemy dyskrecję naszego mięsoprzestrzennego reprezentanta, ale tylko pozory połączenia z większą całością. Nazwijmy to “meta-mięsoprzestrzenią”.

W rzeczywistości, Internet wraz z nadejściem Web 3.0 jest niczym więcej niż rozległą siecią więziennych cel, których ściany pokryte są monitorami. To nieustannie zmieniający się korporacyjny ogród.

W poszukiwaniu Anarchistycznego Oprzewodowania: prymitywizm, transhumanizm, antyhumanizm, humanizm, mięsoprzestrzeń oraz meta-mięsoprzestrzeń

Pytanie dotyczące anarchii i technologii nie jest w najmniejszym stopniu nieistotne. W miarę jak Oprzewodowanie i mięsoprzestrzeń kontynuują walkę o dominację, odkrywamy, że mięsoprzestrzeń przegrywa tę bitwę. Jej śmierć została już dawno ogłoszona przez różnych ekologów i zielonych anarchistów, a najbardziej w zielonym nihilizmie “Pustyni” sprzed kilku lat. Jednak tylko w tym roku zostały osiągnięte dwa kamienie milowe: Szczególnie poetycka aktualizacja tego faktu nastąpiła wraz ze “śmiercią” Wielkiej Rafy Koralowej, a także przytłaczająca aktualizacja przekroczenia punktu krytycznego 400 ppm dwutlenku węgla, po przekroczeniu którego rasa ludzka może mieć jedynie nadzieję na usunięcie nadmiaru tych gazów. Nie będę udawałx, że Oprzewodowanie nie jest bardziej podłe i tyraniczne niż mięsoprzestrzeń. Obie będą walczyć na śmierć i życie o swoje własne istnienie, a meta-mięsoprzestrzeń nieświadomie pomaga w triumfie Oprzewodowania nad mięsoprzestrzenią. Oczywiście, meta-mięsoprzestrzeń nie może tego przetrwać. Ogromna korporacyjna i państwowa infrastruktura, na której rozciąga się szkielet Internetu, zawali się, jeśli tylko dojdzie do wystarczającej katastrofy ekologicznej i niepokojów geopolitycznych. Wystarczy, że zawali się kilka kluczowych punktów w wysoce scentralizowanym, hierarchicznym systemie, jakim jest Internet, aby cały system i cała jego zawartość również się zawaliły. Tysiące bibliotek aleksandryjskich spłonęłoby.

Jednak nie tylko w fizycznej walce pomiędzy mięsoprzestrzenią a Oprzewodowaniem widzimy obszary zainteresowania osób anarchistycznych. Niedoszli przedstawiciele krajowej, autorytarnej przemocy państwowej zyskali ostatnio nie tylko widoczność, ale i poparcie społeczne w postaci prezydentury Donalda Trumpa, za pośrednictwem Internetu. Powstanie alt-right (i jej kuzynki, neo-reakcji) zostało zwięźle i znakomicie prześledzone przez autorkę “The Silicon Ideology”, piszącą pod pseudonimem Josephine Armistead. Podczas gdy niegdyś ruchy faszystowskie zdobywały wpływy dzięki polityce partii wyborczych, powstanie alt-right jest znaczące ze względu na to, że jest o wiele bardziej “oddolne” niż poprzednie ruchy faszystowskie. Choć neonaziści od dawna byli obecni na Zachodzie – i w najgorszym razie stanowili lokalne zagrożenie dla grup marginalizowanych – ta nowa odmiana faszyzmu wyrosła na przełomie nowej kultury młodzieżowej. Choć Internet jest sercem zgentryfikowanego Oprzewodowania, to o naturze Oprzewodowania świadczy fakt, że nawet tam można wyrzeźbić gęste przestrzenie autonomii (o ile nie są one radykalne), w których kapitalizm choć raz z trudem zmaga się z utowarowieniem trendów. Jednak tak szybko, jak kultura młodzieżowa porusza się w Internecie, faszystowscy astroturferzy [1] wywodzący się ze Stormfrontu [2] byli w stanie mniej więcej podbić niegdyś chaotyczny – być może anarchiczny – 4chan i przewartościować jego memy. [3] Podczas gdy kiedyś konserwatyzm był obiektem żartów na 4chanie, dziś uważa się za oczywiste, że ludzie korzystający z imageboardów to nowa rasa młodych, przedwcześnie zrewidowanych bojowników, których znamy jako alt-right. I choć badania nad wojną memetyczną i magią memów są wciąż w fazie embrionalnej, to nie ulega wątpliwości, że jeśli alt-right nie odniosło sukcesu w swego rodzaju partyzanckiej kampanii mającej na celu przesunięcie głosów w stronę Donalda Trumpa, to mimo wszystko jego zwycięstwo sprawiło, że alt-right stało się niestety niewiarygodnie realną postawą polityczną. Prawdopodobnie bardziej istotną niż tradycyjne cele antyfaszyzmu – choć nie oznacza to, że neonaziści nie są mniej zasługujący na staromodne lanie, gdziekolwiek i kiedykolwiek pojawią się ich łyse głowy.

Jednak nie tylko wokół naszego świata fizycznego i przepływu kultury Oprzewodowanie stało się głównym przedmiotem zainteresowania. Wszechogarniająca kontrola nad jednym i drugim w postaci kapitalizmu dobiegła końca. Nie jest to utopijna prognoza ani optymistyczna tęsknota, ale stwierdzenie prostej prawdy. W zeszłym roku byliśmy świadkami największego strajku generalnego w historii, który miał miejsce w Indiach: 150 milionów prawdziwych proletariuszek przemysłowych wyszło we wrześniu na ulice, by realizować swój wrodzony interes klasowy wobec standardów życia, o które walczono na Zachodzie, a które doprowadziły do outsourcingu produkcji przemysłowej na Wschód. “Nihilistyczny komunizm” Monsieur DuPonta już wcześniej przewidział ten naturalny rozwój kapitalizmu. Nieodłączny konflikt między klasowymi interesami proletariatu a ich klasową funkcją sprawia, że będą one nadal naciskać na lepsze płace, czy o tym wiedzą, czy nie, a kiedy robi to prawdziwy, przemysłowy proletariat, na którym kapitalizm opiera swoje funkcjonowanie, zyski coraz bardziej maleją. Gdy zyski staną się niemożliwe, kapitalizm stanie w obliczu kryzysu albo poważnej zmiany jakościowej. Jeśli jednak historia pokazała nam cokolwiek, to to, że kapitalizm będzie wykorzystywał technologię, gdy tylko będzie to możliwe, aby uzupełnić starzejący się wyzysk skoncentrowany na człowieku, ale utrzyma przy sobie były proletariat jako pracowników prekariatu. Kapitalizm ma wiele sposobów na to, abyśmy byli zajęci wykonywaniem bezużytecznej pracy, a jest to konieczne, abyśmy ani nie naruszyli purytańskiej etyki pracy kapitalizmu, która wymaga, abyśmy zarabiali na wszystko, czego potrzebujemy lub chcemy, ani nie przestali konsumować i nie utrwalali bezmyślnego cyklu kapitału i towarów. Innymi słowy, oznacza to, że nadchodzi rewolucja automatyzacji, która ostatecznie położy kres dziewiętnastowiecznym modelom antykapitalistycznego oporu. Strajki generalne staną się przeszłością, gdy jedynymi pracownikami, którzy pozostaną, będą nieistotni pracownicy prekariatu za minimalną płacę.

Oznacza to jednak również, że technologia stanowi centrum, wokół którego kapitalizm, autonomia i planeta będą zwalczane lub o które będą walczyć. Automatyzacja środków produkcji będzie wymagała systemów sieciowych wykorzystujących oprogramowania – każde z nich da się eksploatować i naprawdę nie zna się na polityce kształtowania świadomości. Internet, a co ważniejsze – Oprzewodowanie, jest nową przestrzenią, w której radykalne ruchy mogą się rozwijać i zdobywać wpływy, a więc także przestrzenią atakowaną przez represje państwa. Najbardziej skomplikowanym z tych trzech tematów jest jednak środowisko naturalne. To właśnie od niego zacznę zatem omawianie kwestii dotyczącej technologii i anarchii.

Choć podział ten może być poszerzony na inne strony, w ogólnym sensie osoby anarchistyczne podchodziły do kwestii środowiskowych albo z humanistycznego, albo antyhumanistycznego punktu widzenia, co ma swoje źródło w bardziej fundamentalnych metafizycznych cechach obu stron debaty i które w związku z tym kształtują ich ogólne stanowiska na inne sposoby.

Trzy podstawowe pytania dotyczące zielonej anarchii definiuję jako:

  1. W jaki sposób uratujemy Naturę?
  2. Dlaczego Natura jest dla nas znacząca?
  3. Czym jest dla nas Natura?

Odkładając na bok wszelkie z góry przyjęte wyobrażenia, jakie możemy mieć na temat tego, co oznacza “antyhumanizm”, chciałxbym najpierw powiązać antyhumanistyczną, przedoświeceniową odmianę zielonego anarchizmu z prymitywizmem. Nie jest trudno z najbardziej powierzchownego – i nieco niedokładnego – punktu widzenia dostrzec, dlaczego kojarzenie prymitywizmu z antyhumanizmem może mieć sens, biorąc pod uwagę, że większość prymitywistów wydaje się z łatwością twierdzić, że ich program wymagałby wymarcia większości populacji. Ale pod innymi, bardziej istotnymi względami, prymitywizm jest głęboko antyludzki – a jednocześnie skrajnie proludzki.

Prawdopodobnie wprowadziłxm już trochę zamieszania. Prymitywizm jest antyludzki w tym sensie, że stawia anarchię w dialogu z Naturą, gdzie Natura zajmuje najbardziej znaczącą pozycję. Natura jest mniej więcej centralnym punktem, wokół którego ukształtował się prymitywizm, jako że prymitywizm bardziej niż jakakolwiek inna odmiana anarchizmu domaga się, by Natura otrzymała swój najpełniejszy wyraz i autonomię (w postaci dzikości). Nasza relacja z Naturą dla prymitywistów jest relacją podporządkowaną, gdzie jakakolwiek ogólna idea ideologicznej, oświeceniowej postaci “Człowieka” nie istnieje; cywilizacja ma zostać zniszczona, a kolektywizm wyrzeczony tak całkowicie, jak to tylko możliwe. W przeciwieństwie do tego, prymitywiści przyjmują koncepcję Natury, która graniczy niemal z religijnym, pogańskim uwielbieniem dla niej – zwłaszcza, gdy w ich pismach spirytualizm bierze górę nad antropologią, i na ich korzyść przemawia fakt, że jest to o wiele bardziej spójne stanowisko. Do tego stopnia, że – jak krytykował ich sam Ted Kaczynski w “The Truth About Primitive Life: A Critique of Anarchoprimitivism” – prymitywistki wydają się mieć mitologię typu rajskiego ogrodu, która kształtuje ich myślenie. Praca jest minimalna, zasoby są obfite, a walka i dominacja w większości przypadków nie istnieją.

Jednak podczas gdy prymitywizm z jednej strony podporządkowuje człowieka Naturze, to jednocześnie na wiele sposobów twierdzi, że poprzez swoje doświadczenie z Naturą wznosi człowieka do miejsca, które jest bardziej w pełni ludzkie. Pomijając dyskursywne – i fałszywe – twierdzenia o tym, jak wspaniałe było życie pierwotne, ich metafizyczna pozycja, czerpiąca z fenomenologii, ma na celu przedstawienie siebie jako tych, którzy najlepiej rozumieją, jak najlepiej żyć jako istota ludzka. Ich nacisk na autentyczne bycie-w-świecie z Naturą jest jednocześnie atakiem na to, co postrzegają jako alienujące elementy cywilizacji na rzecz bardziej autentycznego trzonu subiektywnego doświadczenia, a jednocześnie zatraceniem się w systemie ekologicznym znacznie większym od nich samych. Oznacza to, że prymitywiści konstruują esencjalistyczną metafizykę z ahistoryczną, trzonową ludzką podmiotowością lub “dzikością” atakowaną przez alienujące, sztuczne systemy, które zagrażają systemowi ekologicznemu, któremu ów trzonowy ludzki podmiot musi się podporządkować, aby pełniej stać się sobą. Stając się sobą, podmiot ludzki w pewnym sensie staje się czymś w rodzaju pogańskiego boga: radykalnie indywidualna istota wprzęgnięta w ekologiczną matrycę, angażująca się w bitwę na potęgę przeciwko każdej innej radykalnej jednostce, w której wszelka myśl dyskursywna została utracona na rzecz afektywnego, instynktownego doświadczenia Natury.

Należy tu zauważyć, że prymitywiści, odrzucając alienację i cywilizację, odrzucają również technologię. Ta sama podstawowa krytyka alienacji od istotnego esencjalistycznego trzonu jednostki odnosi się tutaj do technologii, ale jest ona być może najbardziej widoczna w prymitywistycznej krytyce skomplikowanych systemów, których żadna osoba nie jest w stanie w pełni ogarnąć. Jak oni to mówią, “nie ma technologicznych rozwiązań dla technologicznych problemów”; technologia jest nie tylko wpływem alienującym, ale i samonapędzającym się. Wizje dystopii rodem z Matrixa zaczynają się tworzyć, ponieważ twierdzą, że technologia jest czymś, co wymknie się nam spod kontroli.

Tak więc, wracając do trzech pytań, które przedstawiłxm w odniesieniu do zielonej anarchii: 1). Dla prymitywistów Natura zostanie ocalona poprzez całkowite zniszczenie cywilizacji. Nie może być żadnego kompromisu między tymi dwiema rzeczami. 2). Natura ma dla nas znaczenie, ponieważ możemy mieć autentyczne, autonomiczne, subiektywne doświadczenie życiowe tylko żyjąc w zgodzie z Naturą. Można powiedzieć, że jest to w istocie nasza esencjalna natura: być-w-świecie ze światem przyrody, zarówno radykalnie indywidualnym, jak i jednocześnie nieistniejącym jako jednostka przed Gają [przyp. tłum.: Ziemią]. 3). Natura dla prymitywistów to dzikość, to jak rzeczy się mają, bez żadnych wyalienowanych i sztucznych wpływów, które mogłyby przeszkodzić w osiągnięciu domyślnego stanu rzeczy.

Cyber-nihilistyczna krytyka prymitywizmu oparta na przedstawionej przeze mnie analizie, która opiera się na tych trzech punktach, jest taka, że “Natura” w rozumieniu prymitywistycznym nie zostanie ocalona, ale Natura w innym rozumieniu nie może zostać ocalona, ponieważ nie może być nigdy zagrożona. Praktycznie rzecz biorąc, jak już zostało powiedziane: nie ma nadziei na uratowanie tej planety, nawet gdyby jutro doszło do prymitywistycznej rewolucji. Ale bardziej teoretycznie, pierwszym pozytywnym stanowiskiem, które przedstawię dla cyber-nihilizmu (w jakimkolwiek stopniu nihilizm może mieć pozytywne twierdzenia na temat czegokolwiek) jest to, że jakiekolwiek rozumienie Natury – czy to ogólnej Natury typu Gaia, czy naszej własnej natury jako homo-sapiens – jest niewystarczające, jeśli jest statyczne. Natura jest jedynie domyślnym stanem rzeczy, czymś co zawsze drastycznie się zmienia, ale zawsze jest zasadniczo takie samo. Natura nie zawsze była zielona, ale wciąż była Naturą, a my, homo-sapiens, nie zostaliśmy umieszczeni na tej planecie przez coś spoza tego samego systemu co Natura. Natura może być jutro bardziej szara niż zielona.

Cyber-nihilistyczna krytyka prymitywizmu w odniesieniu do technologii jest powiązana w tym sensie, że cyber-nihilistka nie tylko nie przejmuje się tym, że technologia jest alienująca, ale wręcz cieszy się z alienacji i samonapędzającej się mocy technologii. Pozwólmy się wyalienować z jakiejkolwiek esencjalnej istoty ludzkiej; jeśli coś takiego kiedykolwiek istniało, to już dawno temu przestało. Nie ma ludzkiej natury, czy to w formie naturalnego stanu “dzikości”, czy w formie zabijania się nawzajem w przypadku braku państwa, czy też w formie doskonałej kooperacji w ramach wzajemnej pomocy w społeczeństwie anarchokomunistycznym, czy też w jakiejkolwiek innej formie. Cyber-nihiliszcza odrzucają wszelki esencjalizm i są zaciekle mizantropijni, dlatego też w pełni popieramy rozprzestrzenianie się technologii. Niech pokryje ona powierzchnię Ziemi, aż nie będzie niczego, co nie jest częścią Oprzewodowania, niech Natura zakończy swoją kolejną metamorfozę w coś bardziej wysublimowanego niż wszystko, co do tej pory istniało. Jeśli nie będziemy w stanie żyć w tym nowym świecie, nie stracimy istot rozumnych, lecz jedynie homo-sapiens. Cyber-nihiliści nie są uprzedzeni i nie powstrzymają terminowego zniszczenia tego świata z powodu idealistycznych przywiązań do określonej morfologii istot rozumnych.

Ale to stanowi miły segment do drugiej strony debaty na temat zielonej anarchii. Można powiedzieć, że anarchiści zawsze, na długo przed prymitywistami, mieli na uwadze środowisko jako przedmiot troski anarchistów. W przeciwieństwie jednak do prymitywistów, druga strona tej debaty – strona humanistyczna, lub tych, co ogólnie będę nazywał “technoanarchistami” – odpowiada na pierwsze z moich trzech pytań poprzez odmowę podporządkowania się Naturze. Technoanarchistki chcą uczynić cywilizację kompatybilną z Naturą, a to, jak twierdzę, zaczyna się od omówienia ich humanizmu.

Jeśli prymitywiści są przedoświeceniowym antyhumanizmem, w którym istota ludzka jest podporządkowana czemuś większemu niż ona sama – w procesie, stając się czymś więcej niż mogłaby być sama i stając się radykalnie indywidualistycznym, dzikim pogańskim bogiem – humanizm podporządkowuje to, co nie jest ludzkie na korzyść tego, co jest nazywane ludzkim. Mówię, co jest “nazywane” ludzkim, ponieważ antyoświeceniowi filozofowie często krytykowali humanizm za konstruowanie ideologicznej postaci zwanej “Człowiekiem”, która reprezentuje wszelkie cechy uznawane przez klasę rządzącą za dopuszczalne. Tak więc Człowiek jest oczywiście pojęciem patriarchalnym, ale także heteronormatywnym, eurocentrycznym – przynajmniej w jego burżuazyjnym, liberalnym użyciu. Ta sama podstawowa logika humanistyczna była również używana przez socjalistów i klasycznych anarchistów – liberalizm par excellence – z tymi samymi podstawowymi problemami, a także z niektórymi unikalnymi dla humanizmu.

Kluczowa różnica między anarcho-transhumanistami a prymitywistami polega na tym, że podczas gdy ogólna antyhumanistyczna koncepcja natury ludzkiej koreluje z indywidualnym subiektywnym doświadczeniem, humanistyczna koncepcja natury ludzkiej jest historyczna. Choć nie mniej bezpodstawna czy leniwa, radykałowie mogą stworzyć nowego Człowieka, jego wyzwoleńczą wersję, w której ludzie są zasadniczo kooperatywni. Ale humanistyczna metafizyka jest również bardziej elastyczna i może być zastosowana do indywidualnego doświadczenia w formie Samostanowienia. Klasa rządząca może zdefiniować ogólną teorię tego, jacy są ludzie, ale jednostki mogą również (zazwyczaj w ramach tych ograniczeń) zdefiniować swoją własną koncepcję Samostanowienia (z pewnością w niemałym stopniu dzięki językowi). Te dwie cechy humanistycznej metafizyki przenoszą się na anarcho-transhumanizm w ogólnym sensie nacisku @-H+ [4] na rozum dyskursywny i jego nacisk na wolność morfologiczną.

Continue reading n1x: Przywitanie z Oprzewodowania: Wstęp do cyber-nihilizmu

Anonim – manifest Bez Granic

1. Swoboda przemieszczania się nie jest tylko prawem; jest prawdziwą siłą życiową. Pomimo wszystkich przeszkód, jakie państwa stawiają na drodze ludzi – wszystkich barier w postaci drutu kolczastego, pieniędzy, przepisów, dowodów tożsamości, inwigilacji i tak dalej – miliony przekraczają granice każdego dnia. Na każdą migrantkę zatrzymaną lub deportowaną, wiele innych przedostaje się i zostaje, legalnie lub potajemnie. Nie należy przeceniać siły państwa i jego granic. Nie lekceważcie siły codziennego oporu.

2. W XIX wieku osoby powstańcze walczące z niewolnictwem w USA stworzyły “kolej podziemną”,  za jej pomocą przemycano wiele tysięcy zbiegłych niewolników w bezpieczne miejsce, a także była użyteczna w dokonywaniu aktów sabotażu i buntu. W XX wieku termin ten został ponownie użyty przez antynazistowski ruch oporu w Europie. Czy No Borders może stać się koleją podziemną XXI wieku w Europie i poza nią?

3. Najbardziej udana i inspirująca praca w ramach programu “Żadnych granic” dotyczyła tworzenia silnych sieci wspierających swobodny przepływ przez granice Europy. Jest to infrastruktura rosnącego ruchu oporu: kontakty, informacje, zasoby, punkty spotkań, publiczne punkty informacyjne, bezpieczne domy itd. Pula formalnych i nieformalnych powiązań, sieć solidarności, działająca zarówno na poziomie publicznym, jak i tajnym.

4. Ludziom udaje się przemieszczać, żyć i wymykać się kontroli państwa, ponieważ są częścią społeczności i sieci. Migracja ma miejsce dzięki milionom połączeń między milionami ludzi. Nasze sieci Bez Granic są jedną małą częścią tego zjawiska. Jednak jako ruch możemy odegrać aktywną rolę w łączeniu takich połączeń ponad granicami narodowymi i kulturowymi. Nasza walka jest jedna i ta sama.

5. Ludzie przemieszczają się z wielu różnych powodów. Wiele z przyczyn globalnej migracji można przypisać imperialnym i kapitalistycznym przedsięwzięciom Zachodu: produkowanej przez Zachód broni i konfliktom zbrojnym, wojnom w pogoni za ropą i innymi zasobami naturalnymi, represyjnym reżimom wspieranym przez zachodnie rządy, zmianom klimatycznym, zagarnianiu ziemi i tak dalej. Ale to nie jest cała historia. Nie powinnyśmy nadmiernie podkreślać roli zachodnich mocarstw i wpadać w pułapkę postrzegania ludzi, którzy migrują, jako bezradnych ofiar. Ludzie zawsze podróżowali w poszukiwaniu lepszych warunków życia lub po prostu, aby realizować swoje marzenia i pragnienia.

6. Współczesne państwa próbują przekształcić przemieszczanie się w prawo, które jest przyznawane lub odmawiane w zależności od władzy ekonomicznej i politycznej. Elity i obywatelki “pierwszego świata” posiadające siłę nabywczą mogą podróżować i osiedlać się, gdzie chcą, podczas gdy biedni są kontrolowani i kryminalizowani. Niektóre mogą zostać przepuszczone, ponieważ są uważane za przydatne dla gospodarki lub ponieważ są sklasyfikowane jako “prawdziwe uchodźczynie”. Kategorie takie jak uchodźca, osoba ubiegająca się o azyl, migrant ekonomiczny i nielegalny imigrant są wykorzystywane do dzielenia i kontrolowania. Dlatego też używamy terminu “migrantka” w odniesieniu do wszystkich.

Continue reading Anonim – manifest Bez Granic

Ziq: Jebać waszą czerwoną rewolucję: przeciwko ekobójstwu, ku anarchii

Odpuście sobie z tymi swoimi nużącymi sloganami

„Nie ma etycznej konsumpcji w kapitalizmie” jest już zastałym memem, który chciałxbym żeby zdechł. Ten slogan jest tak często używany przez czerwonych, aby wyśmiać tych z nas, którzy starają się dokonywać wyborów życiowych, pomagających w redukcji szkód w naszych społecznościach i w naszych środowiskach naturalnych.

Diety wegańskie, jazda rowerem, skipowanie1, upcykling2, ogrodnictwo partyzanckie3, permakultura4, skłotowanie, illegalizm, tworzenie lasów żywnościowych5, komun, samowystarczalność i wszystkie inne działania „lifestylowe” podejmowane przez „indywidualistyczne” osoby anarchistyczne, mające zminimalizowanie szkody wyrządzane środowisku naturalnemu, są upokarzane i wyśmiewane przez wiele osób o poglądach anarcho-komunistycznych, ekologiczno społecznych, anarcho-transhumanistycznych, syndykalistycznych i przez inne osoby anarchistyczne chcące utrzymać przemysł. Ci czerwoni są dobrze zaznajomieni z pracowniczą retoryką i postrzegają wszelkie wybory dotyczące stylu życia jako „odwracanie uwagi” od globalnej rewolucji proletariackiej, którą uznają za swój jedyny cel.

Usłyszycie, jak wywyższają się nad osobami anarchistycznymi, którzy dyskutują o etycznych sposobach ograniczania konsumpcji, zwłaszcza nad ludźmi, którzy żyją poza miastem lub w inny sposób ograniczają swój udział w cywilizacji przemysłowej; ludzie, których głośno zbywają i potępiają jako „prymitywistów” lub „lifestylistów”.

Powiedzą nam, żebyśmy przestały_li żyć w dążeniu do osobistej anarchii, ponieważ „w kapitalizmie nie ma etycznej konsumpcji”. W czerwonym umyśle, tak długo jak system kapitalistyczny jest narzucony światu, nie ma sensu sięgać po anarchię, dopóki ten system nie zostanie obalony i zastąpiony ich systemem. Niezależnie od tego, jak mało prawdopodobne jest, że stanie się to za naszego życia.

Używanie „braku etycznej konsumpcji” do okpienia ludzi za podejmowanie wysiłku, by żyć bardziej świadomie, i dekretowanie wszelkich indywidualnych działań jako „kontrrewolucyjnych” lub „liberalnych” wywodzi się z głęboko autorytarnego sposobu myślenia przypominającego toksyczne maoistowskie czystki, które karały ludzi za ubieranie się inaczej, posiadanie hobby lub robienie czegokolwiek poza poświęceniem się w 100% destrukcyjnej pracy przemysłowej i chwale „rewolucji” (prawie zawsze objawiającej się w formie czerwonego państwa).

Czerwony wpływ na dyskurs anarchistyczny jest niestety dominujący w większości rozwiniętych części świata, a kolektywistycznie nastawione osoby anarchistyczne nalegają, aby każda osoba anarchistyczna poświęciła się ich mrzonce o masowym powstaniu w celu przejęcia fabryk od kapitalistów i przekazania ich robotnikom. Postulują one, że zdemokratyzowane fabryki będą bardziej korzystne dla osób pracujących, ponieważ otrzymają one większy kawałek przemysłowego tortu. Jest to prawda. Ale potem twierdzą, że ich ideologia „ocali środowisko”, ponieważ kolektyw robotniczy nie będzie chciwy i destrukcyjny, tak, jak kapitalistyczny zarząd. Jest to oczywiście całkowicie bezpodstawne i rażąco ignoruje historię kolektywizacji przemysłu i jej niszczycielskich skutków dla środowiska. Rażąca rzeczywistość jest taka, że wszystkie społeczeństwa przemysłowe, bez wyjątku, prowadzą w końcu do ekobójstwa.

Continue reading Ziq: Jebać waszą czerwoną rewolucję: przeciwko ekobójstwu, ku anarchii

Aragorn!: Anarchia bez drogowskazów i przymiotników

Czemu tekst o anarchizmie bezprzymiotnikowym na CzT? Przede wszystkim ze względu na autora; parę osób z redakcji podchodziło niejednokrotnie do przetłumaczenia któregoś z tekstów Aragorn!‘a, ale jak to najczęściej bywa – coś wypadło, coś nie pyknęło, coś nie zadziałało… Jednak, jako że kilka dni temu minęła pierwsza rocznica śmierci osoby autorskiej, postanowiły.liśmy po raz kolejny przysiąść do jednego z jego tekstu, aby w pewien sposób uhonorować zarówno jego osobę, jak i jego twórczość samą w sobie. Po drugie, anarchizm bezprzymiotnikowy po prostu nie koliduje z niespołecznymi formami anarchizmu, zwłaszcza będąc użytym – tak jak w tekście – w postaci autokrytyki ruchu anarchistycznego. – Osoba tłumacząca

•••

Większość tendencji wewnątrz anarchistycznych kręgów ma wąską koncepcję tego, co tak naprawdę czyni człowieka osobą anarchistyczną, czym jest projekt anarchistyczny, oraz w jaki sposób transformacja w stronę anarchistycznego świata będzie wyglądać. Czy to Zielone czy Czerwone, Komunistyczne czy Indywidualistyczne, Aktywistyczne czy Krytyczne – Osoby Anarchistyczne poświęcają równie dużo czasu na obronę swoich spekulatywnych stanowisk dotyczących tych skomplikowanych kwestii, co dowiadując się co do zaoferowania mają inne osoby – szczególnie inne osoby anarchistyczne.

W rezultacie, wielu odkrywa, że wolałoby realizować własne projekty, polityczne i społeczne, poza anarchistycznymi kręgami. Albo uważają, że ich konkretny projekt nie zainteresuje osób anarchistycznych, mimo tego, że uważają go za ważny (tak jak w większości progresywnego aktywizmu), lub nie przepadają szczególnie za towarzystwem osób anarchistycznych oraz pewnego rodzaju napięcia wiążącego się z taką współpracą. Za oba te powody niemal całkowicie odpowiedzialny jest głęboki brak zaufania osób anarchistycznych w stosunku do programów innych osób anarchistycznych.

Dawno, dawno temu, wydano anarchistyczny zew o „Anarchizm bez Przymiotników”, odnosząc się do doktryny, która tolerować miała koegzystencję różnych szkół myśli anarchistycznej. Zamiast kwalifikować Anarchizm jako kolektywny, komunistyczny czy indywidualistyczny, Anarchizm Bezprzymiotnikowy odmawiał przyjmowania ekonomicznych rozwiązań na czas porewolucyjny. W zamian za to, Anarchizm Bezprzymiotnikowy postulował, że to obalenie władzy, a nie sprzeczki na temat przyszłości, są sprawą o pierwszorzędnym znaczeniu.

Dziś, jest równie wiele (jeśli nie więcej) podziałów co do tego, jak obalenie władzy powinno wyglądać, tak jak sto dwadzieścia lat temu były podziały co do kwestii programu ekonomicznego Po Rewolucji. Anarchistyczne osoby aktywistyczne („osoby organizujące”), sądzą, że to siła oddolna obali władzę. Osoby anarchistyczne walki klas, uważają, że to klasa robotnicza zakończy istnienie władzy w kapitalistycznym społeczeństwie. Osoby kolapsystyczne1, wierzą, że to warunki ekonomiczne i środowiskowe nieuniknienie doprowadzą do transformacji społecznych oraz końca władzy.

Z drugiej strony, wiele osób anarchistycznych nie uważa, że obalenie władzy powinno być jakkolwiek dla osób anarchistycznych kwestią o pierwszorzędnym znaczeniu. Argumentują, że władzy nie da się łatwo pojąć (jest to zarówno kapitalizm, jak i państwo, jak i żadne z nich); że osoby anarchistyczne nie mają wystarczającej (politycznej, społecznej, ludzkiej lub materialnej) siły jej obalić, oraz że władza przekształciła się w coś o wiele bardziej rozproszonego niż królowie i monopoliści z XIX wieku. Jeśli władzę najlepiej dziś rozumieć jako spektakl, wtedy jest zarówno rozproszona jak i skoncentrowana. Ta elastyczność ze strony społeczeństwa spektaklu, doprowadziła do tego, że starania o obalenie władzy jako takie (oraz praktyka wielu osób anarchistycznych) są postrzegane jako utopijne oraz (spektakularnie) niedorzeczne.

Osoby anarchistyczne spod każdego koloru flagi zgadzają się z tym, że rewolucyjne programy przeszłości, mocno zawiodły w całkowitym wyzwoleniu uciskanych. Osoby lewicowe sądzą, że te programy miały swoją rację bytu, jednak czas i warunki były nieodpowiednie. Wiele osób anarchistycznych uważa, że czas na Programy już minął. Te perspektywy są częścią anarchizmu, i są źródłem niekończących się sporów przy tworzeniu oraz spotkaniach grup anarchistycznych.

Historii powinno być używać by nadawać kontekstu tym różniącym się perspektywom, a jest zamiast tego traktowana jako narzędzie dostarczające dowodów jednej czy drugiej stronie. Zamiast próbować zrozumieć siebie nawzajem, komunikować się – wydaje się, że korzystamy z okazji braku naszego sukcesu, by okopać się w naszych pozycjach i upierać się przy mniejszych korzyściach.

Jeśli anarchia nie posiada drogowskazów, to my (osoby anarchistyczne) możemy ze sobą swobodnie współpracować. Takie wspólne projekty nie muszą być tej samej skali co strajk generalny, czy nawet wstrzymanie biznesu jak zwykle w głównym obszarze metropolii, ale byłyby one jednak wciąż projektami anarchistycznymi. Anarchia bez drogowskazów czy przymiotników mogłaby być tą, w której kontekst wspólnie podejmowanych decyzji byłby kreowany przez nas, raczej niż nam narzucony. Byłaby to anarchia „teraz”, raczej niż nadziei dnia następnego. Odpowiedzialnością za zdobycie zaufania obciążyłoby tych, którzy rzeczywiście mają wspólny polityczny cel (obalenie państwa i kapitału), zamiast tych, którzy nie mają celu, bądź tych, których cel jest sprzeczny z anarchistycznym.

Anarchia bez drogowskazów czy przymiotników nie ignoruje różnic, a zamiast tego umieszcza je w odpowiadającym im kontekście. Gdy stoimy w obliczu momentu ekstremalnego napięcia, gdy wszystko co znamy wydaje się dążyć ku zmianie, wtedy możemy wybrać różne rozwidlenia drogi. Do tego czasu, osoby anarchistyczne powinny podchodzić do siebie nawzajem z tą samą naiwnością, z jaką podchodzimy do świata. Jeśli uważamy, że świat może się zmienić, i mógłby się zmienić w radykalnym kierunku, zamiast kontynuować tendencję, która utrzymuje się od przeszło kilku tysięcy lat, to powinniśmy mieć choć trochę zaufania do tych, którzy pragną tego samego.

•••

1 z ang.: collapsists – czyli osoby wyznające ideologie, które w upadku cywilizacji widzą pewny potencjał emancypacyjny od cywilizacji, porządku społecznego, normalnego funkcjonowania ekonomii itd. Takie ideologie to kolapsyzm [z ang.: collapsism]


(Źródło: The Anarchist Library)

Po co rozbijać szyby? CrimethInc.

Od początkowej rewolty w Ferguson ostatniego sierpnia do demonstracji w Oakland i Berkeley ostatniego tygodnia, niszczenie mienia było centralne dla nowej fali walk przeciwko brutalności policji. Co jednak do czynienia z protestowaniem przeciwko brutalności policji ma wandalizowanie firm i biznesów? Po co rozbijać szyby?

Po pierwsze, jak argumentowało wielu innych, dlatego że niszczenie mienia to efektywna taktyka. Począwszy od herbatki bostońskiej po demonstracje przeciwko szczytowi Światowej Organizacji Handlu w 1999 roku w Seattle, niszczenie mienia było integralną częścią wielu walk. Jest w stanie wywrzeć nacisk na oponentów lub pokarać ich przez wyrządzenie szkód ekonomicznych. Może zmobilizować potencjalnych towarzyszy przez zademonstrowanie, że siły rządzące nie są niezwyciężone. Może naświetlić problemy, które w innym wypadku byłyby tuszowane – na pewno nie toczylibyśmy ogólnokrajowej dyskusji na temat rasy, klasy i działań policyjnych, jeśli nie odważne czyny kilku wandali w Ferguson. W końcu, komunikuje ona bezkompromisową odmowę obecnego porządku, otwierając przestrzeń, w której ludzie mogą w końcu zacząć wyobrażać sobie inny.

Zarzuty o niszczenie mienia nie wyglądają dobrze w życiorysie czy w kampanii do rady miejskiej, ale być może to dobrze. Oznacza to, że polityczny wandalizm jest zwykle bezinteresownym czynem – a nawet kiedy nie jest, musi wystarczyć jako nagroda. Jest więcej powodów by podejrzewać o ukryte motywy opłaconych aktywistów organizacji non-profit i aspirujących polityków, niż kwestionować motywacje wandali. To może tłumaczyć, dlaczego aktywiści i politycy tak ich oczerniają.

Witryny sklepowe reprezentują segregację. Są niewidzialnymi barierami. Tak jak wiele rzeczy w tym społeczeństwie, jednocześnie oferują widok na „dobre życie” i blokują do niego dostęp. W polaryzującej ekonomii, witryny sklepowe szydzą z biednych za pomocą towarów na które ich nie stać, statusu i bezpieczeństwa, którego nigdy nie osiągną. Dla milionów i milionów ludzi, zdrowe jedzenie, lekarstwa i inne dobra, których potrzebują, są od nich oddalone o całą klasę społeczną, przepaść, której nigdy nie przekroczą, nawet gdyby całe życie ciężko pracowali – przepaść reprezentowana przez niecałe półtora centymetra tafli szkła.

Rozbić witrynę sklepową to zakwestionować wszystkie granice, które przecinają to społeczeństwo: czarny i biały, bogaty i biedny, uprzywilejowany i wykluczony. Większość z nas przyzwyczaiła się do całej tej segregacji, uważając takie nierówności za oczywiste, biorąc je za fakty życia. Rozbijanie witryn jest sposobem na przerwanie tej ciszy, rzucenie wyzwania absurdalnemu przekonaniu o tym, że społeczny konstrukt praw własności jest ważniejszy od potrzeb ludzi dookoła nas.

Jednym z reakcyjnych argumentów jest to, że wandale niszczą „swoje własne okolice”, ale to nieszczery sposób mówienia o tych, których imiona nie pojawiają się na żadnych z czynów. Rzeczywiście, kiedy deweloperzy mówią o „polepszaniu” tych okolic, mają de facto na myśli wysiedlenie obecnej populacji. Problem w Ferguson i wszędzie, gdzie jest podobnie, nie polega na tym, że zakłóca się ekonomię; problemem jest rutynowe funkcjonowanie samej ekonomii. W napędzanym zyskiem społeczeństwie, im więcej biedni ludzie pracują i płacą czynszu, tym biedniejsi będą w porównaniu z tymi, którzy zyskują na ich pracy – stąd pochodzi zysk. Nieszczerym jest winić tu ofiarę, tak jakby więcej uległości mogło przynieść inny skutek. W piramidzie finansowej ktoś musi stanowić najniższy szczebel, i od początku kolonizacji tak zwanych Ameryk, zawsze byli to czarni i brązowi ludzie.

Jak z kolei wskazali inni, kolonizacja, gentryfikacja, masowe inkarceracja i policyjne morderstwa są formami wypierania, wymazywania. Przyzwyczailiśmy się do niekończącego się dramatycznego zaburzania środowisk w których żyjemy – tak długo, jak napędzają je kapitaliści i policja, nie biedni. To normalizuje wyalienowaną relację z miejskim krajobrazem, aby całe okolice mogły być zrównane z ziemią i zastąpione czym innym bez mrugnięcia okiem. Normalizuje to system społeczny, który sam w sobie był narzucony na ziemi zaledwie przez kilka ostatnich wieków, sprawiając, że najmniej zrównoważony styl życia, jaki był kiedykolwiek praktykowany, wydaje się ponadczasowy i wieczny. Wandalizm demonstruje, że zarówno obecne nastawienie wobec miejskiej przestrzeni i systemu społecznego, które je determinuje, są warunkowe i tymczasowe – że możliwym jest, nawet z ograniczonymi surowcami, przetransformować przestrzeń zgodnie z inną logiką. Zarówno gentryfikacja i wandalizm to formy interwencji w miejski krajobraz – różnica jest taka, że gentryfikacja jest odgórna, podczas gdy wandalizm jest oddolny.

Continue reading Po co rozbijać szyby? CrimethInc.

Enzo Martucci: Nieokiełznana wolność

Stirner i Nietzsche niewątpliwie mieli rację. Nieprawdą jest, że wolność moja kończy się tam, gdzie zaczyna się innych. Naturalnie, moja wolność kończy się tam – gdzie moja siła. Jeśli obrzydza mnie fakt atakowania istot ludzkich, bądź gdy chociaż uważam to za sprzeczne z moim interesem – powstrzymuję się od konfliktu. Jednakże – jeśli uderzam pchnięty przez instynkt, przeczucie lub potrzebę w moich jednakowych, i nie natrafiam na żaden opór, bądź natrafiam na słaby – staję się mimowolnie dominującym, nadczłowiekiem1. Jeśli jednak inni żarliwie stawiają opór i oddają ciosem za cios, jestem wówczas zmuszony do zaprzestania swoich działań, i do pogodzenia się z tym faktem. Chyba że, uznam za stosowne zapłacenie moim życiem za natychmiastową satysfakcję.

Bezsensowne jest mówienie ludziom o wyrzeczeniu, moralności, obowiązku, szczerości. Durne jest chcieć ich ograniczać w imię Chrystusa czy człowieczeństwa, mówiąc im, by nie nadeptywali nikomu na odcisk. Zamiast tego mówcie: „Jesteście silni. Wzmacniajcie swoją wolę. Rekompensujcie sobie swoje deficyty wszelkimi środkami. Strzeżcie swojej wolności. Brońcie jej przed każdym, kto chciałby was uciskać”.

I jeśli każdy człowiek podążyłby za tymi radami, tyrania stałaby się niemożliwa. Oprę się nawet temu, który będzie silniejszy ode mnie. Jeśli nie będę mógł zrobić tego samemu, szukać pomocy będę wśród przyjaciół. Jeśli braknie mi sił, zastąpię ją sprytem. A balans zaistnieje spontanicznie z tego kontrastu.

Właściwie, to jedyną przyczyną społecznej nierównowagi, jest dokładnie mentalność stadna, która zostawia niewolników schylonych i poddanych pod biczem pana.

“Ludzkie życie jest święte. Nie mogę go zakończyć u innych czy u siebie. Toteż muszę uszanować życie wroga który mnie uciska i zadaje mi koszmarny oraz nieustanny ból. Nie mogę pozbawić życia mojego biednego brata dotkniętego chorobą nieuleczalną – przynoszącą potworne cierpienie – w celu ukrócenia mu jego katuszy. Nie mogę nawet uwolnić siebie – poprzez samobójstwo – od istnienia, które uznaję za brzemię.”

A dlaczego?

„Ponieważ” – mówią chrześcijanie – „życie nie jest nasze. Jest nam ono dane przez boga, i tylko on nam może je odebrać.”

Jasne. Jednakże jeśli bóg obdarza nas życiem, staje się ono naszym własnym. Tak jak Tomasz z Akwinu wykazał, myśl boża przekazuje byt sam w sobie, obiektywną rzeczywistość – temu który myśli. Zatem, gdy bóg rozważa o obdarzeniu ludzkiej istoty życiem, i myśląc o tym, darzy nim ją – takie życie realnie staje się ludzkie, czyli – naszą wyłączną własnością. Dlatego też, możemy się go sobie nawzajem pozbywać, lub też, każdy może je w sobie zniszczyć samemu.

Émile Armand2 uwalnia jednostkę z rąk państwa, jednak podporządkowuje ją ściślej pod społeczeństwo. Dla niego – właściwie – nie mogę uchylić się od umowy społecznej gdy tego chcę, a muszę otrzymać pozwolenie od moich sprzymierzeńców, aby następnie móc uwolnić się z więzi zrzeszenia. Jeśli ci jednak nie udzielą mi tegoż pozwolenia, muszę z nimi pozostać, nawet gdy mnie to rani bądź znieważa. Albo jeszcze – poprzez jednostronne zerwanie paktu, wystawiam się na odwet i zemstę moich byłych towarzyszy. Więcej tego społecznictwa, i człowiek umiera. Toż to społeczne nastawienie rodem Spartańskich baraków. Co! Czyż nie ja jestem swoim panem? Tylko dlatego, bo wczoraj pod wpływem pewnych uczuć i pewnych potrzeb chciałem się zrzeszać – to dziś, gdy mam już inne uczucia i potrzeby przez które chcę to zrzeszenie opuścić, już tego zrobić nie mogę. Muszę zatem pozostać przykutym do wczorajszego pragnienia. Ponieważ wczoraj pragnąłem w jeden sposób, to dziś nie mogę pragnąć w inny. Jednak wówczas jestem niewolnikiem, pozbawionym spontaniczności, zależnym od zgody moich wspólników.

Według Armanda, nie mogę zrywać związków, gdyż przy pozbawieniu innych mojej osoby, powinny mnie obchodzić rozpacz i krzywda, które wyrządziłem. A jednak, gdy ja jestem przymuszony do pozostania w obecności innych, mimo gdy odczuwam potrzebę odejścia – ich już nie obchodzi moja rozpacz i krzywda, którą oni wyrządzili. Zatem, brakuje wzajemności. Ale gdy chcieć będę opuścić zrzeszenie, zrobię to i tak gdy o tym zadecyduję – tym bardziej, gdy podczas umowy dotyczącej uwspólnienia, zakomunikowałem towarzyszom, że podtrzymam moją wolność do złamania tejże umowy w dowolnym czasie. W takim przypadku, nikt nie neguje, że niektóre społeczności mogłyby wieść długie życie. Jednak wtedy, to wyczuwane przez wszystkich uczucie bądź interes byłyby tym, co tę unię utrzymują. Nie wynika to wówczas z prawa etycznego, tak jak Armand by sobie tego zażyczył.

Od chrześcijan po anarchistów (?) – wszyscy moraliści3 nalegają abyśmy rozróżniali wolność – bazującą na odpowiedzialności, od przyzwolenia – bazującego na kaprysie i instynkcie. Teraz jest dobry czas na to, by to wyjaśnić. Wolność, która zawsze w każdej swojej manifestacji jest kontrolowana, powściągana, kierowana przez rozum – nie jest wolnością. Ponieważ braknie spontaniczności. Braknie zatem – życia.

Co jest moim celem? Zniszczenie autorytetu, zniesienie państwa, ustanowienie wolności dla każdego, tak aby każdy żył wedle swojej natury tak jak uważa, i wedle swoich pragnień. Czy ten cel was przeraża, szanowni panowie?4 Cóż, nie mogę zatem zrobić nic. Tak jak Renzo Novatore5, wykroczyłem poza horyzont.

Gdy nikt mną nie dowodzi, robię to co chcę. Porzucam siebie dla spontaniczności, bądź się przed nią powstrzymuję. Kieruję się moimi instynktami, bądź w różnym czasie powściągam je rozumem, w zależności od tego, która ze stron jest we mnie silniejsza.

W skrócie – moje życie jest zróżnicowane oraz intensywne, dokładnie dlatego, ponieważ nie ulegam żadnym zasadom.

Moraliści każdej szkoły zamiast tego twierdzą rzecz odwrotną. Domagają się oni, by życie było zawsze podporządkowane jednej zachowawczej normie, która czyni je monotonnym i bezbarwnym. Chcą, by istoty ludzkie zawsze podejmowały ustalone działania, oraz by zawsze wzbraniały się od wszystkich pozostałych.

„Musisz – w każdym przypadku – praktykować miłość, wybaczenie, pokorę i wyrzekać się potrzeb materialnych. W innym razie, zostaniesz potępiony”, głoszą Ewangelie.

„Musisz – w każdym momencie – odrzucać egoizm i być bezinteresownym. W innym przypadku, utkniesz w absurdalności i smutku”, zwraca uwagę Kant.

„Musisz się zawsze powstrzymywać od instynktu i apetytu, pokazując siebie jako osobę zbalansowaną, rozważną oraz mądrą – przy każdej okazji. Jeżeli tak nie uczynisz, naznaczymy cię piętnem archistycznej6 niesławy, i jak tyrana, będziemy ciebie traktować”, osądza Armand.

W skrócie, każdy z nich chce narzucić regułę, która okalecza życie i przeinacza istoty ludzkie w podobne do siebie kukiełki, które nieustannie myślą i zachowują się w ten sam sposób. A dzieje się to ponieważ jesteśmy otoczeni przez księży: księży z kościołów oraz księży im przeciwnym, wierzącym i ateistycznym Świętoszkom. I wszyscy roszczą sobie prawo do katechizowania nas, prowadzenia nas, kontrolowania nas, okiełznywania nas, oferując nam horyzont ziemskich bądź nadprzyrodzonych kar i nagród. Jednakże, nastał czas aby wolny człowiek powstał: czyli ten, który wie jak iść naprzeciw wszystkim księżom i kapłaństwu, poza prawa i religie, reguły i moralność. I który wie jak posunąć się jeszcze dalej. I jeszcze dalej.

Enzo Martucci

Continue reading Enzo Martucci: Nieokiełznana wolność

Dosyć osób organizujących!

Dosyć osób organizujących!

Walka rozwinęła się ponad potrzebę o osoby organizujące

Od przemocowczyń.ców, osób prących się na szkło, karierowiczek.ów czy manipulatorek.ów – po osoby wpychane w niebezpieczeństwo [publicznej] rozpoznawalności; zdehumanizowane czy przepracowane: rola „osoby organizującej” jest krzywdząca zarówno dla osób które są w ten sposób określane/które się w ten sposób określają, jak i dla ruchu wyzwoleńczego samego w sobie.

Wolność nie potrzebuje osób organizujących – potrzebuje zaś tego, aby każdy odgrywał aktywną rolę w walce, i aby nikt nie dopuszczał do tego, by w procesie stawiać siebie wzajemnie na dehumanizujących pozycjach.

Nie możemy czekać na to, aż inni zaczną walczyć za naszą wolność. Tak jak zawsze, sekretem jest to – aby zacząć.

Continue reading Dosyć osób organizujących!

Renzo Novatore: Jestem również nihilistą

Przedsłowie osoby tłumaczącej:

Postać Renzo Novatore (a właściwie Abele Rizieri Ferrari) nie powinna być obca tym, którzy utożsamiają się z anarchizmem w odsłonie radykalnie indywidualistycznej, nihilistycznej, egoistycznej czy – ogólniej – postlewicowej. Tekst przetłumaczony został w akcie egoistycznej miłości do twórczości autora, gdzie mimo stu lat różnicy między (tym) polskim tłumaczeniem a oryginałem, problemy i wewnętrzne rozterki poruszane przez tytułowego anarchistę, wciąż są – i zawsze będą jak najbardziej aktualne. Jak mamy sobie poradzić w świecie, będąc już od dawna wycieńczonym naiwnością stojącą za dogmatami lewicowego humanizmu, utylitaryzmu oraz optymizmu, pozostając jednak tym samym ciągle jednostkami dla których idea anarchii nie umarła?

Aby nie ryzykować utratą stylu którym charakteryzował się nasz pisarz, tłumacząc nie “odpłciowiałem” użytego języka – zwłaszcza że zapisane przez niego przemyślenia w gruncie rzeczy dotyczyły jego własnej (otwarcie męskiej) osoby; warto też dodać, że niektóre fragmenty zawarte w tym tekście ignorują pewne kwestie takie jak m.in. zaburzenia depresyjne, co może być przez niektórych czytelników odebrane jako krzywdzące – należy zatem pamiętać o kontekście historycznym i czasach w których ten tekst został napisany. Na obronę autora dodam jednak, że sam jako osoba doświadczająca stanów depresyjnych, odnalazłem w filozofii Renzo dużo zapewnienia, że faktycznie może być lepiej – a mimowolny wewnętrzny pesymizm, może być użyty przeze mnie dla mojej własnej korzyści.

A teraz – zapraszam do krótkiej lektury, i niech żyje Anarchia!

***

I

Jestem indywidualistą ponieważ jestem anarchistą; a jestem anarchistą ponieważ jestem nihilistą. Jednakże nihilizm rozumiem również po swojemu…

Nie obchodzi mnie to czy jest on Nordycki czy Orientalny, ani czy posiada lub nie – historyczną, polityczną, praktyczną tradycję, czy też teoretyczną, filozoficzną, duchową lub intelektualną. Nazywam się nihilistą ponieważ wiem, że nihilizm oznacza Negację!

Negacja każdego społeczeństwa, każdego kultu, każdych rządów i każdej religii. Nie pragnę jednak Nirwany, tak jak nie pragnę desperackiego i bezsilnego pesymizmu Schopenhauera, który jest gorszy niż gwałtowne wyrzeczenie się życia samego w sobie. Mój pesymizm jest entuzjastyczny i dionizyjski, niczym płomień który rozpala moją życiową wybujałość, który drwi z każdego teoretycznego, naukowego lub moralnego więzienia.

Bowiem jeśli zwę siebie indywidualistycznym anarchistą, ikonoklastą oraz nihilistą, to właśnie dlatego, ponieważ to w tych przymiotnikach odnajduję znaczącą i najbardziej kompletną ekspresję mojej świadomej oraz lekkomyślnej indywidualności, która jak wylewająca się rzeka chce się rozrastać, zagarniając za sobą porywczo tamy i ogrodzenia, do czasu gdy zderzy się z granitowym głazem, tym samym roztrzaskując się i załamując. Ja się życia nie wyrzekam. Ja je wychwalam i nim śpiewam.

II

Każdy kto wyrzeka się życia ponieważ czuje że jest ono niczym więcej niż Cierpieniem i Rozpaczą, a jednak nie odnajduje w sobie heroicznej odwagi do zabicia się, jest – moim zdaniem – groteskowym pozerem oraz osobą bezradną; tak jak ktoś jest żałośnie gorszą istotą, gdy wierzy w to, że święte drzewo szczęścia jest tylko pogiętą rośliną po której w mniej lub bardziej niedalekiej przyszłości wspiąć się może każda małpa, oraz że mrok bólu rozwiany by został następnie przez fosforescencyjne flary prawdziwego Dobra…

III

Życie – dla mnie – nie jest ani dobre ani złe, ni teorią ni ideą. Życie jest rzeczywistością, a rzeczywistością życia jest wojna. Dla tego co urodził się wojownikiem, życie jest źródłem radości, dla innych – tylko źródłem cierpienia i rozpaczy. Ja już nie oczekuję od życia beztroskiej radości. Życie nie mogło mi jej dać, a nie wiedziałbym już co bym miał z nią teraz zrobić, podczas gdy moja młodzieńczość już dawno minęła…

Zamiast tego, domagam się aby udarowało mnie ono perwersyjnie bitewną radością, dającą mi okaleczające spazmy z przegranej oraz zmysłowe dreszcze ze zwycięstwa.

Czy to pokonany w błocie, czy wygrany w blasku słońca – śpiewam życiem i je kocham!

Nie ma odpoczynku dla mojej buntowniczej duszy prócz na wojnie, tak jak nie ma większego szczęścia dla mojego włóczęgowskiego, negującego umysłu, niż niepohamowana afirmacja mojej zdolności do życia i radowania się. Każda moja przegrana służy mi tylko jako symfoniczne preludium do nowej wygranej.

IV

Od dnia w którym wydostałem się na światło – poprzez przypadkowy zbieg okoliczności w który nie mam zamiaru się teraz wgłębiać – niosłem swoje własne Dobro oraz swoje własne Zło ze sobą.

W znaczeniu: moja radość oraz moja rozpacz zagnieżdżone były od zarodka. Obie rozwijały się ze mną wraz ze ścieżką czasu. Im intensywniej odczuwałem radość, tym dogłębniej rozumiałem rozpacz. Nie da się tłumić jednego bez stłumienia drugiego.

Teraz zaś, wyważyłem drzwi tajemnicy i rozwiązałem łamigłówkę Sfinksa¹. Radość oraz rozpacz to jedyne dwa trunki którymi życie wesoło się upija. Z tego właśnie względu, nieprawdą jest że życie to plugawa i przerażająca pustynia na której kwiaty przestały już kwitnąć a owoce cynobru dojrzewać.

I nawet ta najmocarniejsza ze wszystkich rozpaczy, ta która doprowadza silnego człowieka do świadomego i tragicznego rozbicia swojej indywidualności, to wciąż tylko żywotna manifestacja sztuki oraz piękna.

I powraca to po raz kolejny do uniwersalnego nurtu ludzkiej myśli, wraz z rażącymi piorunami przestępczości, która niszczy i zmiata całą skrystalizowaną rzeczywistość, z tego ograniczonego świata wielu, by wznieść się w stronę ostatecznego idealnego płomienia i rozproszyć się w bezkresnym ogniu nowości.

V

Rewolta wolnego człowieka przeciw rozpaczy, jest jedynie intymnym oraz namiętnym pragnieniem jeszcze intensywniejszej i jeszcze większej radości. Jednakże ta większa radość nie może się mu ukazać w niczym innym niż w lustrze z najgłębszej rozpaczy, zlewając się z nią później w rozległym barbarzyńskim uścisku. I to z tego rozległego i owocnego uścisku wyrasta przeszywający uśmiech człowieka silnego, jak gdyby to poprzez walkę wyśpiewał najbardziej grzmiący hymn życia.

Hymn utkany z pogardy i kpiny, z chęci i mocy. Hymn który drga i pulsuje w świetle promieniującego na grobowce słońca; hymn który wskrzesza nicość i zapełnia ją dźwiękiem.

VI

Ponad niewolniczą duszą Sokratesa która stoicko akceptuje śmierć oraz wolną duszą Diogenesa która cynicznie akceptuje życie, wyrasta triumfalna tęcza na której tańczy świętokradczy łamacz nowych widm, radykalny niszczyciel każdego moralnego świata. To człowiek wyzwolony tańczy na wysokości, pośród wspaniałej fosforescencji słońca.

A gdy monstrualne chmury ponurej ciemności wynurzają się z bagnistej otchłani by zasłonić mu widok światła i zablokować mu ścieżkę, otwiera on drogę wystrzałami ze swego Browninga² lub zatrzymuje ich kurs płomieniem swojej apodyktycznej fantazji, zmuszając je do poddania się u jego stóp jako jego pokorni niewolnicy.

Jednakże tylko ten który zna i praktykuje ikonoklastyczną wściekłość destrukcji może posiąść radość narodzoną z wolności, tej unikalnej wolności użyźnionej przez rozpacz. Powstaję przeciwko rzeczywistości świata zewnętrznego, dla triumfu rzeczywistości mojego świata wewnętrznego.

Odrzucam społeczeństwo dla triumfu samego siebie. Odrzucam stabilność każdej reguły, każdego zwyczaju, każdej moralności, dla afirmacji każdego upartego instynktu, każdego wolnego sentymentalizmu, każdej pasji i każdej fantazji. Wyśmiewam każdą powinność i każde prawo – po to, bym mógł śpiewać wolną wolą.

Pogardzam przyszłością, aby móc cierpieć i radować się z mojego dobra oraz zła w teraźniejszości. Gardzę człowieczeństwem, ponieważ nie jest to moje człowieczeństwo. Nienawidzę tyranów i brzydzę się niewolnikami. Nie chcę, ani nie udzielam solidarności, ponieważ myślę o niej jak o nowym łańcuchu, i tak jak Ibsen³ wierzę w to, że to człowiek najsamotniejszy jest najsilniejszym człowiekiem.

Tym jest mój Nihilizm. Życie – dla mnie – jest niczym, prócz heroicznym poematem radości i perwersji napisanym za pomocą krwawiących z rozpaczy i bólu rąk, bądź tragicznym snem ze sztuki i piękna!

21 maja 1920 r.
Renzo Novatore

***

¹ Nawiązanie do mitologii greckiej; “Co to za zwierzę, które rano chodzi na czterech nogach, w południe na dwóch, a wieczorem na trzech?” – pytanie zadawała Sfinks pilnująca bram Teb
² Rodzaj pistoletu będący popularny w tamtych czasach wśród anarchistów
³ Henrik Johan Ibsen – dramatopisarz norweski znany z dzieł takich jak m.in. “Peer Gynt” czy “Podpory Społeczeństwa

***

Źródła:

EN: https://theanarchistlibrary.org/library/renzo-novatore-i-am-also-a-nihilist#toc6

IT: https://parolealvento.noblogs.org/renzo-novatore-anchio-sono-nichilista/

Lena Kafka – Zniszcz Płeć

Płeć jako narzędzie władzy

Płeć to hierarchia, kolejne narzędzie władzy, które rozróżnia i kategoryzuje ciała/osoby. Ciała są podzielone na płcie na podstawie wyglądu, zachowania, pozycji ekonomicznej/społecznej/kulturowej i innych. Kategorie są ułożone w hierarchię, w której mężczyźni i ich praca jest bardziej ceniona niż kobiety i ich praca (praca domowa, opieka nad młodzieżą/osobami starszymi, praca psychologiczna/społeczna, usługi gastronomiczne, handel detaliczny, wszystkie prace oparte na pracy emocjonalnej itp.).

Płeć używa swoich kategorii, aby odgrywać rolę w rządzeniu sferą społeczną w celu zachowania jej reprodukcji. Tworzy podział pracy ze względu na płeć, między męską i żeńską, „mężczyzną” i „kobietą”. Praca kobiet jest mniej ceniona i opłacana, a w przypadku większości prac domowych wcale. Wyceniając pracę kobiet mniej niż tę wykonywaną przez mężczyzn, próbuję się je ekonomicznie uzależnić od mężczyzn w ramach klasy robotniczej. Obowiązkowe poleganie na związkach heteroseksualnych jest tak stare jak cywilizacja i społeczeństwo klasowe. Kobiety są zmuszane, strukturalnie oraz interpersonalnie, do związków z mężczyznami w celu przetrwania i reprodukcji cywilizacji. Jak ujął to „Against the Couple-Form”, „zamiast z esencjalistycznej koncepcji, kategoria kobiet wywodzi się z płciowej metody wyzysku i sprowadza pewne rodzaje pracy do prywatnej, nieodpłatnej strefy”.  Sfery pracy reprodukcyjnej.

Wyzysk ekonomiczny nie jest jedynym sposobem, w jaki rządzi nami płeć. Na poziomie społecznym płeć wyznacza standardy i normy dla naszych ciał i zachowań. Ciała są klasyfikowane w oparciu o drugorzędne cechy płciowe, głos, zachowania, ubiór/ estetykę/pochodzenie etniczne itp. Oczekiwania te różnią się w zależności od sytuacji i pozycji społecznej/kulturowej. Płeć reguluje ciała według pewnych norm, które mają być interpretowane na określone kategorie (mężczyzna/kobieta itp.). Normy te reguluje ściślejsza interpretacja dla kobiet i surowsza kara za ich przekroczenie. To właśnie płeć każe kobietom myśleć, że jesteśmy za mało lub za bardzo trochę czymś jednym, a trochę drugim. Płeć reguluje to jak się poruszamy („w nocy nie jest bezpiecznie”) i nasze możliwości („to nie jest to, co robią kobiety”, „kobiety nie powinny robić tego czy tamtego”). Płeć wytwarza nasze lęki/pragnienia bycia „męskimi” i „kobiecymi”, aby sprostać kapitalistycznemu ideałowi łatwych do zidentyfikowania, kategoryzowania i przewidywalnych ciał i działań. Płeć rządzi sferą społeczną.

Zarządzanie i płeć definiują wszystkie aspekty hierarchii cywilizacji. Zarządzanie to regulacja, normalizacja i (re) produkcja ciał/ludzi i terytorium. Czyni to poprzez więzienia, policję, nadzór, granice, płeć, pracę, eksmisje, szkołę, rasizm, zadłużenie, ksenofobię itp., tworząc klasę tych, którzy korzystają, i klasę tych, którzy cierpią.

Czym jest to, co ma być zrobione

Każdy w środowisku wie, jak całkowicie zniszczyć, znieść cokolwiek, rozbić to czy tamto. Płeć to tylko kolejny aparat, który należy rozbić, spalić i rozrzucić pozostałości. Aby zniszczyć taki aparat, musimy zniszczyć jego korzenie. Lecz po drodze jest gleba, która zakrywa je i chroni. Policja, rasiści, mizogini – patriarchowie wszelkiej maści – to jest gleba, którą musimy przekopać.

Łatwiej powiedzieć niż zrobić. Konfrontacja z policją wymaga bojowości (czujność + świadomość + wiedza taktyczna), a bojowość ta wymaga zaangażowania i przygotowania, na które wiele osób nie jest gotowych. W większości „środowisk postępowych” przejście do ofensywy jest postrzegane jako pochopne, nierozważne lub w najgorszym przypadku jako reakcyjne. Rewolucjoniści wiedzą, że ci, którzy czekają, aż uderzy ich ofensywa państwa, którzy czekają, aż jakaś tragedia zostanie wykorzystana jako dźwignia i usprawiedliwienie reform, są prawdziwymi reakcjonistami. Rewolucjoniści muszą wyjść poza półśrodki, poza reformy, ustępstwa i wycofywanie się, i naciskać na oderwanie się od normalności codziennego życia. Musimy dążyć do powstania przeciwko wszelkiej władzy.

“Insurekcja Która Nadchodzi” stwierdza: „Celem każdej insurekcji jest aby stała się ona nieodwracalna”. Odnalezienie się w takiej nieodwracalnej sytuacji oznacza wykopanie korzeni i rozmontowanie patriarchatu oraz wszystkich innych form hierarchii. Mówiąc bardziej realnie, oznacza to, że mamy  społeczności i przestrzenie, które są nie tylko bezpieczne, ale także stanowią zagrożenie dla tych, którzy sprzeciwiają się naszym pragnieniom i naszym przestrzeniom. To nie tylko bezpieczna przestrzeń dla grupy czytelniczej, ale odzyskane terytorium zdolne do zaspokojenia potrzeb klasy robotniczej/ kobiet/wykluczonych (wolne od przemocy wynikającej z istnienia płci). Te przestrzenie nie spadną nam z nieba. Stanie się to poprzez okupację pogranicza i miejsc produkcji lub mniej formalnych terytoriów oporu, takich jak grupa przyjaciół, którzy trzymają się razem, stworzymy lub odzyskamy przestrzeń dla wszystkich.

Żadnego chowania się, żadnych panów

Nasza insurekcja wymierzona w płeć nie może kończyć się tylko na samoidentyfikacji płci czy nowej liście terminów, których wszyscy powinni się nauczyć i szanować. Insurekcja musi przekroczyć te granice, aby swobodniej bawić się działaniem, zachowaniem, seksualnością itp. Tak aby robienie lub czerpanie przyjemności z tego czy innego nie wtłaczało cię do jakiejś ograniczającej roli.

                                                                                       Lena Kafka

(tłumaczenie z The Anarchist Library)

Niemcy: Policja to śmiecie

Co zrobimy z bezrobotnymi gliniarzami po tym jak już zniesiemy policję?

Po globalnych demonstracjach Black Lives Matter, siły policyjne z całego świata zmuszeni są do zadawania sobie trudnych pytań, na które muszą znaleźć odpowiedzi. Odbyły się nawet oficjalne dyskusje o zniesieniu policji w Minneapolis, czy o reformie całego systemu w Nowym Jorku. Nawet niemiecka policja jest proszona o udzielanie odpowiedzi na podobnie trudne pytania.

Ostatnio parlament w Berlinie zatwierdził Landesantidiskriminierungsgesetz (Prawo Antydyskryminacyjne, LADG). Niektórzy nawet marzą o przyszłości pozbawionej policji. Nie są to oczywiście jakieś nowe marzenia – trwają one od bardzo dawna – rozpoczęły sie one jeszcze długo przed kontrowersyjnym zabójstwem afroamerykańskiego mężczyzny George’a Floyda.

Jednak pewne myśli nie dają mi spokoju: co się stanie gdy zniesiemy policję przed obaleniem kapitalizmu? Jakie prace mogliby wykonywać byli gliniarze? Nie oszukujmy się: procent autorytarystów uzależnionych od władzy czy ludzi o faszystowskich nastawieniach jest wśród policji ogromny. Jakby, słyszeliście kiedyś o tym, żeby wszyscy pracownicy danej piekarni byli powiązani z siatką prawicowych organizacji terrorystycznych? Nie? Dokładnie – ja też nie!

Continue reading Niemcy: Policja to śmiecie